Harcerstwo jest tam, gdzie my

Sylwia Gudyka / 25.02.2015

Zamiast wieczornego spaceru odpisujesz na maile, a szereg zaległych telefonów kradnie kolejną obiadową porę. Może już jutro Twój zacny grafik będzie zbyt ciasny na zwyczajność?

Luty. Jest trochę śniegu, chociaż silne promyki słońca przekrzykują się z chmurami o wiosnę. Końcowo-początkowe fragmenty semestru. Deklaracje maturalne żargonowo „klepnięte”. Zimowa sesja jeszcze w boju lub już po – z tarczą na szczęście. W wolnym międzyczasie upychamy gdzieś dawno już nienapotkanych znajomych, harcerstwo, dorywcze zarobkowanie. Będący na co dzień na etacie mają zimowiskowy urlop. Na końcu oczywiście łapiemy oddech i szperamy w terminarzu w poszukiwaniu chwili dla samych siebie. Słowa – klucze: harcerstwo, życie, praca i dom. Na pełnych czterech etatach. A Wy – martwicie się czasem, jak bardzo ciasny będzie Wasz kolejny grafik?

O marzeniach

To, czego uczymy się w harcerstwie, stosujemy często tylko do grafiku i zorganizowania sobie czasu na pełnionej przez nas funkcji.

Zdaje się, że każdy już co najmniej raz doświadczył zajęć czy zbiórki dotyczącej umiejętności organizacji własnego czasu. Na wylot znamy zasady brania się za rzeczy ważne i pilne i przerzucania na któryś z kolei plan tych nieważnych i niepilnych. Równocześnie odnoszę wrażenie, że to, czego uczymy się w harcerstwie, stosujemy często tylko do grafiku i zorganizowania sobie czasu na pełnionej przez nas funkcji czy podczas realizacji jednej z prób na stopień. I aż się prosi napisać bardzo sloganowy, trochę okrutny i miejscami ironicznie stosowany tekst, że „życie weryfikuje”. Nie trzeba być przecież maksymalnie zorganizowanym i zawsze dwie minuty przed czasem. Ale jeśli jesteśmy nastawieni na totalne wchłanianie życia i wszystkiego, co nas otacza, to warto pamiętać, że ograniczanie się tylko do dwóch chociażby wymiarów sprawia, że nasze funkcjonowanie bez któregokolwiek z elementów życia staje się bardzo ubogie. Sami wiecie, jak bardzo praco- czy nawet harcoholizm potrafi resetować prywatne życie, wyjście na spacer czy zwykłą herbatę, gdzie nie wspominamy nawet słowem o drużynie, studiach, etacie… Gdzie mówi się tylko o marzeniach, podróżach i jednak w dalszym ciągu chociaż minimalnie beztroskiej, trwającej wciąż młodości!

W wielu wymiarach

Nie zachęcam do porzucania swoich rodzimych środowisk, bo warto wspierać hufiec, z którego się pochodzi. Ale czy nie można z oddali i w inny sposób?

Często się mówi i często słyszy (osobiście) o wątpliwościach z poradzeniem sobie z własnym czasem, obowiązkami – by wszystko pogodzić, dać radę, nie zaniedbywać. I nie być cyborgiem. Oby wszelkie obawy związane z tym, że po wyjeździe na studia trudno pogodzić harcerstwo, życie prywatne, naukę i jeszcze dodatkowo pracę, były tylko i wyłącznie motywatorem do przewrócenia swojego świata do góry nogami. Tak, by życie prawdziwie brać garściami! Wszystko jest oczywiście sztuką szeroko pojętych wyborów. Jeśli dalej chcesz być harcerzem, zamiast spędzać masę godzin w pociągach, wracając co tydzień na zbiórki ukochanej i jedynej na świecie drużyny, możesz zaangażować się w środowisku miejscowym. Nie zachęcam do porzucania swoich rodzimych środowisk, bo warto wspierać hufiec, z którego się pochodzi. Ale czy nie można z oddali i w inny sposób? Czy jesteśmy jedyni i niezastąpieni i bez nas na pewno wszyscy tam zginą? Chociaż to trudne, to trzeba też umieć wyjechać, wyjść w świat z tym, co już się zdobyło. I wpaść nawet do jakiegoś akademickiego kręgu… A później może i drużyna, namiestnictwo, referat. Harcerstwo jest tam, gdzie my.

Może czas poświęcony rozdawaniu ulotek można wykorzystać tak, by w przyszłości przyniósł większe korzyści?

Praca to też dość kontrowersyjny temat. Jeśli już faktycznie jest mus i potrzeba zarabiania pieniędzy na tu i teraz – nie ma w zasadzie żadnej dyskusji. Stypendium czy wsparcie kibicujących nam ze wszystkich sił i tęskniących rodziców – nie zawsze wystarcza. Ale jeśli to jest czas do Waszego zagospodarowania bez wyższej konieczności zdobywania środków do życia, to czy nie warto się chociaż chwilę nad tym zastanowić? Może czas poświęcony rozdawaniu ulotek można wykorzystać tak, by w przyszłości przyniósł większe korzyści? Wolontariackie z początku praktyki i staże w całkiem niezłych firmach w kluczowej dla nas branży, luźne godziny spędzone w laboratoriach czy w przedszkolach mogą po drugim, trzecim, czwartym roku studiów (oczywiście przy konkretnym zaangażowaniu) zamienić się w cząstkowe etaty, realizowane projekty, przyszłą pracę. To wszystko zależy od celu, do jakiego każdy z nas dąży i od własnych potrzeb, jakimi musi i jakimi chce się kierować.

Wyjazd na studia, nowe środowisko, większe miasto – to zwykle nie tylko więcej możliwości, ale i nowe grono towarzyskie, któremu też warto poświęcić trochę czasu (nie zapominając oczywiście o dawnych znajomych!). Wielu z nas jest wręcz zachłyśniętych mnóstwem opcji, mieszkaniowych czy akademikowych prywatek, spotkań, wymiany doświadczeń, zwyczajów – gdzie zamiast „ejże” uczysz się mówić „tej” i przestajesz wychodzić już tylko „na pole”. To miejsca, zaraz obok zbiórek harcerskich, zajęć, gdzie tworzy się magiczne wspomnienia na kolejne dziesiątki lat… i naprawdę nie warto tego przegapić!

Więcej niż 3D

Tworzenie własnego, wielowymiarowego światka z uwzględnieniem WSZYSTKICH najważniejszych dla nas sfer jest znacznie łatwiejszym startem.

Pewnie wielu wątpliwości nie udało się rozwiać, ale to dobrze. To nie przepis na każdą z nich. To sposób podejścia, postrzegania. W każdym z nas nowe, inne od dotychczasowych sytuacje wzbudzają spore emocje. Warto jednak postrzegać ten etap życia bardziej jako szansę niż zagrożenie, kiedy to głównie my zarządzamy czasem dla swoich pasji i przyjaźni, rejestracjami na zajęcia i weekendowymi biwakami. Nie jest to z pewnością łatwe, ale tworzenie własnego, wielowymiarowego światka z uwzględnieniem WSZYSTKICH najważniejszych dla nas sfer jest znacznie łatwiejszym startem, by po prostu już na początku się nie zgubić.

A po wszystkim… kiedy jest już koniec miesiąca i tęskni się za domowym obiadem, zawsze można – „stopem” czy też PKP – wrócić do swojego czwartego wymiaru – do domu.

Sylwia Gudyka - magistrantka chemii na Uniwersytecie Jagiellońskim, wykonawca projektu badawczego z katalizy NCBiR, członek Zespołu Harcerstwa Akademickiego ds. programu i regionów, namiestnik wędrowniczy Hufca ZHP Kraków – Podgórze, pochodzi z Rzeszowa, związana z Krakowskim Harcerskim Kręgiem Akademickim „Diablak”.

  • Iza

    A co to znaczy że Sylwia Gudyka jest wykonawca projektu badawczego z katalizy NCBiR ????

  • Iza

    PS, pojęcie „NCBiR” w google nie istnieje.
    jest tylko NCBR

  • Szperacz

    Niby dużo o wszystkim, ale w sumie jakby nic o niczym…

    Ja jestem zawiedziony tym felietonem, dla mnie nic nie wniósł.