PR LAB – walka o jakość

Jestem w Związku / Piotr Górniak / 27.05.2015

Rozmowa z hm. Agatą Salwińską, koordynatorką cyklu warsztatów PR LAB, o szkoleniu, które nie miało uczyć, a uświadamiać.

O PR LAB-ie słyszeli niemal wszyscy, chociażby przez słynne facebookowe „profilówki” na niebieskim tle. Warsztaty dotyczące wizerunku ZHP w ciągu 16 miesięcy obyły się we wszystkich chorągwiach i przeszkoliły w sumie 583 osoby. Podczas prelekcji i zajęć praktycznch uczestnicy nabywali wiedzę i umiejętności potrzebne w kształtowaniu pozytywnego wizerunku naszej organizacji na zewnątrz.

Skąd się wziął pomysł na zrobienie warsztatów PR LAB?

– PR LAB zrodził się w Chorągwi Krakowskiej. Szkolenie z zakresu komunikacji i promocji było jednym z punktów planu pracy zespołu promocji chorągwi. Komendantką owych warsztatów była Paulina Chruściel, a szefem zespołu Piotr Salwiński. Oni opracowali formułę i identyfikację PR LAB-u. Ja, jak i wielu innych członków Wydziału Komunikacji i Promocji GK ZHP, zostałam poproszona o poprowadzenie kilku zajęć. Warsztaty były dwuweekendowe. Podczas jednego z nich dostałam interesującego maila. Okazało się, że jest szansa dofinansowania innego szkolenia z zakresu promocji, ale musi się ono odbyć jak najszybciej, na terenie m.in. województwa świętokrzyskiego. Od razu zadzwoniłam do Michała Miernika, czy nie miałby ochoty zorganizować podobnych warsztatów u siebie. Odpowiedź mnie nie zdziwiła…

Będąc jeszcze na szkoleniu w Krakowie stwierdziliśmy, że marka PR LAB-u jest nośna, przemyślana i ma skomponowaną już całą identyfikację wizualną, więc dlaczego by z tego nie skorzystać? Ani Piotrek, ani Paulina nie mieli nic przeciwko, więc warsztaty kieleckie też nazwaliśmy PR LAB-em. Dosłownie zaraz po opublikowaniu wydarzenia z rekrutacją na edycję kielecką dostałam trzy maile od innych komendantów chorągwi, z propozycją zorganizowania warsztatów u nich. To była krótka piłka. Skoro już pięć chorągwi chce takiej formy, to stwierdziliśmy, że to jest ten moment, żeby zorganizować taki projekt w całej Polsce. Napisałam maila do pozostałych komendantów z ofertą zorganizowania warsztatów, na których my zapewnialibyśmy wsparcie merytoryczne, a po stronie chorągwi byłoby zarządzanie kwestiami organizacyjnymi, tj. zapewnienie lokalu, kadry organizacyjnej, zwrotu kosztów dla wolontariuszy, wyżywienia i tym podobnych. Odbiór był pozytywny. I tak powstał kalendarz warsztatów na 16 miesięcy!

1797001_766996273319020_1078256077_o

Jaki był cel PR LAB-u? Albo mówiąc bardziej patetycznie: jaka była Wasza misja?

Jeżeli dyskusji nie jesteśmy w stanie dobrze pokazać na zdjęciu, to nie używajmy zdjęcia.

– Misją PR LAB-u było uświadamianie, że każde nasze działanie pośrednie i bezpośrednie niesie za sobą jakiś komunikat. My oczywiście mniej lub bardziej możemy tym sterować. Natomiast nauka np. Adobe Ilustratora była tylko narzędziem. Na prelekcjach otwierających każde warsztaty mówiliśmy, że w komunikacji o ZHP, o harcerstwie, najważniejszy jest aspekt wychowawczy i o tym powinni wiedzieć wszyscy, którzy z nami współpracują: rodzice, sponsorzy, media. Dawaliśmy przykłady, jak to harcerskie wychowywanie dobrze pokazać na zdjęciach, filmikach, grafikach, zachowując do tego elementy naszej marki. Równocześnie dawaliśmy uczestnikom dowody, że na żywo metoda harcerska nie zawsze jest medialna lub czytelna. Na przykład bardzo trudno jest pokazać pasjonującą dyskusję albo rozwój duchowy na zdjęciach. Tłumaczyliśmy, że każdorazowo należy logicznie dobierać środki przekazu. Jeżeli dyskusji nie jesteśmy w stanie dobrze pokazać na zdjęciu, to nie używajmy zdjęcia. Użyjmy grafiki lub opiszmy słowami istotę spotkania.

Uświadamialiśmy ludzi, że nie istnieje schemat poprawnego promowania, że wizerunku nie można kreować przez przypadek. To jest trudne i nie każdemu jest łatwo dojrzeć do tego, żeby myśleć wizerunkowo o tym, co robi. Oczywiście w hierarchii umiejętności instruktorskich nie jest to priorytet, to nie może być celem samym w sobie. Jeżeli ktoś potrafi przygotować świetne zajęcia, a do tego sprawi, że będą one atrakcyjnie wyglądały albo później można będzie je pięknie zaprezentować w postaci pamiątkowych zdjęć albo filmiku, to to jest tylko i wyłącznie wartość dodana. W odwrotnym kierunku to nie działa, to nie zastąpi programu, przeżyć, emocji.

Za każdym razem kiedy my sobie odpuścimy – tracimy na wizerunku.

Bywa jednak, że instruktorzy celowo deprecjonują znaczenie tego „jak coś wygląda” lub „jak coś zostanie odebrane”. Na szczęście jest ich coraz mniej. Inna grupa to ci, którzy po prostu sobie odpuszczają. I to jest druga rzecz – walka o jakość. Nie będziemy traktowani jak profesjonalna organizacja harcerska, jeżeli będziemy mieć starą stronę internetową, jeżeli będziemy mieć rozmazane zdjęcie w tle na Facebooku, jeżeli wyślemy list z błędami ortograficznymi. Wciąż mamy problem z taką jakością. Ja znam genezę tego problemu, bo w naszym Wydziale też się z tym spotykamy. Trudno jest zachować wysoki poziom materiałów, kiedy wiesz, że musisz coś „wypchnąć” za kilka minut. W Głównej Kwaterze są konkretne deadline’y i konkretne zasoby, którymi dysponujemy. A zadań cała masa. No i wtedy taki na przykład tekst na stronę ZHP nie będzie najlepiej napisanym tekstem. To jest walka o jakość pod presją czasu, pod presją zasobów finansowych i ludzkich. W każdej komendzie hufca czy chorągwi tak jest. My wiemy, jak jest ciężko, i wiemy, że czasem wychodzi, a czasem nie, ale to nie oznacza, że możemy sobie odpuszczać. Bo za każdym razem kiedy my sobie odpuścimy – tracimy na wizerunku. Za każdym jednym razem! I to boli, kiedy widzisz, że cztery lata na coś pracujesz, a wrzucisz jeden niedopracowany filmik i cofasz się o trzy kroki. Dlatego te dwie rzeczy uważam za przesłanie całego PR LAB-u: świadomość komunikatu i wysoka jakość działań. I na szczęście widać efekty. Reszta przyjdzie sama. Z czasem.

1926074_767025596649421_2086101140_o

PR LAB-y mocno się zmieniały z kolejnymi edycjami, prawda? Formuła krakowska długo nie przetrwała.

– Oczywiście, że ewoluowały, z prostego powodu: my nigdy nie prowadziliśmy takich warsztatów. Tematyka, jaką jest komunikacja i promocja, jest bardzo dynamiczna i ciągle się zmienia. Konkretny i spójny program szkolenia powstał dopiero w październiku. Natomiast zakres merytoryczny był modyfikowany do samego końca. Rzeszowskie warsztaty były zdecydowanie najbardziej dojrzałe, przemyślane i efektywne.

Czy był jakiś PR LAB, który szczególnie zapadł Ci w pamięć?

– Każdą edycję chcieliśmy zrobić inaczej, tak by była wyjątkowa. Chorągwie różnią się pomiędzy sobą, miejsca, w których odbywały się warsztaty, były inne, za każdym razem trzeba było budować odrębną atmosferę, konkretną dla danej grupy, która akurat przyjechała na te warsztaty. W Gdyni na plaży zrobiliśmy fireshow, w Perkozie ognisko w lesie, a w Lublinie i Wrocławiu podziwialiśmy nocną panoramę miasta z punktów widokowych. Natomiast jeżeli pytasz, który dla mnie był najbardziej wyjątkowy, to nie mam wątpliwości, że Gdynia.

Dlaczego?

– Bo to jest moja chorągiew. I poczucie, że robi się te warsztaty dla „swoich”. Cieszyłam się, że pomimo mojej stałej nieobecności w końcu mogę im coś dać. Od siebie. Te warsztaty zresztą wyszły bardzo dobrze i co więcej, były to warsztaty najbardziej samodzielne. Najmniej członków Wydziału Komunikacji i Promocji brało w nich udział. Tak naprawdę w 90% były przygotowane przez Zespół Komunikacji i Promocji Chorągwi Gdańskiej, co napawa mnie jeszcze większa dumą.

13565414895_291f8a1a6a_h

Czy odkryliście jakieś PR-owo-promocyjne talenty wśród uczestników? Ktoś zapadł Ci szczególnie w pamięci?

– Nie nazwałabym tego „odkrywaniem”. Prosty przykład: są chłopaki z Lublina, którzy kręcą filmiki wideo. Nauczyli się tego sami, my im tylko trochę tę wiedzę poszerzyliśmy. Takich osób w różnych dziedzinach było więcej, ale nie uważam, że to my musieliśmy je odkrywać. One same się wyróżniały podczas PR LAB-u, bo miały jakąś pasję. Jeżeli ktoś przyjechał na te warsztaty, wiedząc konkretnie, czego od nich chce, to taka osoba od razu się wybijała. Po prostu widać było jej zaangażowanie i chęć pochłaniania wiedzy. Niestety ze względu na dość ogólny charakter warsztatów nie byliśmy w stanie dać takim osobom maksimum wsparcia, których wymagały. 3-godzinne warsztaty to za mało.

Dla takich osób planujecie coś dalej? Jakiś PR LAB 2.0?

– Tak, to jest pewniak. Startujemy na jesieni tego roku. Harmonogram ustalimy przed wakacjami. Formuła będzie weekendowa, ale tym razem będą to zajęcia tylko o jednej tematyce, czyli weekend szkolenia dla fotografów, weekend tworzenia klipów, weekend z grafiką itp. Za to w czerwcu startuje Akademia Młodych Rzeczników. Równolegle będziemy wspierać chorągwie w organizacji kolejnych warsztatów z zakresu komunikacji i promocji. W planach są też warsztaty dla przyszłych i obecnych członków redakcji gazet harcerskich. I nawet wiem, z którego ogólnopolskiego magazynu będziemy czerpać kadrę!

1658176_766999639985350_1000407035_o

Tak na koniec: czy jest coś szczególnie ważnego, co chciałabyś powiedzieć jako osoba, która koordynowała cały cykl warsztatów?

95 osób zasługuje na wielkie podziękowanie, bo to był kawał herkulesowej roboty!

– Tak. Jest jedna liczba, oprócz tych 16 edycji, 16 miesięcy i tego, że wykształciliśmy ponad 500 harcerzy i instruktorów. Ta ważna liczba to 95. Tyle osób zostało zaangażowanych w przygotowanie wszystkich edycji PR LAB-u. Począwszy od oboźnych i kadry organizacyjnej, przez prowadzących zajęcia, a kończąc na komendantach poszczególnych edycji. Z tego 27 osób pomagało nie tylko okazjonalnie, a poświęciło kawał życia na ten projekt. Taki Piotrek Rodzoch – 13 edycji (15 weekendów), Marek Pęczak i Piotrek Salwiński – po 10 edycji. Często robiliśmy to, „dokładając do interesu”. Kto był na zajęciach Marka z grą „Social Business”, ten wie, o czym mówię. 95 osób zasługuje na wielkie podziękowanie, bo to był kawał herkulesowej roboty. Brawo!

Bardzo ci dziękuję za tę rozmowę.
Agata Salwińska - PR LAB hm. Agata Salwińska – instruktorka Wydziału Komunikacji i Promocji GK ZHP. Pracuje w dziale promocji Gazety Wyborczej w Krakowie. Altruistka, inspiratorka, „zawsze pogodna”. Robi wszystko, by dożyć (przynajmniej!) 100 lat.

 

 

Maciek i Marta - PR LAB

My też tam byliśmy! Na zdjęciu Maciek Pietrzczyk (szef działu Na Tropie Kultury) i Marta Tittenbrun (redaktor naczelna).

Autorem wszystkich zdjęć w tekście jest Piotr Rodzoch.

 

Piotr Górniak - drużynowy 335 KDSH „Niewidzialni” i zastępca szefa HKR „Puls” z Hufca Kraków-Nowa Huta. Prywatnie uczeń drugiej klasy liceum. W wolnym czasie czyta, biega, filozofuje i snuje plany napisania książki.

  • H

    Jeśli dalej pójdziemy tą drogą to będziemy walczyć właśnie o jakiś komunikat i jakąś jakość. Nic więcej, bo skupiamy się na promowaniu promocji (sic!), a nie faktycznej służbie czy działaniu,które przez tę promocję powinniśmy pokazywać.

  • gacek

    „Na prelekcjach otwierających każde warsztaty mówiliśmy, że w komunikacji o ZHP, o harcerstwie, najważniejszy jest aspekt wychowawczy i o tym powinni wiedzieć wszyscy, ”

    Szkoda, że wydział promocji, jako organizator tego szkolenia, sam nie stosuje się do tych zaleceń… Ale to nic nowego. Promocja dla promocji.

    A artykuł powinien się nazywać „wydmuszka, czyli atrapa jakości”

  • Piotr Górniak

    Nie zgodzę się. Na prelekcjach prowadzący jasno mówili, że najważniejszy jest program, a promocja ma na celu tylko pokazanie tego programu na zewnątrz, Zauważmy, że promujemy takie wydarzenia jak Zlot Kadry, Gala DMB czy chociażby nowe propozycje programowe. Każdy spot który wypuszcza Wydział Promocji ma jakiś ładunek merytoryczny, nie jest po prostu ujęciami zebranymi w całość tylko dlatego, ze dobrze wyglądają. Tak samo każde zdjęcie i wszystko co jest częścią promocji naszej organizacji. Nie ma dobrej promocji bez dobrego programu. Nie miejmy pretensji do ludzi od promocji, że dobrze robią to co robią :P

  • H

    Nie musisz, bo to wie każdy, który działa :D Promujecie wydarzenia jak zauważyłeś, a nie nasze działanie w nich, to co robimy, jaką służbę podejmujemy, itd. O to to to w sedno „jakiś”… Faktycznie jeśli promocja jeden z pierwszych klipów na/ o imprezie robi o sobie… a potem skupia się dla odmiany dalej na sobie fotografując się czy robiąc gadanki do kamery to rzeczywiście wszystko wina programu. To, że ratownicy udzielami gdzieś pomocy to nieważne, to że kierowano gdzieś ruchem czy uczono łączności to nieważne, ważne żeby było JAKIEŚ ujęcie dla ujęcia i zdjęcia dla zdjęcia ;)

  • Piotr Górniak

    Szczerze mówiąc, to oprócz materiałów typu „zza kulisami” nie zetknąłem się z materiałami robionymi przez promocję na temat działań promocji :P Myślę że to, że nasza służba i program nie są należycie promowane, jest trochę winą środowisk i braku odpowiednich osób w drużynach, szczepach, hufcach etc. Ciężko wymagać od GKi, żeby pokazywała każdy biwak, akcję i służbę każdego środowiska z całej Polski. A więc: Nie narzekajmy, a weźmy się za pracę we własnych środowiskach :D

  • H

    Nie wiedziałem, że „za kulisy” robi się jako pierwsze :D
    Akurat kwestia dotyczy nie promocji GKi czy przez GKę ale przez zespół stworzony na konkretną akcję/ imprezę… Zespół bardziej pochłonięty sobą i parciem na szkło niż otoczeniem czy współbraćmi w służbie.