O prostownicy na obozie

Kasia Rożek / 05.05.2014

Kiedyś jedna z wędrowniczek zabrała na obóz prostownicę. Byliśmy w dobrze znanej nam bazie, gdzie wiedzieliśmy wszystko o każdym drzewie i oczywiście o każdym gniazdku z prądem. Wędrowniczka codziennie zostawiała urządzenie w budynku, gdzie znalazła kontakt. Pewnego dnia prostownica znikła.

Oficjalnie zabieranie tego typu sprzętu na obóz jest zupełnie bez sensu. Dlatego kadra postanowiła zrobić dowcip i schowała prostownicę  – ku chwale harcerskiego wychowania do życia w przyrodzie. Choć w całym procederze byłam jedynie obserwatorem, ta historia całkiem mnie bawiła, póki nie opowiedziałam jej przyjacielowi, zupełnie niezwiązanemu z harcerstwem.

– Co wam szkodziła ta prostownica? – zapytał ze zdziwieniem.

– No przecież można się bez niej obejść na obozie – próbowałam mu wytłumaczyć. – Dziewczyna jest w lesie przez dwa tygodnie. Będzie miała kręcone włosy, to jakaś zbrodnia?

– A dlaczego ona je prostuje?

– Bo się sobie bardziej podoba w prostych.

– Widzisz! – mówił mój przyjaciel. – Ona chce tylko być ładna. Zabraniacie harcerkom być ładnymi?

Nie bardzo umiałam wtedy odpowiedzieć na zarzut, myślałam, że mnie zupełnie nie zrozumiał. Leśne życie, naturalność… A po drugiej stronie barykady oskarżenie, że celowo robimy z naszych dziewczyn babochłopy w glanach. Dziś rozumiem mojego przyjaciela lepiej, jestem dużo bardziej przekonana do manifestowania kobiecości i delikatności wśród harcerek. Trzeba te cechy pielęgnować, pozwalać na piękno, zanim samo wyparuje od noszenia namiotów i rąbania drewna. Oczywiście w balerinach nikogo w bieszczadzkie błoto nie wysyłam, ale czemu nie zabrać sukienki na warsztaty odbywające się w szkole? Czemu nie założyć czegoś lekkiego, zwiewnego na wolny czas po długiej wędrówce w ciężkich butach?

Stawiamy w harcerstwie jedynie na piękno wewnętrzne i (też nie zawsze) na zachowanie higieny. W wygląd nie ingerujemy wcale, nie licząc sprawdzania, czy wszystkie guziki są przyszyte do munduru. Albo przesadzamy ze skromnością. Każemy ściągać kolczyki do munduru, broń Boże, żeby harcerki się malowały. Nieraz widziałam wędrowniczkę, która ze strachu przed drużynowym zdrapywała z paznokci kolorowy lakier, bo zaraz będzie apel, a przecież nie wolno…

Oczywiście, że bez prostownicy w lesie można się obyć. Ale gdyby tak bardzo zależało nam wtedy, na obozie, na dzikiej puszczy, mogliśmy przecież pojechać w sam jej środek. Zaszyć się kilometry od cywilizacji. Bez szansy na cień prądu.

A tak naturalnością stała się właśnie prostownica.

Kasia Rożek - absolwentka grafiki na UMK w Toruniu. Event manager w agencji reklamowej X5 Productions. Była szefowa Zespołu Harcerstwa Akademickiego, instruktorka Zespołu Wędrowniczego w Wydziale Wsparcia Metodycznego GK, znana głównie z pracy z akademikami oraz wędrownikami w Chorągwi Kujawsko-Pomorskiej. Komendantka Wędrowniczej Watry 2012. Rysuje komiksy na blogu www.kasiarozek.pl.

  • Jan Cyroniuk

    Zgadzam się w 100%. Prostownica, lokówka, suszarka. Chyba chodzi nam o to by nasi podopieczni czuli się naprawdę dobrze. Zastanawia się nad makijażem. HMMMM aż taki liberalny nie jestem. Zresztą rozmazany makijaż nie za bardzo fajnie wygląda

  • Luiza

    Także się zgadzam. Zbyt często harcerki są przestrzegane jako takie właśnie „babochłopy”. Próbują się zachowywać i wyglądać jak harcerze. A to nie o to przecież chodzi.
    Co zaś do makijażu to myślę, że autorka miała raczej na myśli subtelny makijaż do munduru. Nie tapetę. Podkład, puder i tusz do rzęs raczej niczego złego nie zdziałają…

  • Dorota Borecka

    Ostatnio na arsenale wstałam 10 minut wcześniej, żeby się pomalować i nie widzę w tym nic złego, bo dlaczego niby mam straszyć ludzi w stolicy i biegać po mieście z worami pod oczami i niewyspaną twarzą. Z drugiej strony nie czuję potrzeby malowania się w lesie. Chociaż od kilku lat w moim plecaku na obóz, czy biwak majowy znajduje się miejsce dla sukienki. A co do tej przykładowej prostownicy, to nie pochwalam, ale może to kwestia przyzwyczajenia z mojego środowiska, bo u nas na obozach dostęp do prądu ma tylko komenda, instruktorzy i drużynowi i to nie u siebie w namiocie, a w biurze. I uważam to za całkiem dobre rozwiązanie. Myślę, że tak jak wszędzie wystarczy trochę zdrowego rozsądku i można znaleźć złoty środek. Bo wędrowniczka też kobieta:)

  • Katarzyna Woźnicka

    Wreszcie ktoś napisał o tym trzy słowa. Świetnie! Ja byłam wyśmiewana za tę prostownicę wiele lat. Panowie tego nie zrozumieją, wiele Pań pewnie też nie, ale dużo lepiej gwizda się pobudkę, i dużo pewniej prowadzi apel, kiedy człowiek znajduje się w swojej strefie komfortu. Dla mnie taka prostownica wiele lat mi ją zapewniała. I wcale nie chodziło o mizdrzenie się, bo wokół mnie same harcerki. Uczmy poza wszystkmi bardzo potrzebnymi umiejętnościami także gracji, dbania o swój wizerunek i delikatności. Bo piękna dziewczyna z siekierą w ręku to dopiero dziewczyna, która w dorosłym życiu za każdym razem gdy mówi, że była w harcerstwie robi najlepszą reklamę ;)

  • Eliza Zaborowska

    Bardzo popieram! U nas od kilku lat w każdą biwakową/obozową/kursową niedzielę jest tzw „dzień sukienki”. Cała żeńska kadra wówczas, jeśli pogoda dopisuje, zakłada sukienki, a młodsze harcerki za swoimi druhnami także. Oczywiście w inne dni też jeśli mamy ku temu sposobność chodzimy w sukienkach, jednak niedziela to dzień, w którym nawet program układamy tak, żeby sukienka nie przeszkadzała w niczym.:)

  • Vako

    A ja powiem tak najpiękniejsze dziewczyny na obozach są takie niepomalowane z włosami które nie widziały prostownicy od tygodnia. Wiem co prawie 6 lat w ZHP uczy. :D

  • Dorota Kellogg

    hm..wniosek? :D robić obozy w środku lasu bez dostępu do prądu! :D
    czy dziewczyny w kręconych itp włosach sa mniej kobiece- bo tego nie ogarniam ? :D sukienka prądu nie potrzebuje a plecaku zawsze można znaleźć dla niej miejsce ;) jeśli ktoś bardzo chce to niech tę prostownice bierze,ona ją będzie nosić,używać i bedzie szczęśliwa z tego powodu to jesli jest mozliwosc prądu nie widze problemu,niech wstaje wczesniej by prostować,ja tam szczerze wole sobie pospać :D ps. ja tam jednak wole oboz który jest moimi np 2 tygodniami bez cywilizacji i udogodnien jak telefon,internet,suszarka i inne ale kazdy wybiera sam i to jest w tym świecie najpiękniejsze ;)
    ale kto nigdy nie rezygnował nie dostąpi tego uczucia docenienia zdobyczy technologicznych,nawet tych prostych :D

  • Nie jest to łatwy temat, ponieważ z jednej strony większość z nas nauczona jest, że „prostownicy się na obozy nie zabiera”, ale argumenty znajomego również są przekonywujące. Moim zdaniem nie jest ona taka zła, ale jeśli harcerki są świadome tego, że może ona okazać się bez sensu. Jeśli idziemy na rajd to niech wie o tym, że będzie cały swój plecak nosić ze sobą i po kilku dniach każdy kilogram więcej zaczyna poważnie ciążyć. Musi też wiedzieć, że jeśli będzie chciała korzystać z prostownicy to prawdopodobnie będzie musiała wstawać wcześniej, żeby ze wszystkim się wyrobić.

  • Michał Wojtyczka

    Fraza „to jest temat zastępczy” stała się za sprawą polityków mocno wyświechtana, ale sama ciśnie się na usta. Czy ja, w związku z dążeniem do ideału życia puszczańskiego, mam się zatem nie golić przez 2 tygodnie? A co z myciem włosów: można czy nie? Czy Wy naprawdę nie macie innych problemów wychowawczych niż ingerowanie w to, czy ktoś sobie włosy kręci, prostuje, obcina czy zapuszcza? Jeśli o mnie chodzi, moja harcerka mogłaby zabrać na obóz wędrowny nawet żelazko, pod warunkiem, że będzie je sama nosić, bez marudzenia i opóźniania grupy. Nie widzę nic nieharcerskiego w tym, że ktoś dba o siebie. Niech się depiluje choćby codziennie, jeżeli bierze aktywny udział w życiu drużyny, pracuje razem z innymi, nie spóźnia się na zbiórki. Skupmy się na tym co ważne. Nie próbujmy na siłę układać ludziom całego życia według naszych standardów. Pokażmy – co najwyżej – własnym przykładem, że prostota i naturalność w warunkach obozowych są, po prostu, wygodniejsze i praktyczniejsze.

  • Monika

    Na takiej zasadzie mogę zabierać na obóz ze sobą całe oprzyrządowanie do robienia tipsów, bo bez nich czuję się taka „niekobieca”….. bez przesady, to jest obóz harcerski a nie rewia mody, salon kosmetyczny. Nie tędy droga. Zgadzam się z Michał Wojtyczka.

  • Paweł Rozdżestwieński

    Kiedyś na fejsie była dyskusja na ten temat – zakończyła się konstatacją, że ubiór winien służyć do odpowiedniej formy pracy w drużynie – stąd tak samo śmieszne szpilki w lesie, jak wojskowe buciory na wieczorowym raucie:-)

  • Wojtek Sidorowicz

    „Piękna dziewczyna z siekierą w ręku to dopiero dziewczyna…” xD

  • Joanna Derwisz

    A ja w obozach harcerskich lubię właśnie to, że mogę przez 3 tygodnie chodzić bez makijażu, wyglądać naturalnie i nie czuć się źle z tego powodu. To jest dla mnie swego rodzaju odwyk.

    Ludzie w dzisiejszych czasach mają fioła na punkcie wyglądu. Dzieci chorują na anoreksję, nastolatki są wiecznie niezadowolone z siebie… Trudno się dziwić: media robią nam wodę z mózgu od najmłodszych lat. Jasne, makijaż nie jest niczym złym, ale moim zdaniem jako instruktorki lub po prostu starsze koleżanki powinnyśmy przynajmniej od czasu do czasu dać młodym dziewczynom przykład tego, że nasze poczucie własnej wartości i kobiecości bierze się z nas samych, a nie z tego co mamy na sobie; że nie musimy o każdej porze dnia i nocy spełniać oczekiwań społecznych co do wyglądu, żeby być wartościowymi ludźmi. Wychodząc rano z namiotu z podkrążonymi oczami, czy nieidealną cerą pokazujemy im, jak wygląda normalny człowiek – w telewizji nie uświadczą widoku kobiety wstającej z łóżka bez makijażu.

    Oczywiście, dbanie o higienę jest bardzo ważne, ale warto się zastanowić gdzie postawić granicę. Co do prostownicy – jeśli dziewczyna używa jej dlatego, że kręcone włosy są dla niej naprawdę bardzo, bardzo niepraktyczne, to ok, rozumiem. Równie głupie byłoby zabranianie jej używania gumki do włosów. Natomiast jeśli robi to po to, żeby wyglądać lepiej, bo od tego zależy jej dobre samopoczucie, inaczej nie czuje się piękna – to czy to nie jest oznaką większego problemu?

  • Alex

    ej w sumie jest to dla mnie troche dziwne. Nigdy nie spotkalam sie z ‚zakazem’ prostowania wlosow. Zastanawiam sie jak to poprawnie sformulowac… W sumie to na obozach zazwyczaj ‚nie harcerki’ prostowaly sobie wlosy, chodzily wymalowane i z ciuszkami jak na balety. Po za tym, zadko mozna spotkac harcerke wymalowana czy z ladnie ulozonymi wlosami na obozie, co innego zas gdy jest sie na jakiejs zbiorce poczas roku szkolnego. Sama chodzilam pomalowana do munduru, moje druzynowe zreszta tez. Ale moim zdaniem, to w koncu oboz, nie potrzeba sie nam stroic akurat w tym czasie. halo, chodzi tu przeciez o zabawe, czas z przyjaciolmi, o piekno natury (nie wiliczajac oczywiscie Wilczanskich pajakow, te byly wyjatkowo paskudne xd). W dodatku ja sama czuje sie lepiej gdy nosze glany, bojowki i kiedy mysla o mnie ‚dziewczyna chlop’, dlaczego? Bo taka bylam od malego, wiec w sumie to mam w krwi. Zreszta smieszy mnie nawet troche stwierdzenie, ze dziewczyna powinna byc delikatna (nie chce zabrzmiec tu jak ´feministka), no bo badz co badz, w dzisiejszym swiecie chlopcy w moim przedziale wiekowym sa wiekszymi lalusiami niz mozna to sobie wyobrazic. To jest moje spostrzezenie i opinia, poprawcie jesli mowi zle, moze cos zle zalapalam z tekstu :)

  • Kasia Siudek

    W sumie nie rozumiem tego całego halo. Czemu mamy ingerować w czyjś wygląd? Jeśli ktoś ma czas i ochotę, żeby prostować włosy, malować siebie czy paznokcie to przecież jego sprawa. Jeśli potem będzie płakał, że „rozmazałaaam się” to również jego interes. Oczywiście, nie mówię tutaj o sytuacji gdy jakaś druhna nie przychodzi na zbiórkę bo „jeszcze jedną kreskę muszę namalować!” lub gdy wychodzi pomalowana jak „clown” a w dodatku ubrana w mundur.
    Ja również mam kręcone włosy, więc doskonale wiem jak bardzo irytujące jest to gdy każdy włos stoi w inną stronę, dlatego też w miarę możliwości na obozie starałam się zapobiegać temu żeby nie wyglądać jak człowiek który właśnie po miesiącu wyszedł z dżungli. Dlaczego? Bo to źle wpływa na moje samopoczucie.
    * * *
    Cytując: „Natomiast jeśli robi to po to, żeby wyglądać lepiej, bo od tego zależy
    jej dobre samopoczucie, inaczej nie czuje się piękna – to czy to nie
    jest oznaką większego problemu?”
    Myślę, że w tym wypadku trzeba wziąć pod uwagę fakt, że mamy XXI wiek. Zapewne większość z nas, jak była mała ubierała szpilki mamy i malowała usta czerwoną szminką gdy nikt nie patrzył. Niestety, (a może i nie) potem gdy troche podrosłyśmy nie było dostępu do kosmetyków. Bo po co to komu? Był plac zabaw, rower, znajomi i wiele innych ciekawszych rzeczy. Wszyscy tam biegali brudni, zadowoleni i piękni. Teraz? Wyidealizowany świat reklam i filmów w tv, komputery, laptopy, tablety, telefony. Jeśli 14 letnia Weronika przeczyta w magazynie, że w tym sezonie modne są pastelowe kolory i delikatny makijaż, to będzie chciała zapewne miętową marynarkę i tłusz do rzęs.Czy można coś z tym zrobić? Otóż nie! Młodzież jest jaka jest i tego się nie zmieni. Teraz powstały inne wartości którymi wszyscy się kierują. Skoro ta przykładowa 14 letnia Weronika, od tak młodych lat chciała ( i była) tym wyidealizowanym tworem z reklam, to w wieku 18 lat się tego nie zmieni. Ona po prostu dobrze się czuję, gdy jest pomalowana i ma ułożone włosy, a skoro to dobrze wpływa na jej samopoczucie, to chyba dobrze, prawda? Instruktor pracujący z młodzieżą, nie jest jego rodzicem (opiekunem). To zadaniem rodzica jest pokazanie dziecku takich rzeczy jak naturalne piękno i te wartości. A jeśli rodzice w dzisiejszych czasach „gonią za groszem” czy zwracają taką uwagę na to? Nie zawsze. A nawet rzadko.
    Biedny instruktor cóż, może jedynie pokazywać swoje piękno poprzez bieganie przez cały obóz z potarganymi włosami, worami pod oczami i nieidealną cerą.
    Ale czemu 14 letniej Weronice zabraniać dobrze się czuć? Komu to przeszkadza :)

  • Joanna Derwisz

    Kasia, nie zakładałabym z góry, że nie można nic z tym zrobić. Myślę, że większość dzieci nie zdaje sobie sprawy z tego, w jakim stopniu kolorowe pisemka są „fotoszopowane”. A potem dziwić się, że mają chore oczekiwania wobec siebie… Dlatego warto im to uświadamiać, a im wcześniej, tym lepiej. Jasne, całego świata nie zmienisz, ale możesz w ten sposób pomóc swoim podopiecznym budować poczucie własnej wartości. Wiem sama po sobie, że to się da osiągnąć. A instruktor pracujący z młodzieżą nawet jeśli nie jest rodzicem, to na pewno jest opiekunem. Jest też wychowawcą, w końcu „misją ZHP jest wychowywanie młodego człowieka”. ;) Nie każde dziecko ma rodziców, którzy z nim na takie tematy porozmawiają, więc czemu na wszelki wypadek nie zrobić tego za nich?

  • Anna Borczyk

    Tekst ciekawy,warto się z nim zgodzić.Ja jednak jestem za brakiem lakieru,mocnego makijażu i biżuterii do munduru.Nie chodzimy w nim ciągle,zostaje nam sporo czasu wolnego,mniej oficjalnych,nie mundurowych zbiórek,warsztatów itp. na tego typu sprawy.

  • pwd. Rafał

    W harcerstwie po pierwsze stawiamy na wychowanie. Wychowujemy w taki sposób by młode osoby były pewne siebie, znające i akceptujące swoje wady oraz eksponujące swoje zalety. Dlaczego ktokolwiek miałby pozwalać harcerkom (!!! nastolatkom!!!) na wpływy zewnętrznych trendów, które wprowadzają klasyfikację na ładnych i brzydkich (tak! 0 lub 1! Nic pośrodku) a tym samym wmawiającymi im, że tylko ładni mogą coś w życiu osiągnąć!? To ten destrukcyjny wpływ mediów opiniotwórczych rujnuje młode społeczeństwo i podburza w nich pewność siebie. Dlatego za wychowawcze uważam zabronienie makijażu, bo z jednej strony harcerki i starszoharcerki są zdecydowanie za młode na makijaż, a z drugiej strony wędrowniczka czy instruktorka, która nie wierzy we własne umiejętności ale polega na atrakcyjności fizycznej to zły wzorzec dla młodszych. Kwestia tego, że niestety stawia się zakazy zamiast przekonywać stosując argumentację, a to powoduje nieświadomość.Instruktorki ZHP mają piegi, rumieńce, włosy proste i loki, aparat na zębach, okulary, nosy garbate i nosy zadarte – czy ktokolwiek może im to wypominać? NIE! Czy one same sobie to wypominają? NIE! Wiedzą o tym i potrafią zrobić z tego swój atut. Czy gdyby mogły schować piegi pod makijażem jako młode dziewczyny byłyby teraz tak pewne siebie? Nie wiem, ale wiem, że akceptacja swojego zewnętrznego wyglądu pozwala poznać swoje wnętrze. Nie ma nic prostszego by zamienić swoją niedoskonałość zewnętrzną w zaletę – wystarczy odpowiednio – głośno i z uśmiechem -ją sobie powtarzać. Ze słabościami nie jest tak łatwo, bo wymagają pracy nad sobą i nie znikną jeśli będziemy po prostu je ukrywać.

  • Kasia Rożek

    Odkładałam skomentowanie toczącej się tu dyskusji na Świętego Nigdy, bo obawiałam się trochę swojej własnej stanowczości w kwestii zadbanych harcerek… Ale nie ma co, zainspirowaliście mnie :) I dzięki Waszym mądrym opiniom i szczególnie głosom, z którymi się nie zgadzam, mogę dopowiedzieć kilka rzeczy.
    Jeśli wychowujemy harcerzy (w tym harcerki) do dorosłego życia, musimy sobie zdawać sprawę, jak bardzo w realnym życiu potrzebna jest umiejętność dbania o siebie i dobrej prezencji.
    Cieszę się z głosów dominujących w dyskusji, tych dotyczących poczucia własnej wartości, którą budujemy w surowym harcerskim klimacie.To jasne, oczywiste i nie mam absolutnie zamiaru się z tym kłócić: podwaliną pewności siebie jest wewnętrzne przekonanie, że jest się super. Do tego piegi, rumieńce, duży brzuch, wielki wzrost czy krzywe nogi – w naszym harcerskim światku przestają mieć znaczenie.
    Ale gdy tylko ochronna powłoczka drużyny opadnie, zaczyna się dziwny świat pełen niedoskonałych osądów i niewielu ludzi obchodzi, ile się miało zdobytych znaków służb. Dbanie o siebie, znajomość swoich atutów i umiejętne tuszowanie niedoskonałości (nie – jak w komentarzu poniżej, powtarzanie ich sobie) są naprawdę dobrą drogą i sztuką do opanowania! Skoro potrafimy nauczyć harcerzy używać tylko szarego mydła i żyć bez suszarki, a przez mundur wpajamy szlachetną dbałość o szacunek do ubioru, możemy ich nauczyć też kilku innych rzeczy.
    Na przykład tego, że w miejskiej dżungli też trzeba się umieć odnaleźć.
    Zaś co do noszenia prostownicy w plecaku na własnych plecach… Jestem za :)

  • Marianna

    O proszę… Po pierwsze skala jest od 1-10. Po drugie: dziewczyny (i chłopcy również) mają ogromne kompleksy. Włosy nieułożone, za gruba, za chuda, uda nie takie, jeszcze nie ma piersi, już ma piersi, ma piegi… Zawsze miały. Trudno im zaakceptować siebie i do końca nigdy się tak nie stanie. Delikatny makijaż, czy nowa fryzura pomaga im się poczuć lepiej. Proszę Cię, oczywiście, że instruktorki też mają kompleksy – tylko wiedzą jak je zasłaniać. Tu trochę luźniejsza bluzka, żeby było widać piersi, a nie brzuszek. Delikatny podkład, żeby było mniej piegów. Gdzieś się tego musiały nauczyć. A część na pewno zdobyła tę wiedzę w harcerstwie. Nie, nie jest tak jak mówisz: powiem głośno, yay mam zaletę.

  • pwd. Rafał

    skala 1-10 to mit :) Żadna skala liczbowa nie mówi nic konkretnego, jeśli dopuszcza subiektywność oceny – ostatecznie po otrzymaniu oceny każdy weryfikuje ją wg własnego progu „ładności” – dla jednych to będzie co najmniej 5 dla innych 7 ale zawsze skończy się na 0-1 zaokrągleniu :) (ale to szczegół).
    A po co zakrywać makijażem, jak można założyć maski – i po problemie, maskę zakłada się w ułamku sekundy i wszystko zakryte. Wygląd to tylko czubek góry lodowej – od tego się zaczyna, a skończyć może się tak jak na jednym z obozów
    na którym byłem – pewna druhna uznała, że celiakia jest powodem do wstydu i pomimo, że miała przygotowywane posiłki bezglutenowe, korzystając z nieuwagi wychowawcy jadła wszystko to co inni – skończyło się ostrym bólem brzucha, egzemą i wyjazdem z obozu do szpitala, bo dopiero lekarzowi przyznała się, że nie przestrzegała diety. To nie „inna sytuacja” – tu zadziałały te same czynniki jak w przypadku prostownicy i makijażu. W harcerzach zawsze podziwiałem pewność siebie i nie mogę dać przyzwolenia na to by w lesie makijaż był uważany z dobro – kiedyś na biwakach mojej drużyny musiałem stosować takie triki jak zabieranie luster – ostatecznie wygrało życie – gdy jedna piegowata druhna na obozie spotkała swoją „wielką miłość” bez makijażu, a chłopak był jej piegami zauroczony, jak ręką odjął minął czas ukrywania piegów. Wiem, że naturalna dla starszoharcerza jest potrzeba akceptacji grupy rówieśniczej, ale po to tworzymy taką a nie inną atmosferę grupy, by kompleksy i kanony piękna Vogue nie były kluczem do akceptacji.