Gdzie jest granica?

Instruktorski Trop / Patrycja Kiryluk / 29.11.2016

Instruktor to osoba, która przekracza granice, również własne, która osobistym przykładem uczy odwagi i determinacji w realizacji celów. Tylko gdzie jest ta „własna granica”? Co z odwagą i determinacją w podbramkowych sytuacjach?

„My” i „Wy” ?

No bo przecież zawsze można odmówić, prawda?

Spotykam się z grupą znajomych. Wszyscy jesteśmy niepełnosprawni, większość z nas ruchowo. Jedna z koleżanek opowiada o tym, jak odbywała praktyki studenckie w dużej instytucji państwowej. W ramach nich, między innymi, codziennie zanosiła korespondencję na pocztę. Niby nic wielkiego, ale do budynku prowadziły strome schody… ”Kto na to pozwolił, skoro masz problemy z chodzeniem?” – spytał retorycznie ktoś z naszej grupy. Wtedy pomyślałam: „Racja! Nigdy nie myślałam o tych kwestiach w ten sposób!” No bo przecież zawsze można odmówić, prawda?

Myślę, że sprawa jest jednak bardziej skomplikowana. Dotyczy również wyzwań, których podejmuję się sama na co dzień, w ramach harcerskiej i instruktorskiej pracy.

Nie można a trzeba

Nie możesz pomóc, gdy jesteś potrzebny. Co z autorytetem, przykładem?

Czasem nie tylko mogę odmówić, jestem po prostu zmuszona to zrobić…W trakcie realizacji próby przewodnikowskiej zaproponowano mi bycie opiekunem na rajdzie. Pierwsze pytanie, jakie musiałam postawić to: ile kilometrów liczy tam trasa? Niestety, musiałam odmówić. Nie dałabym rady przejść tego dystansu. Niemoc i zwątpienie. Nie możesz pomóc, gdy jesteś potrzebny. Co z autorytetem, przykładem? Usłyszałam, że autorytet można budować również przez przyznanie się słabości.

Myślę, że to bardzo trudne, zarówno odmówić pomocy jak i przyznać się do słabości. Przecież my, kadra, jesteśmy super, radzimy sobie z wieloma sprawami, często dokonujemy niemożliwego!

(A ja ostatnio znowu nawaliłam…) Kilka tygodni temu miałam okazję być opiekunem na biwaku. Normalne warunki, zapowiadała się niedługa gra miejska w sobotę, patrol niewielki, sześciu harcerzy. Wcześniej nieźle radziłam sobie w takich warunkach i sytuacjach. Niestety już w piątek źle się czułam. (Na pewno mi przejdzie, nie pierwszy raz jest gorzej, przecież sobie poradzę) W sobotę rano już wiedziałam, że zamiast „lepiej” jest jeszcze gorzej. Musiałam zostawić dzieci pod opieką innego instruktora i wrócić do domu.

Porażka na całej linii? Tak właśnie myślałam w autobusie powrotnym. (Niewinni współpasażerowie pewnie zostaliby zgładzeni, gdyby tylko spojrzenia mogły zabijać)

Co (z)robić?

W ZHP wymagamy sporo od innych, często jeszcze więcej od siebie. Myślę, że warto spróbować zaakceptować ograniczenia. Tak, to trudne. Często przypomina syzyfową pracę. Już myślisz: „No dooobra, nie robię tego, tego, i tamtego też raczej nie, no ale przecież robię trochę innych potrzebnych rzeczy”. Idąc dalej: „Co ja poradzę? To nie zależy ode mnie!” Od dłuższego czasu staram się tak właśnie myśleć, najczęściej z marnym skutkiem. Przecież  chcę być możliwie najlepsza w tym, co robię…Przesunąć trochę dalej granicę własnych możliwości.  Czasem dochodzę do wniosku, że to trochę droga donikąd ta wyimaginowana czarna linia zwana „granicą” za którą tak często próbuję się znaleźć. Czy na pewno?

Jednym z moich największych osiągnięć było zostanie instruktorką ZHP. Próba pozwoliła mi się rozwinąć, postawić granicę możliwości jeszcze trochę dalej, pomogła bardziej uwierzyć w siebie i we własne możliwości, co zawsze stanowiło dla mnie duży problem. Pomogła udowodnić sobie samej, że nie warto skupiać się na ograniczeniach i barierach, a dążyć do wyznaczonego celu i realizować postawione przed sobą zadania. Pokazała, że w każdej pracy, także tej wychowawczej mogę liczyć na pomoc i wsparcie innych instruktorów.

Marzenie

Chciałabym, żeby Instruktorski Trop był miejscem wymiany doświadczeń i poglądów wędrowników, drużynowych i instruktorów. Chciałabym, żebyśmy mogli pokazać trudności i osiągnięcia twoje, twojej koleżanki z drużyny, znajomego instruktora z sąsiedniego hufca. Oczekując z niecierpliwością na twoją wiadomość Drogi Czytelniku, ruszam osiągnąć kolejny cel. Mam nadzieję, że będzie on udaną podróżą na granicę możliwości!

Patrycja Kiryluk - członkini Gdańskiego Harcerskiego Kręgu Akademickiego „Flavio Note”, szefowa działu Instruktorski Trop. Dyplomowany historyk sztuki, jesienne wieczory spędza pijąc herbatę i analizując rynek dzieł sztuki.

  • Alicja Nowacka-Trzmiel

    To że czasami nie możemy wykonać jakiegoś zadania z powodu naszych ograniczeń zdrowotnych nie raz powoduje chwilową depresję. To miłe kiedy kupując bilet dla inwalidy kasjerka patrzy na mnie zdziwionym wzrokiem mówiąc : „A nie widać”. Staram się wyglądać jak okaz zdrowia, ale wielokrotnie ogarnia mnie poczucie bezsilności. Należę do pokolenia, które wychowało się na trzepaku i skakało w gumę. Hmm… Tak :) latka lecą, a tu by się jeszcze dużo chciało… Mam w drużynie wspaniałych harcerzy i to właśnie Oni są moją największą motywacją. To dla nich staram się być kreatywna, rzucam sobie ciągle nowe wyzwania i pracuję nad kondycją. Gdyby nie ZHP pewnie zaszyłabym się w domu oglądając seriale. Powrót po dwudziestu latach do harcerstwa to była najlepsza decyzja w tym stuleciu :) . I chociaż wiem, że nie dam rady iść z dużym plecakiem po górach to nie rezygnuję. Małymi kroczkami też dojdę do celu :)