Młodzi, zdolni, roszczeniowi

Agnieszka Bąder / 02.07.2015

– Od tego dobrobytu poprzewracało się młodym w głowach – narzekają starsi. Nie tylko oni. Kiedy patrzę na siebie i moich kolegów, na nasze postawy życiowe, jestem przerażona.

Wszystko się nam należy, wszystko. Ok, wiem, że mamy takie czasy, że trzeba korzystać z życia i dobrodziejstw cywilizacyjnych, a wojna już dawno się skończyła. Nic dziwnego, że wybieramy wygodne, przyjemne życie, a nie średniowieczne męczeństwo. Czasem zaświeci w głowie myśl, jak ludzie żyli w minionych czasach, bez komputerów, internetu, środków komunikacji itp.

Nam, młodym, nigdy niczego nie brakowało

Nie twierdzę, że wygoda jest zbrodnią. Ale roszczeniowość już tak. Może w harcerstwie nie odczuwamy tego w tak dużym stopniu jak w „cywilnym” życiu. Jednak i w naszej organizacji przejawia się poczucie, że nam się należy: a to świetny obóz za niedużą kwotę, a to stopień przewodnika (bo działam w harcerstwie już trzy lata, więc muszę mieć granatową podkładkę), a to darmowy wyjazd za granicę, a to pochwała, a to uznanie, a to miłość podopiecznych… i tak dalej. Jeśli jesteście tzw. pokoleniem Y, wychowamy kolejne osoby myślące podobnie. Bo nam, młodym, nigdy niczego nie brakowało, choć pewnie nieraz narzekaliśmy, że nie mamy firmowych jeansów czy kasy na wakacje w Grecji.

Jeszcze gorzej jest poza harcerstwem. Na uczelniach wyższych znajdziemy mnóstwo studenciaków, którym należą się zaliczenia, ba, nawet piątki! Co z tego, że nie pojawili się na żadnych wykładach. Oni przecież łaskawie podjęli studia. Wśród absolwentów podobnie: jak to nie mogę znaleźć pracy, przecież mam magistra! Co z tego, że przez pięć lat nie robiłem nic prócz picia piwa w akademiku. Pracować za dwa tysiące brutto? Kto by na to przystał! Nie pójdziemy na szkolenie, jeśli nie otrzymamy tony niepotrzebnych gadżetów oraz obiadu, nie wybierzemy się na koncert, na którym musimy płacić za bilety (przecież są darmowe juwenalia).

Dla otuchy dodam, że nic się nie zmieni (sic!), bo żyjemy w świecie, w którym prym wiodą przyjemność i dobrobyt. Do pewnego stopnia są one fajne, ale mnie na przykład nudzi, kiedy wszystko dostaję za darmo (co nie jest prawdą). Wolę powalczyć, postarać się. Lubię, gdy w miejscowości, w której się wychowałam, czasem wyłączany jest prąd. Choć mam wtedy zazwyczaj mnóstwo pracy, jest to jedyna okazja, by posiedzieć z bliskimi przy świecach i pogadać o życiu.

Pierwszym krokiem do zmiany jest uświadomienie sobie pewnych kwestii

Słyszałam, że niektórym z Was brakuje recepty na problemy podejmowane w moich felietonach. Zawiodę Was, recepty nie mam, bo piszę o sprawach, z którymi sama mam często kłopot. Wyrocznią również nie jestem, więc się nie mądrzę. Jednak pierwszym krokiem do zmiany jest uświadomienie sobie pewnych kwestii. Jesteśmy istotami samodzielnie myślącymi i jeśli uznamy, że coś nam nie odpowiada (tak jak mnie nie odpowiada roszczeniowość młodego pokolenia), już mamy pole do popisu. Ludzie, jesteście harcerzami/instruktorami, pracujecie zapewne z ludźmi. To w Waszych grupach najłatwiej jest kształtować siebie i innych. Potwierdzone info.

Agnieszka Bąder - wielofunkcyjna osoba o różnych pasjach. Wierzy w sprawiedliwość i inne naiwne zjawiska. Raduje się, pisząc.

  • Harry

    Tak kij w mrowisko… odważnie ;]

  • Wiewiór z Gdańska

    Bardzo się cieszę, że poruszyłaś ten temat.

    Jako przedstawiciel pokolenia Y powinienem się oburzyć: jak to roszczeniowi?! Przecież my jesteśmy tacy wspaniali.
    Ale niestety nie jesteśmy: lenistwo, brak perspektywicznego myślenia, brak odpowiedzialności za własne czyny to tylko niektóre przymioty.

    Mnie osobiście jednak martwi coś innego: duża część mojego pokolenia jest roszczeniowa. ALE CO Z TEGO JAK NIE UMIEJĄ TEGO WYPOWIEDZIEĆ? Wiele razy słyszałem narzekania, ale nikt nic z niczym nie zrobił (np z niekompetentnym wykładowcą na uczelni). Uważam, że młodzież w wieku 15-25 nie ma ikry, nie mają woli zmieniać świata. Są poddanymi systemu mimo ciągłego narzekania na wszystko w sieci.

  • Szymon z Gdańska

    „Co z tego, że nie pojawili się na żadnych wykładach.”

    Przepraszam bardzo, może ma być odwrotnie? Należy mi się piątka, bo byłem na każdym wykładzie? Co mają wykłady do wiedzy studenta? Jeśli potrzebuje wykładów, to na nie chodzi. Jeśli ich nie potrzebuje, to nie chodzi. Jeśli bez wykładów ma przedmiot w małym palcu, to jak można czynić mu jakikolwiek zarzut? Może zadajmy sobie pytanie kto tu jest dla kogo – student dla uczelni, czy może jednak odwrotnie?