Tak po harcersku

Ewa Sidor / 12.11.2017

Siedzę właśnie w pociągu i wracam z warsztatów metodycznych we Wrocławiu. Lubię podróżowanie komunikacją publiczną, bo czuję się wtedy jak tropiciel poszukujący niecodziennych okazów. Tymi okazami są oczywiście pozostali pasażerowie, w tym harcerze.

Spotykam podróżujące samotne wilki, usypiające na ramieniu pasażera obok leniwce, zapatrzone w okna sokoły, zakochane papużki nierozłączki etc. Większość milczy, słucha, rozmyśla, czyta. Czasami słychać czyjąś rozmowę telefoniczną i niby wszyscy pozostali nadal rozmyślają, obserwują i czytają, ale i tak słuchają, wręcz nasłuchują. Niby wszyscy tacy incognito, niezainteresowani, a jednak czujni. Pewnie do mistrzowskiego oka reportażysty Filipa Springera mi daleko, ale zwyczajnie lubię patrzeć na ludzi.

Na oko 20-latek mówi: wskakujemy w koszulki drużyny

Z jednej z podróży mam powracające do mnie jak bumerang wspomnienie. Jechałam na Watrę. Nie pamiętam już, kiedy to było. Czy w 2008 roku czy może w 2011 roku. W pociągu milion stopni, gorąc, upał, żar tropików. Jedzie ze mną jakiś przypadkowy patrol wędrowników i wędrowniczek. Widać, że  świetnie się czują ze sobą, znają się jak łyse konie, są podekscytowani wyjazdem. Zapewne to nie pierwszoroczniacy i byli już wcześniej na Watrze. Śmieją się, opowiadają wrażenia z mijającego (nie tylko harcerskiego) lata, z przedziału obok słychać gitarę i harcerskie piosenki. Wtem do naszego przedziału wpada jakiś na oko 20-latek i mówi: wskakujemy w koszulki drużyny i zaraz wysiadamy.

Warto wspomnieć, że oprócz mnie i sześciu osób z tego patrolu w przedziale jest jeszcze jeden podróżny. Gość ma ze 35 lat. Wędrowniczki i wędrownicy zaczynają grzebać w plecakach i wyciągają koszulki drużyny. Niewiele myśląc jedna z dziewcząt mówi: dobra, kibel jest pewnie i tak zajęty. Zrobię to tak po harcersku. I widzę, że zrzuca z siebie top i zakłada koszulkę. W ślad za nią robią tak pozostali.

Odebrałam to fatalnie

Siedziałam oniemiała i do dziś sobie wyrzucam, że zabrakło mi wtedy odwagi, by zwrócić im uwagę. A mina tego gościa siedzącego naprzeciwko mnie sprawiła, że znienawidziłam frazes tak po harcersku. Nie wiem, czy był bardziej zszokowany, zniesmaczony, zażenowany czy zaintrygowany. To wtedy pękła moja harcerska bańka, w której wszyscy postrzegają świat jak harcerze. Uświadomiłam sobie, że pomimo tego, że byłam świadkiem harcerskiej podróży, to jej uczestnikami byli nie tylko harcerze. Co sobie o harcerstwie pomyślał tamten facet? Rany, co tu się dzieje? Czy może raczej: mmm, fajnie. W sumie niezależnie jak on to odebrał, ja odebrałam to fatalnie.

Harcerska atmosfera sprawiła, że członkowie i członkinie patrolu poczuli się swobodnie

Gdy jesteśmy w namiocie na obozie i przebieramy się przy innych członkach z zastępu czy patrolu, to nie ma w tym nic dziwnego. Przecież ufamy sobie, lubimy się, czujemy się ze sobą dobrze, a na tę chwilę to najbardziej osobista przestrzeń jaką mamy. W domu mamy swój pokój i w nim się przebieramy, ale zapewne większość z nas nie dzieli go z czterema albo sześcioma innymi osobami. I właśnie ta atmosfera, harcerska, bezpieczna, znana nam z obozowych czy rajdowych doświadczeń, sprawiła zapewne, że członkowie i członkinie tamtego patrolu poczuli się swobodnie i nieskrępowanie. Przecież przebieramy się przy sobie przed zbiórką, na rajdzie podczas którego śpimy w 30 osób np. w stodole czy na sali gimnastycznej. Zapominamy jednak, że to nie jest zachowanie, które jest poprawne.

Jako osoba z nadwagą mam kłopot przebierać się przy innych. Nawet moi najbliżsi współpracownicy słyszą ode mnie: za krótko się znamy, żebym się przy was rozebrała. Domyślam się, że nie jestem jedyną osobą na świecie, która ma jakiś kompleks dotyczący cielesności. Dlaczego więc tolerujemy zachowania, które mogą nas wzajemnie peszyć, wtrącać ze strefy komfortu?

Kto publicznie dopuszcza się nieobyczajnego wybryku, podlega karze

Art. 140 Kodeksu Wykroczeń , w rozdziale XVI Wykroczenia przeciwko obyczajności publicznej, mówi: Kto publicznie dopuszcza się nieobyczajnego wybryku, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności, grzywny do 1500 złotych albo karze nagany. Nie wiem do końca, co to znaczy nieobyczajny wybryk, a sam Kodeks Wykroczeń tego nie definiuje, ale nauczyłam się, że jeśli coś budzi moje wątpliwości to lepiej po to nie sięgać. Jeśli nie wiem czy dana forma pracy realizuje misję ZHP, to wymyślam inną, która zrealizuje oczekiwane cele i zamierzenia, ale jednocześnie nie będzie dla mnie wątpliwa. Jeśli mam podejrzenia, że ktoś może źle odebrać moje intencje, bo ich nie zna bądź po prostu nie rozumie, to zwyczajnie nie robię danej rzeczy. Żeby nie być posądzoną o nieobyczajne zachowanie, nie przebieram się przy innych osobach. A przy okazji nie muszę świecić swoją golizną.

Kodeks Dobrych Zachowań z Polityki ochrony bezpieczeństwa dzieci w ZHP mówi: Pamiętaj, że wychowujesz głównie przez osobisty przykład. Twój dobry wizerunek nie zawsze Cię ochroni. Pamiętaj, że ktoś inny może mylnie interpretować twoje działanie lub słowa, niezależnie od Twoich dobrych intencji. Uczmy swoich harcerzy i harcerki, że jako świadomi obywatele i obywatelki musimy szanować granice drugiego człowieka. Organizujmy tak nasze harcerskie aktywności, by był czas i przestrzeń na przebranie się w kulturalnych i obyczajnych warunkach, nawet w przestrzeni publicznej. Wspólnie sprawmy, by frazes tak po harcersku zawsze i tylko oznaczał praworządnie, mądrze, kulturalnie.

Ewa Sidor - harcmistrzyni, członkini komendy hufca Warszawa - Praga Północ, kierowniczka Wydziału Wsparcia Metodycznego GK, instruktorka CSI. Poza harcerstwem nauczycielka, edukatorka seksualna.

  • Harry

    Nie mieszałbym tu KW o ile dziewczyny miały bieliznę, to tak jakby oburzać się na plaży/ basenie. Inna sprawa to czasami zbytnia swobodność w słowie i uczynkach przy „cywilach”.