Można żyć bez harcerstwa

Agnieszka Bąder / 04.01.2016

Łamiąca wiadomość – życie bez ZHP jest możliwe! I mówi to była harcerka, była drużynowa i instruktorka. Odkrycie na miarę Kolumba, do którego każdy powinien dojrzeć sam. Potwierdzone info!

Nie każdy instruktor jest stworzony do pracy z innymi instruktorami

Jeszcze niespełna dwa lata temu pisałam, że niełatwo jest odejść z harcerstwa, gdy jest się instruktorką, a całą młodość spędziło się w ZHP. Od tamtej pory próbowałam wielu aktywności w organizacji, ale każda kończyła się fiaskiem. Udział w niepowodzeniach niewątpliwie miały problemy zdrowotne, które na długo wyłączyły mnie z „normalnego” życia (na szczęście wracam już do żywych!). Co się wtedy stało? Prosta sprawa: oddałam drużynę. Niby banał, ale dla mnie praca na tym poziomie była najważniejsza w harcerstwie. Miałam kilka pomysłów, co robić później, niestety brakowało mi kontaktów z harcerzami, których mogę w jakiś sposób kształtować. No cóż, nie każdy instruktor jest stworzony do pracy z innymi instruktorami i chyba ja tak mam.

Próbowałam, aż w końcu przestałam. Nie udzielałam się już nigdzie i po pewnym czasie zostałam wyrzucona z organizacji za nieopłacone składki (sic!). Przyznam, że ulżyło mi, ponieważ ta sytuacja wszystko zmieniła. Sama chyba nigdy nie miałabym odwagi odejść. A procedura wiele ułatwiła.

I co się zmieniło? Nastał błogi czas w moim życiu. Mogłam skupić się na sobie i swoim zdrowiu, co wówczas było wskazane. I pojawiło się, niespotykane dotąd u mnie, poczucie wolności. Nie miałam obowiązku względem organizacji i grupy harcerzy bądź instruktorów. Całkiem pełnoprawnie, bo już nie czułam się nierobem w harcerskim mundurze. A przy tym zachowałam swoje wspomnienia, umiejętności, znajomości i miłość do ruchu harcerskiego.

Wydawało mi się, że tylko nieudacznicy odchodzą z organizacji

Dlaczego moment odejścia z ZHP był dla mnie tak ważny i trudny do zrealizowania? W moim środowisku nie było to zbyt dobrze widziane. Wydawało mi się, że tylko nieudacznicy odchodzą z organizacji. „Prawdziwi” harcerze pną się po szczeblach struktury, zdobywają stopnie, odnoszą sukcesy. Poza tym myślałam, że instruktor po prostu nie powinien opuszczać Związku. Stało się jednak inaczej i nie mam sobie nic do zarzucenia. Do tej decyzji trzeba dojrzeć i ostatecznie się z nią pogodzić.

Nie spalę po sobie mostów – są one zbyt mocne

W harcerstwie spędziłam dziesięć pięknych lat. Nabyłam niezliczoną ilość umiejętności, poznałam fantastycznych ludzi, przeżyłam wspaniałe przygody. Ukształtowałam swoje poglądy. Nauczyłam się pracować w grupie, co przy moim wybitnym introwertyzmie jest trudne. Stałam się osobą niezwykle otwartą i tolerancyjną, co ma odzwierciedlenie w moich obecnych poglądach. Dzięki temu mogę być katolem i lewakiem w jednym i na serio, da się to połączyć. Nie boję się gejów, muzułmanów ani uchodźców, a przy tym wierzę w Boga. W środowisku, z którego pochodzę, to nie są popularne poglądy.  To wszystko i milion innych rzeczy zawdzięczam właśnie harcerstwu: zarówno idei, jak i ludziom, którzy tworzą i tworzyli ten ruch. A co będzie dalej? Nigdy się nie wyprę swojej przygody w ZHP. Będę trzymała kciuki za rozwój organizacji. A może kiedyś wrócę do harcerstwa? Nie mówię nie. W końcu odeszłam, bo taką decyzję podjęłam. Nie zostałam wyrzucona za karę, nie skłóciłam się ze swoim środowiskiem. Nie spalę po sobie mostów – są one zbyt mocne.

Drodzy harcerze, kibicuję Wam z całych sił! Wierzę, że będziecie się rozwijać, niezależnie od tego, w jakiej jesteście organizacji (dla mnie to bez większego znaczenia). Ja też się będę rozwijała, a swoimi przemyśleniami dzieliła na stronach „Na Tropie”. Czuwaj!

Agnieszka Bąder - wielofunkcyjna osoba o różnych pasjach. Wierzy w sprawiedliwość i inne naiwne zjawiska. Raduje się. pisząc. W ZHP w latach 2005-2015.

  • Paweł Rozdżestwieński

    Szacunek – w ZHP byłem w latach 1976-2005. Serdecznie pozdrawiam

  • abc

    „była harcerka.. instruktorka…” to chyba najlepiej świadczy o miałkości i bzdurności tego artykułu. Osoba, która tak pisze nigdy chyba nie słyszała o Przyrzeczeniu i Zobowiązaniu albo jak wiele osób podkładkę dostała za „plecy”. Droga autorko roztkliwiaj się nt. zdrowia Nieprzetartemu szlakowi albo instruktorom, którzy walczą z chorobą i dają tym przykład innym w organizacji – to wytężonej pracy, do walki, do motywacji czy umiejętnego szukania wsparcia czy seniorom, którzy po dziś dzień z dumą noszą Krzyż. Takimi przemyśleniami to dziel się może na jakimś blogasku, a nie solidnym magazynie…

  • tomekm

    artykuł wyjątkowo….słaby. Bardzo blogowy, jak z pamiętnika nastolatki. Nie odkrywa nic nowego. Jeśli ktoś sądzi, że jest w harcerstwie koniec i kropka… to chyba nigdy tak na prawdę w tym harcerstwie nie będzie. Strasznie przykro się robi, gdy ktoś stwierdza, że oddając drużynę nie ma miejsca w harcerstwie. Oznacza to, że… w sumie się nie wykształcił (i nie ukształtował!). Naturalną ścieżką rozwoju jest szukanie pola służby – kształcenie, program, ratownictwo, lotnictwo i wiele wiele innych. Nie udało jej się znaleźć? To chyba gdzieś popełniono błąd.

    Każdy może odejść z ZHP. Rota zobowiązania to jedno, ale… nie ma co siedzieć na siłę. Nie chcesz działać? Nie działaj. Ale nie rób też z tego szopki, nie pisz o tym do na tropie i nie udawaj jakie to super i odważne i w ogóle niespotykane, że z ZHP da się odejść.

  • Ida Radecka

    Drogi abc – ZHP to nie niewolnictwo. Każdy z nas ma prawo podjąć decyzję co do swojej działalności, nie wszyscy muszą zostać w organizacji „na zawsze”. To nie jest misją ZHP, którą (przypuszczam) znasz. Dzięki harcerstwu mamy się stać lepszymi ludźmi i wyjść z tym w świat, a nie harować dla Związku bez względu na wszystko. Służba służbą, nie neguję tego w żadnym wypadku, ale warto pamiętać o odpowiednich proporcjach. I bardzo proszę o więcej szacunku z Twojej strony nie tylko dla Autorki, ale dla wszystkich osób wokół Ciebie. Wydaje mi się, że skoro tak bronisz postawy instruktorskiej, to powinieneś/-aś ją przede wszystkim promować. Działajmy na miarę swoich możliwości :)
    Czuwaj!

  • ramidez

    „zostałam wyrzucona z organizacji za nieopłacone składki ..” dalej czytamy „Sama chyba nigdy nie miałabym odwagi odejść…” a na końcu „W końcu odeszłam, bo taką decyzję podjęłam. Nie zostałam wyrzucona za karę..” Chyba dobrze dh odeszła bo ZHP nie potrzebuje „nierobów w harcerskim mundurze.”

  • tomekm

    ramidez – ja bym nie używał aż takich mocnych słów. Powiedziałbym, że jest to niespójność, która znowu powoduje to, że czytam bloga nastolatki, a nie ex-instruktorkę.

    Poza tym podtrzymuję to co napisałem wcześniej.

  • stara

    Bardzo się ciesze, że takie osoby odchodzą z harcerstwa, bo nie ma czegoś takiego jak przymus, jeżeli z różnych przyczyn zabrakło nam motywacji. Bycie instruktorem to trudne zadanie i nie każdy się do tego nadaje, trzeba to umieć przyznać i odejść, zanim sie sobie albo co gorsza komuś innemu wyrządzi krzywdę, przez tą „służbę” „na siłę” i w niewoli. Juz wymagania stopni HO i pwd mówią nam, że instruktor potrafi zachować właściwe proporcje w dysponowaniu swoim czasem, a nie nie ma czasu żeby skupić się na swoim zdrowiu, zapomina o swoim własnym rozwoju i nie czuje się „wolny” w harcerstwie… Dlatego jestem naprawdę wdzięczna osobom które same przed sobą potrafią przyznać, że się do tego nie nadają, a jeszcze bardziej wdzięczna jestem przełożonym, którzy może tez to zauważają i mają odwagę podziękować za współpracę, choćby wykorzystując pretekst pt nieopłacone składki do pożegnania się z niewłasciwą osobą. Pozostaje nam instruktorom zastanowić się co jest przyczyną powstawania takich artykułów w sieci? Czy może zabrakło dobrego opiekuna próby który na etapie próby przewodnikowskiej wymagałby dobrego zrozumienia misji ZHP, idei bycia instruktorem czy po prostu KSI tego nie dostrzegło? Dlaczego nikt nie odbył z tą osobą rozmowy i nie wytłumaczył, dlaczego coś jest nie tak? A może przełożony w postaci odpowiedniego Komendanta nie wyłapał na czas tego że ktoś się wypala, gdyż nikt nie wytłumaczył mu kilka lat temu tak podstawowej rzeczy, jak to że jest życie poza harcerstwem? Że az trzeba pisać o tym artykuł… Kto zawinił? Na pewno każdy po trochu, ale nie bycie instruktorem, które POZWALA na realizowanie siebie, DBANIE o zdrowy tryb życia, posiadanie ZNAJOMYCH poza harcerstwem i karierę ZAWODOWĄ. Nie jest to proste, dlatego w tym jest taka wartość!

  • abc

    Oczywiście, że nie muszą zostać ale skoro się do czegoś Zobowiązują to warto tego dotrzymywać, a nie szukać wymówek. Tak samo jak można odejść, jak i nikt nie zmusza do bycia instruktorek. Potem właśnie tacy parainstruktorzy dają świadectwo o organizacji albo sieją ferment…

  • Milena Anonim

    Śmieszą mnie Wasze szydercze komentarze. Autorka pisze o wrogim nastawieniu do ludzi, którzy odeszli!
    OTO PRZYKŁAD!
    Sama oddałam granatowy sznur z powodu depresji i problemów z sercem na tle nerwowym. Czy wywijałam się za to chorobą? Oddałam siebie całą, aby móc pozbierać swoje resztki i z uśmiechem patrzeć jak ci najmłodsi się rozwijają.
    Nie zamykamy nikogo w klatce.
    Nie tędy droga.
    Należy pamiętać ile ten człowiek dał, a nie lamentować nad tym, ile mógł dać.
    Czuwaj!

  • Janek Hebel

    Mam szczerą wolę CAŁYM ŻYCIEM … , Powierzonej przez ZHP służby nie opuszczę samowolnie….. te słowa wypowiadał każdy z nas i myślę że to wystarczy na komentarz do tego felietonu

  • Marcela Falkiewicz

    Trochę przykro czyta się takie pełne braku szacunku komentarze. Nie wiem czy jest to blog nastolatki lub tekst na odpowiednim poziomie tego pisma. Wiem na pewno (po 18 latach w harcerstwie), że są różne środowiska harcerskie. Mniejsze i większe, działające lepiej i gorzej, dbające o „KAŻDEGO” członka i instruktora i nie, bardziej wrażliwe i doceniające prace innych i mające to gdzieś. Sama nigdy złego słowa na swój Szczep („Pod Wiatr”) i swój hufiec (Bydgoszcz-Miasto) nie powiem. Też kiedyś uważałam, że harcerzem to można być lub nie, można odejść, ale jak się składa Zobowiązanie Instruktorskie to m.in po to, by służyć w harcerstwie do końca swoich dni, wszak „powierzonej przez ZHP służby nie opuszczę dobrowolnie”. Myślałam na serio, że nigdy nie odejdę, bo nie chcę, bo to moje miejsce, że przecież tyle rzeczy można robić, bo złożyłam zobowiązanie. Cóż, życie bywa przewrotne. Odeszłam. Uważam, że bardzo mało mówi się z ZHP o ewentualnym odejściu, to trochę temat tabu. Można, niby każdy to wie, ale…o ludziach, którzy odeszli się nie mówi, nie wspomina, jakby zniknęli z powierzchni ziemi i nigdy nie istnieli. Mało fajne, prawda? Ponadto myślę, że mało jest pracy z kadrą instruktorską, która np. wkracza na rynek zawodowy, zakłada rodziny. Jeśli ktoś mimo rozpoczynania „dorosłego życia” (pierwsza praca, związki, dzieci) zostaje w ZHP, to jest to w dużej mierze jego heroizm. Tak, heroizm, żeby na wszystko znaleźć czas, żeby wszystko pogodzić, żeby nic nie zaniedbać, żeby wszystko działało na odpowiednio wysokim poziomie i było „dobrej jakości”. Mało w ZHP o tym się mówi, mało wspiera, mało proponuje takim ludziom. A szkoda. Dla wielu, takich jak ta druhna z artykułu, czy ja odejście z ZHP to prawdziwy dramat, poprzedzony wielomiesięcznymi przemyśleniami, rozterkami, analizowaniem „za” i „przeciw”. Dla tej druhny odejście było ulgą. Dla mnie zakończyło się prawdziwym kacem moralnym, który nie mija.

  • HARCERKA

    Na wszystko przychodzi czas.Życzę Druhnie wszystkiego dobrego. Co inni sądzą ?Nauczyłam się ,że należy ich posłuchać ,ale nie dać sobie zabrać siły i zdrowia .

  • Pingback: Byłam harcerką | Nic pokręconego()

  • Christophe Orchowski

    http://www.zhppgk.org/org_st_harc.htm

    Kręgi Starszego Harcerstwa, to fantastyczna sprawa, zapomniana w Polsce i kompletnie zaniedbana.. To dlatego, że komuna zniszczyła harcerstwo dla dorosłych, o którym w Polsce nikt nic nie wie. Kręgi Harcerstwa Starszego to naturalne miejsce dla Druhny Agnieszki Bąder…no, ale nie mamy w Polsce kręgów. przetrwały jako skamielina drugiej RP, na obczyźnie, w ZHP poza granicami kraju. Prowadziłem taki krąg, dla dorosłych ludzi, którzy chcieli spróbować harcerstwa lub sami byli kiedyś harcerzami, dawno temu, a teraz mają okres stabilizacji w życiu i chcą popróbować.

    Można? Można. W każdym wieku. Mamy wypracowane w polskim ruchu harcerskimi metody do pracy z dorosłymi, tak jak mamy do pracy z wędrownikami, instruktorami, zuchami itd.,tak mamy dla dorosłych, którzy już nie mogą lub nie chcą zajmować się pracą wychowawczą, ale chcą być harcerzami. Po prostu. Weekend pod namiotami z ludźmi z którymi się jeździło całe swoje dorastanie pod namioty? a dlaczego nie. Sobotni piknik rodzinny przyjaciół, których znamy od gromady zuchowej? – jakaż to frajda. Jakiś drużynowy chciałby się nas zapytać o pomysły, jak to się robiło w naszych czasach, np. jak się przekazywało harcerzy do wędrowników itd. jak koordynowało seę pracę szczepu – przecież dorośli to DOŚWIADCZENIE, którego Ci młodzi nie mają, a o które często pytają i są pozostawieni sami sobie.

    Niestety, będzie jeszcze wiele takich Druhen Agnieszek, zanim ktoś pójdzie po rozum do głowy i zrozumie, że ZWIĄZEK jest związkiem, ponieważ wiąże KILKA ORGANIZACJI w jedną całość, za czym pójdzie wydzielenie, oddzielnej organizacji harcerzy, harcerek oraz organizacji harcerstwa starszego, dla dorosłych.

    Czuwaj!

  • Andrzej Sawuła

    Niestety, obecnie obowiązuje w ZHP doktryna, że dorosły może albo pracować jako instruktor, albo jest nam niepotrzebny. Wywaliliśmy członków wspierających, wyprowadziliśmy RPH poza Związek, robimy wszystko by kadrę nieinstruktorską zniechęcić i wypchnąć ze Związku. Z ideologami nie daje się dyskutować. :(

  • Pingback: Zrozumieć odchodzenie | NA TROPIE()

  • Robert

    No to druhna napisala, samowolnie służby nie opuściła. Statutowo została usunięta i dostała (bodajże) kod 3 w ewidencji.
    Po za tym… jak ktoś już się znudził harcerstwem, nie ma pomysłu co by miał robić albo środowisko nie ma pomysłu na tego instruktora to ma na siłę siedzieć? Może warto zacząć normalne życie, bo do tego własnie przygotowuje ZHP. Dlatego pomysł z wędrownikami do 21 roku życia jest genialny! 21 lat –> człowiek jest już wychowany, harcerstwo nic więcej nie może temu człowiekowi dać (chodzi o wychowanie). Może zostać i wychowywać innych albo iść w swoją stronę. Jeżeli ktoś staje się instruktorem w wieku 17 lat (przewodnik) a w wieku 21 lat (i wcześniej) idzie na studia, szuka pracy, rodziny to często harcerstwo przeszkadza. Idiotyzmem by było wtedy na siłę zostawać czynnie w ZHP. Są sprawy ważne i ważniejsze. I sądzę, że ważniejsze jest jednak życie prywatne.
    Są przykłady że ZHP wychowało >>>>> nieudaczników życiowych <<<< bo tak się "wkręcili" w harcerstwo, że zapomnieli poszukać pracy która zapewni samodzielne utrzymanie, bo zapomnieli że w wieku 27 lat warto wyprowadzić się od rodziców i nie wyrywać 17 latek z drużyn wędrowniczych.
    I o.
    Czuwaj!

  • A.

    Przeraziłam się czytając komentarze pod tym artykułem, ale dzielnie dotrwałam do ostatniego.
    Przeraziła mnie ilość negatywnych emocji i formuowania ocen. Nie tego nauczyłam się w ZHP.

    Dla mnie powyższy tekst jest bardzo ważnym wpisem, doceniam go prawdopodobnie dlatego, że sama właśnie rezygnuję z dotychczasowego zaangażowania w ZHP i również było to poprzedzone wielomiesięcznymi rozważaniami, przemyśleniami, nieustannym wałkowaniem „za” i „przeciw”, wielokrotną zmianą zdania. I całkiem możliwe, że jeśli ktoś nie znalazł się w podobnej sytuacji – to ciężko mu zrozumieć co taki instruktor czuje.

    Dobrze też wiedzieć co o tym sądzą inni członowie ZHP. Żałuję tylko, że w takiej formie.

  • Pati

    Bardzo ciekawy i mądry wpis. Też jestem zdania, że zdrowie jest najwazniej. Uważam że dla każdego w tym związku, decyzja o odejściu nie jest łatwa, ale mimo odejścia nie przestajemy być harcerzami