{"id":18092,"date":"2007-02-23T22:06:00","date_gmt":"2007-02-23T20:06:00","guid":{"rendered":"http:\/\/Podczaswyprawyzdarza\u0142ysi\u0119chwiletrudne.Podj\u0119tewtedyde"},"modified":"2007-02-23T22:06:00","modified_gmt":"2007-02-23T20:06:00","slug":"w-poprzek-ameryki-3","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/natropie.zhp.pl\/index.php\/w-poprzek-ameryki-3\/","title":{"rendered":"W poprzek Ameryki"},"content":{"rendered":"<p align=\"justify\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" width=\"106\" vspace=\"7\" hspace=\"7\" height=\"80\" border=\"1\" align=\"left\" style=\"width: 106px; height: 80px;\" src=\"\/images\/stories\/marzec2007\/WT_ameryka.jpg\" alt=\"Ameryka!\" \/>Podczas wyprawy zdarza\u0142y si\u0119 chwile trudne. Podj\u0119te wtedy decyzje nie by\u0142y \u0142atwe. Uczucia z\u0142o\u015bci miesza\u0142y si\u0119 z bezradno\u015bci\u0105. Zdecydowanie cz\u0119\u015bciej towarzyszy\u0142a mi jednak satysfakcja z przemierzenia ka\u017cdego dnia wi\u0119kszej ilo\u015bci kilometr&oacute;w.<\/p>\n<p><!--more--><\/p>\n<p align=\"justify\">&nbsp;<\/p>\n<p align=\"justify\"><strong><span style=\"font-size: 10pt;\">Micha\u0142 Witkiewicz &#8211; zdobywca Kolosa w 2003 i 2005 roku.<\/span><\/strong><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" width=\"173\" vspace=\"7\" hspace=\"7\" height=\"151\" border=\"1\" align=\"right\" alt=\"Dziewczynka z Constitution\" src=\"images\/stories\/marzec2007\/WT_ameryka2.jpg\" \/> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Swoj\u0105 w\u0119dr&oacute;wk\u0119 rozpoczynam w Chile, w niewielkim miasteczku Constitucion <\/span><span style=\"font-size: 10pt;\">na<\/span><span style=\"font-size: 10pt;\">d<\/span><span style=\"font-size: 10pt;\"> Pacyfikiem. Bajeczny widok uderzaj\u0105cych z hukiem o ska\u0142y fal<\/span><span style=\"font-size: 10pt;\"> psuje brud. Mieszka\u0144cy nie bacz\u0105c na nic wrzucaj\u0105 do wody dos\u0142ownie wszystko. Z tego powodu postanawiam jak najszybciej opu\u015bci\u0107 osad\u0119.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><strong><span style=\"font-size: 10pt;\">W stron\u0119 And&oacute;w<\/span><\/strong> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Zaraz za miasteczkiem przeprawiam si\u0119 przez most na drug\u0105 stron\u0119 Rio Maule. To w\u0142a\u015bnie dolin\u0105 tej rzeki b\u0119d\u0119 pod\u0105\u017ca\u0107 w kierunku miasta Talca. Z pocz\u0105tku idzie si\u0119 do\u015b\u0107 przyjemnie. Z czasem daje jednak o sobie zna\u0107 ci\u0119\u017car mojego plecaka. Pod wiecz&oacute;r rozbijam ob&oacute;z na niewielkiej p&oacute;\u0142ce skalnej. W dole wije si\u0119 pot\u0119\u017cna i gro\u017anie wygl\u0105daj\u0105ca rzeka.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Dopiero kolejnego dnia mijam pierwsz\u0105 osad\u0119. Trzy rozsypuj\u0105ce si\u0119 chaty wygl\u0105daj\u0105 z pozoru na niezamieszka\u0142e. W oddali s\u0142ycha\u0107 jednak jakie\u015b krzyki. Postanawiam, nie czekaj\u0105c na rozw&oacute;j wydarze\u0144, i\u015b\u0107 dalej. Wiecz&oacute;r zastaje mnie na stromym zboczu g&oacute;rskim poro\u015bni\u0119tym g\u0119sto lasem. Z trudem udaje mi si\u0119 znale\u017a\u0107 woln\u0105 przestrze\u0144 na rozbicie namiotu.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" width=\"244\" vspace=\"7\" hspace=\"7\" height=\"165\" border=\"1\" align=\"left\" alt=\"Przyk&amp;lstrok;adowy obraz\" src=\"\/images\/stories\/marzec2007\/WT_ameryka3.jpg\" \/><span style=\"font-size: 10pt;\">Rankiem budzi mnie s\u0142o\u0144ce. Nade mn\u0105 cz\u0119\u015bciowo zamglone szczyty Kordyliery Nadbrze\u017cnej, a poni\u017cej szumi\u0105ca Rio Maule. Po kilku godzinach w\u0119dr&oacute;wki ca\u0142a dolina zasnuta jest ju\u017c jednak gro\u017anie wygl\u0105daj\u0105cymi chmurami. Mo\u017ce oznacza\u0107 to tylko jedno. B\u0119dzie la\u0107. Tak te\u017c si\u0119 dzieje.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Pada a\u017c do rana. Ulewa przynosi te\u017c zdecydowane och\u0142odzenie. Czas goni mnie jednak nieub\u0142aganie. Trzeba i\u015b\u0107 dalej. Z ka\u017cdym kilometrem stoki g&oacute;rskie staj\u0105 si\u0119 coraz bardziej \u0142agodne. Z rzadka pojawiaj\u0105 si\u0119 te\u017c pojedyncze chaty. Mieszka\u0144cy okazuj\u0105 si\u0119 bardzo przyja\u017ani. W jednej z wiosek dostaj\u0119 na drog\u0119 kilka pomara\u0144czy.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Pokonanie ostatnich kilometr&oacute;w dziel\u0105cych mnie od Talci zajmuje mi dwa dni. Przed miastem zalesione stoki ust\u0119puj\u0105 stopniowo miejsca plantacjom winoro\u015bli. Z godziny na godzin\u0119 pada coraz mocniej. Wizja porz\u0105dnego posi\u0142ku i spania jest jednak tak silna, \u017ce w strugach deszczu docieram p&oacute;\u017anym wieczorem do stolicy regionu Maule.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Talca to kilkadziesi\u0105t prostopadle przecinaj\u0105cych si\u0119 ulic. W ci\u0105gu dnia sprawia jednak wra\u017cenie metropolii. Ulice zape\u0142niaj\u0105 si\u0119 przekrzykuj\u0105cymi si\u0119 handlarzami i przeciskaj\u0105cymi si\u0119 mi\u0119dzy nimi lud\u017ami. Wida\u0107, \u017ce to centrum handlowe ca\u0142ego rejonu.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Krajobraz za miastem stanowi\u0105 olbrzymie plantacje winoro\u015bli. W ko\u0144cu z uprawy tej ro\u015bliny, a raczej z wyrabianego z niej wina, s\u0142ynie ten region. Ponownie zaczyna pada\u0107. Idzie si\u0119 coraz ci\u0119\u017cej. P&oacute;\u017anym popo\u0142udniem dochodz\u0119 w okolice niewielkiego miasteczka San Clemente. Tu, po przej\u015bciu przez ogrodzenie, na polu rozbijam namiot. Po chwili, pomimo ulewy, odwiedza mnie jeden z miejscowych pijaczk&oacute;w w nadziei zdobycia paru groszy. Kilka ostrych s\u0142&oacute;w skutecznie zniech\u0119ca go do d\u0142u\u017cszej wizyty. Ta sytuacja powoduje jednak, \u017ce w nocy, przy ka\u017cdym mocniejszym podmuchu wiatru, budz\u0119 si\u0119.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Pomimo padaj\u0105cego deszczu z samego rana ruszam dalej. Po kilku godzinach deszcz ustaje. Dotychczas r&oacute;wninny teren staje si\u0119 coraz bardziej pag&oacute;rkowaty. Plantacje winoro\u015bli z czasem ust\u0119puj\u0105 miejsca pastwiskom. Pod wiecz&oacute;r docieram w okolice zbiornika Colbun. Jestem wyczerpany. Spojrzawszy na map\u0119 okazuje si\u0119, \u017ce pokona\u0142em tego dnia najd\u0142u\u017cszy jak dotychczas dystans &#8211; blisko 40 kilometr&oacute;w.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Nast\u0119pnego dnia postanawiam pokona\u0107 podobny odcinek. Droga z pocz\u0105tku biegnie wzd\u0142u\u017c olbrzymiego zbiornika retencyjnego. Z czasem wkracza w dolin\u0119 dobrze mi ju\u017c znanej rzeki Maule. Ci\u0119\u017car plecaka zn&oacute;w daje zna\u0107 o sobie. W ko\u0144cu blisko 40 kilogram&oacute;w to nie ma\u0142o. Wieczorem docieram w okolice mostu przerzuconego przez rzek\u0119. Tutaj staje kolejny ob&oacute;z.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Z rana jako\u015b nie chce si\u0119 wychodzi\u0107 ze \u015bpiwora. Na dworze jest pochmurno i mro\u017ano. Dopiero oko\u0142o po\u0142udnia ruszam dalej. Po drodze mijam pojedyncze zabudowania rozrzucone wzd\u0142u\u017c drogi. Prawie przed ka\u017cdym z nich wida\u0107 bawi\u0105ce si\u0119 ma\u0142e dzieci, kt&oacute;re z zaciekawieniem przygl\u0105daj\u0105 si\u0119 mojej osobie. Zaraz po rozbiciu namiotu zaczyna pada\u0107 \u015bnieg.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Nad ranem prawie jednak nie wida\u0107 skutk&oacute;w nocnych opad&oacute;w. Wko\u0142o nadal jest zielono. Zza chmur wy\u0142aniaj\u0105 si\u0119 o\u015bnie\u017cone szczyty. Niekt&oacute;re z nich osi\u0105gaj\u0105 wysoko\u015b\u0107 4000 metr&oacute;w. Dalsza droga wije si\u0119 wzd\u0142u\u017c rzeki. Z ka\u017cdym kilometrem dolina staje si\u0119 coraz w\u0119\u017csza.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><strong><span style=\"font-size: 10pt;\">Odwr&oacute;t<\/span><\/strong> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Kolejny dzie\u0144 przynosi zdecydowan\u0105 popraw\u0119 pogody. Pomimo s\u0142o\u0144ca temperatura jednak nie przekracza 0 stopni. Przed po\u0142udniem docieram do La Miny, gdzie znajduje si\u0119 chilijski punkt kontrolny. Carabinieros niezbyt ch\u0119tnie godz\u0105 si\u0119 na moj\u0105 w\u0119dr&oacute;wk\u0119 przez g&oacute;ry do Argentyny. Ostrzegaj\u0105 mnie, \u017ce niedawno zagin\u0105\u0142 tam cz\u0142owiek. Proponuj\u0105 bym zostawi\u0142 na posterunku plecak i rozejrza\u0142 si\u0119 po okolicy, a potem wraca\u0142 w d&oacute;\u0142 doliny.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">W pewnym momencie pojawia si\u0119 jeden z miejscowych zaintrygowany pojawieniem si\u0119 w male\u0144kiej wiosce samotnego w\u0119drowca. Z jego s\u0142&oacute;w wynika, \u017ce wy\u017cej dolina zasypana jest kilkumetrow\u0105 warstw\u0105 \u015bwie\u017cego \u015bniegu i nie da si\u0119 przej\u015b\u0107. To ostatecznie wp\u0142ywa na moja decyzj\u0119. Bez porz\u0105dnych rakiet \u015bnie\u017cnych i \u0142\u0105czno\u015bci wol\u0119 nie ryzykowa\u0107. Postanawiam zawr&oacute;ci\u0107. Szkoda, bo do przej\u015bcia pozosta\u0142o mi zaledwie kilkadziesi\u0105t kilometr&oacute;w.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Los jest jednak dla mnie \u0142askawy. Policjanci wieczorem zwo\u017c\u0105 mnie jeepem w d&oacute;\u0142 doliny. Tym sposobem oszcz\u0119dzam kilka dni drogi. Po drodze zabieramy z wioski jeszcze krzepkiego staruszka. Ten proponuje mi nocleg u siebie w domu. Jest ju\u017c noc, wiec nie odmawiam. Jego \u017cona przygotowuje smakowity posi\u0142ek. Uczta trwa do p&oacute;\u017ana. Podczas niej okazuje si\u0119, ze jeden z syn&oacute;w gospodarza rankiem jedzie samochodem do Talci. Mam wiec zapewniony nie tylko dach nad g\u0142ow\u0105, ale i dalszy transport.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Ta sytuacja powoduje, \u017ce dalsz\u0105 tras\u0119 postanawiam pokona\u0107 stopem. Przejechanie na drug\u0105 stron\u0119 And&oacute;w, do niewielkiej osady Barrancas, zajmuje mi kilka dni. Dalej droga ko\u0144czy si\u0119 i pozostaje tylko piesza w\u0119dr&oacute;wka. Rozbijam wi\u0119c ob&oacute;z w pobli\u017cu wioski.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Z rana czeka mnie niemi\u0142a niespodzianka. Woda, kt&oacute;r\u0105 mia\u0142em ze sob\u0105, zamarz\u0142a. Dopiero po pewnym czasie mog\u0119 przygotowa\u0107 \u015bniadanie. To spowalnia nieco moment w\u0119dr&oacute;wki. W ko\u0144cu jednak ruszam. Nie przechodz\u0119 nawet kilometra, gdy zza krzaka wyskakuje przera\u017cony zaj\u0105c. Niestety jest na tyle szybki, \u017ce zanim wyjmuj\u0119 aparat, jest ju\u017c zbyt daleko. Po kilku godzinach docieram do celu mojej w\u0119dr&oacute;wki &#8211; Rio Barrancas, kt&oacute;rej dolin\u0105 zamierza\u0142em pierwotnie schodzi\u0107 od prze\u0142\u0119czy Pehuenche. Poziom wody jest na tyle wysoki, ze postanawiam przej\u015b\u0107 jeszcze kawa\u0142ek w gor\u0119 jej biegu. Wieczorem rozbijam ob&oacute;z na skraju doliny. W nocy okazuje si\u0119, \u017ce nie by\u0142 to najlepszy pomys\u0142. Wiatr jest tu tak silny, \u017ce \u0142amie mi nadwyr\u0119\u017cony przy poprzednich wyprawach maszt. Czeka mnie klejenie.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Mro\u017any poranek rekompensuj\u0105 przepi\u0119kne widoki otaczaj\u0105cych mnie szczyt&oacute;w g&oacute;rskich. Szczeg&oacute;lnie pi\u0119knie prezentuje si\u0119 blisko pi\u0119ciotysi\u0119czny wulkan Domuyo. Postanawiam wspi\u0105\u0107 si\u0119 na jeden z pobliskich wierzcho\u0142k&oacute;w by zrobi\u0107 pami\u0105tkowe zdj\u0119cia. W\u0119dr&oacute;wka zajmuje mi ponad p&oacute;\u0142 dnia. Pozosta\u0142y czas wype\u0142niaj\u0105 mi w ca\u0142o\u015bci przygotowania do sp\u0142ywu.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Rankiem szybko zwijam ob&oacute;z i przenosz\u0119 baga\u017c w pobli\u017ce rzeki. Ostatnie upakowywanie, robienie zdj\u0119\u0107. W ko\u0144cu p\u0142yn\u0119. Nurt jest bardzo silny. Prz&oacute;d pontonu podskakuje na wezbranych falach. Ca\u0142y czas musz\u0119 uwa\u017ca\u0107 by si\u0119 nie wywr&oacute;ci\u0107. Momentami woda wr\u0119cz przelewa si\u0119 nade mn\u0105.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Po kilku godzinach mijam most i ulokowane w jego pobli\u017cu cztery domy. Mieszka\u0144cy z zaciekawieniem przygl\u0105daj\u0105 si\u0119 mojej osobie. Dalej rzeka zaczyna si\u0119 rozlewa\u0107 szerszym korytem, a jej nurt jest jakby spokojniejszy. Przede mn\u0105 wy\u0142ania si\u0119 pot\u0119\u017cna, oblana s\u0142o\u0144cem dolina. To tu, z po\u0142\u0105czenia dw&oacute;ch rzek (Barrancas i Grande), bierze sw&oacute;j pocz\u0105tek Rio Colorado. Pomimo imponuj\u0105cych rozmiar&oacute;w doliny sama rzeka nie jest taka szeroka. Jest jednak znacznie g\u0142\u0119bsza ni\u017c jej poprzedniczka. Dzi\u0119ki temu zdecydowanie lepiej si\u0119 ni\u0105 p\u0142ynie. Wieczorem, po rozbiciu obozu, okazuje si\u0119, \u017ce pokona\u0142em tego dnia ponad 60 kilometr&oacute;w. Tempo sp\u0142ywu pozytywnie mnie wi\u0119c zaskakuje. Noc jest mro\u017ana. Kilkakrotnie si\u0119 budz\u0119. W ko\u0144cu sprawdzam termometr. Jest minus 16 stopni.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">S\u0142o\u0144ce jest ju\u017c wysoko w g&oacute;rze zanim rozpoczynam kolejny etap sp\u0142ywu. Ca\u0142y czas trzyma mr&oacute;z. Rzeka wije si\u0119 szerok\u0105 dolin\u0105 i tylko co jaki\u015b czas jej nurt przegradzaj\u0105 zdradliwe ska\u0142y. Zaskakuje mnie bogactwo tutejszego ptactwa, kt&oacute;re odwa\u017cnie podlatuje do pontonu. Wieczorem odczuwam skutki robienia zdj\u0119\u0107 bez r\u0119kawiczek. Trac\u0119 cz\u0119\u015bciowo czucie w palcach. Ma\u015bci niewiele pomagaj\u0105.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><strong><span style=\"font-size: 10pt;\">O krok od tragedii<\/span><\/strong> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Nast\u0119pny dzie\u0144 przynosi nieznaczne ocieplenie. Zza ni\u017cszych szczyt&oacute;w wy\u0142ania si\u0119 pot\u0119\u017cny masyw Auca Mahuida. Rzeka toczy swe wody coraz szersz\u0105 dolin\u0105. Wko\u0142o tylko dzikie ptactwo.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" width=\"249\" vspace=\"7\" hspace=\"7\" height=\"171\" border=\"1\" align=\"left\" alt=\"Przyk&amp;lstrok;adowy obraz\" src=\"\/images\/stories\/marzec2007\/WT_ameryka9.jpg\" \/><span style=\"font-size: 10pt;\">W pewnym momencie wyrastaj\u0105 przede mn\u0105 ska\u0142y przegradzaj\u0105ce rzek\u0119. Jest ju\u017c za p&oacute;\u017ano by dobi\u0107 do brzegu i przenie\u015b\u0107 ponton. Silny nurt znosi mnie w kierunku g\u0142az&oacute;w. Wp\u0142ywam w kipiel. Prz&oacute;d pontonu wyskakuje w g&oacute;r\u0119. Wir wci\u0105ga mnie pod wod\u0119. Uderzam w ska\u0142y. Czuj\u0119 silny b&oacute;l i przeszywaj\u0105ce ciep\u0142o. Usi\u0142uj\u0119 wydosta\u0107 si\u0119 na powierzchni\u0119. Nie wiem ile trwa ta walka o \u017cycie. W ko\u0144cu udaje mi si\u0119 jednak wyp\u0142yn\u0105\u0107. Doganiam p\u0142yn\u0105cy ponton i przywi\u0105zany do niego baga\u017c. Ostatkiem si\u0142 wyci\u0105gam wszystko na brzeg i \u015bci\u0105gam zakrwawione ubranie. Dopiero po chwili zmuszam si\u0119 by opatrzy\u0107 nogi i ubra\u0107 cos na siebie. Na szcz\u0119\u015bcie plecak jest nietkni\u0119ty przez wod\u0119. Silne \u015brodki przeciwb&oacute;lowe pozwalaj\u0105 mi po jakim\u015b czasie na rozbicie namiotu i roz\u0142o\u017cenie przemoczonych rzeczy. Na noc przyklejam do ubrania kilka plastr&oacute;w samorozgrzewaj\u0105cych. Jako\u015b udaje mi si\u0119 w ko\u0144cu zasn\u0105\u0107.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Rankiem b&oacute;l jest nieco s\u0142abszy. Dopiero teraz mog\u0119 oszacowa\u0107 straty. Jestem za\u0142amany. Okazuje si\u0119 bowiem, \u017ce zniszczy\u0142em sprz\u0119t fotograficzny. Nurt porwa\u0142 mi te\u017c kilka rzeczy. Mam wszystkiego dosy\u0107. Spogl\u0105dam na map\u0119. Do najbli\u017cszej osady jest tylko kilkadziesi\u0105t kilometr&oacute;w. Do najbli\u017cszego miasteczka po\u0142o\u017conego nad rzek\u0105 ponad dwie\u015bcie. Wieczorem podejmuj\u0119 decyzj\u0119. Ze wzgl\u0119du na poharatane nogi nie b\u0119d\u0119 ryzykowa\u0142 pieszej w\u0119dr&oacute;wki. Jutro spr&oacute;buj\u0119 pop\u0142yn\u0105\u0107 dalej, w d&oacute;\u0142 rzeki.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Do\u015b\u0107 du\u017co czasu mija zanim udaje mi si\u0119 pozbiera\u0107 wszystkie rzeczy i zwin\u0105\u0107 ob&oacute;z<\/span><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" width=\"212\" vspace=\"7\" hspace=\"7\" height=\"143\" border=\"1\" align=\"right\" alt=\"Przyk&amp;lstrok;adowy obraz\" src=\"\/images\/stories\/marzec2007\/WT_ameryka7.jpg\" \/><span style=\"font-size: 10pt;\">. Z kijka teleskopowego i przywi\u0105zanego do niego sanda\u0142a tworz\u0119 co\u015b przypominaj\u0105cego wios\u0142o. W ko\u0144cu ponownie jestem na wodzie. Bystry nurt chwilami wywo\u0142uje u mnie przera\u017cenie. Cz\u0119sto zatrzymuje si\u0119 by oceni\u0107 z brzegu kolejne bystrza. Ka\u017cde wyj\u015bcie na l\u0105d wywo\u0142uje jednak silny b&oacute;l. Po kilkunastu kilometrach poddaj\u0119 si\u0119. Nie mam si\u0142y by p\u0142yn\u0105\u0107 dalej. Nastr&oacute;j poprawia mi nieco pogoda. Szkoda tylko, \u017ce nadal jest zimno. Nade mn\u0105 wznosz\u0105 si\u0119 pomara\u0144czowe od zachodz\u0105cego s\u0142o\u0144ca grzbiety g&oacute;rskie. Ten bajeczny widok wywo\u0142uje u mnie refleksje nad pi\u0119knem i wielko\u015bci\u0105 si\u0142 natury. Dwa lata temu, w\u0119druj\u0105c przez wypalony s\u0142o\u0144cem step w Kazachstanie, marzy\u0142em o wodzie. Teraz ta sama woda o ma\u0142o co mnie nie poch\u0142on\u0119\u0142a.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><strong><span style=\"font-size: 10pt;\">Z nurtem Rio Colorado<\/span><\/strong> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Wstaj\u0119 wczesnym rankiem. Musz\u0119 jednak czeka\u0107 zanim z namiotu odtaje szron. Po pewnym czasie wyp\u0142ywam. Rzeka rozlewa si\u0119 z ka\u017cdym kilometrem szerszym korytem wytr\u0105caj\u0105c tym samym swoj\u0105 pr\u0119dko\u015b\u0107. Zza jednym z zakr\u0119t&oacute;w ukazuje si\u0119 w oddali dziwna budowla. Po kilku minutach, gdy dop\u0142ywam do tego miejsca, okazuje si\u0119 ni\u0105 by\u0107 most. Drewniane pale ledwo co trzymaj\u0105 nadwyr\u0119\u017con\u0105 konstrukcj\u0119. Wszystko to wygl\u0105da jakby za chwile mia\u0142o run\u0105\u0107 do wody. Z czasem zmienia si\u0119 kr<\/span><span style=\"font-size: 10pt;\">ajobraz. Nikn\u0105 w oddali gdzie\u015b g&oacute;ry. Niewielkie wzniesienia poprzedzielane s\u0105 licznymi starorzeczami. P&oacute;\u017anym popo\u0142udniem rozbijam ob&oacute;z.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Kolejny dzie\u0144 ponownie wita mnie s\u0142o\u0144ce<\/span><span style=\"font-size: 10pt;\">m. Bardzo rzadko pada tu deszcz. Skutkiem tego jest uboga szata ro\u015blinna. Zupe\u0142nie nie ma tu drzew. Po kilku godzinach, p\u0142yn\u0105c ju\u017c dalej, zauwa\u017cam<\/span><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" width=\"215\" vspace=\"7\" hspace=\"7\" height=\"146\" border=\"1\" align=\"left\" alt=\"Przyk&amp;lstrok;adowy obraz\" src=\"\/images\/stories\/marzec2007\/WT_ameryka4.jpg\" \/><span style=\"font-size: 10pt;\"> sporego liska. Zaciekawiony przygl\u0105da si\u0119 mojej osobie. Po po\u0142udniu pag&oacute;rkowaty do tej pory krajobraz ponownie zast\u0119puj\u0105 g&oacute;ry. Zm\u0119czony postanawiam zrobi\u0107 post&oacute;j.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Bardzo szybko mija mi ta noc. Rankiem zdecydowanie lepiej si\u0119 czuj\u0119. Ruszam dalej. Powoli przyzwyczajam si\u0119 do rzeki. Oblany s\u0142o\u0144cem pot\u0119\u017cny masyw g&oacute;rski z czasem zaczyna zostawa\u0107 w tyle. Po drugiej stronie ca\u0142y czas ci\u0105gnie si\u0119 niewysoki grzbiet. Na brzegach rzeki pojawia si\u0119 byd\u0142o. To znak, \u017ce w pobli\u017cu musz\u0105 mieszka\u0107 ludzie. Faktycznie, p&oacute;\u017anym popo\u0142udniem, zauwa\u017cam w oddali mkn\u0105cego na koniu pasterza. Najwyra\u017aniej musi mnie obserwowa\u0107, bo gdy zatrzymuj\u0119 si\u0119 by rozbi\u0107 ob&oacute;z, on wyrasta przede mn\u0105. Nieco r&oacute;\u017cni si\u0119 od telewizyjnego wizerunku gauczo. Nie ma \u017cadnych ostr&oacute;g u but&oacute;w, a i kapelusz wygl\u0105da jakby inaczej. Cmoka na widok namiotu i buzuj\u0105cej butli z gazem. Nie mo\u017ce uwierzy\u0107, \u017ce dotar\u0142em tu od brzeg&oacute;w Pacyfiku. W ko\u0144cu \u017cegna si\u0119 i niknie gdzie\u015b w oddali.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Z rana psuje si\u0119 pogoda. Pierwszy raz od kilku dni jest pochmurno. Na szcz\u0119\u015bcie nie pada. Zaledwie godzin\u0119 zajmuje mi pokonanie odcinka do du\u017cego, betonowego mostu przerzuconego nad rzek\u0105. W g&oacute;rze mkn\u0105 co jaki\u015b czas za\u0142adowane ci\u0119\u017car&oacute;wki. Wko\u0142o zaczynaj\u0105 pojawia\u0107 si\u0119 domostwa. Jednak dopiero po kilku godzinach docieram do kolonii Catriel. Z mapy wynika, \u017ce jest to kilkunastotysi\u0119czne miasteczko. Tu postanawiam zaopatrzy\u0107 si\u0119 w niezb\u0119dny sprz\u0119t. Na wszelki wypadek spuszczam powietrze z pontonu i chowam go pomi\u0119dzy olbrzymimi k\u0119pami rosn\u0105cej nad brzegiem trawy.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Centrum miasteczka wyznacza jedyna chyba betonowa ulica. To przy niej mie\u015bci si\u0119 wi\u0119kszo\u015b\u0107 sklep&oacute;w i punkt&oacute;w us\u0142ugowych. Do\u015b\u0107 du\u017co czasu zajmuje mi poszukiwanie sklepu ze sprz\u0119tem fotograficznym. W ko\u0144cu, gdy udaje mi si\u0119 go znale\u017a\u0107, czeka mnie niemi\u0142a niespodzianka. Szok cenowy. Za zwyk\u0142y aparat kompaktowy musz\u0119 zap\u0142aci\u0107 dwukrotnie wi\u0119cej ni\u017c w Polsce. Nie mam jednak wyboru.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Po zrobieniu niezb\u0119dnych zakup&oacute;w wracam nad rzek\u0119. Ponton jest ca\u0142y. Jednak w pobli\u017cu kr\u0119c\u0105 si\u0119 jakie\u015b dziwne typki. Nie czekaj\u0105c na reakcj\u0119 z ich strony postanawiam szybko opu\u015bci\u0107 to miejsce. Pompuj\u0119 powietrze do pontonu, by po chwili by\u0107 ju\u017c na rzece. P&oacute;\u017anym wieczorem rozbijam ob&oacute;z. Wypogadza si\u0119. Niebo roz\u015bwietlaj\u0105 tysi\u0105ce gwiazd. W oddali wida\u0107 \u015bwiat\u0142a miasteczka.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Szron jeszcze spowija k\u0119py trawy, gdy ruszam dalej. Rzeka zaczyna rozlewa\u0107 si\u0119 na kilka mniejszych ciek&oacute;w. Chwilami ci\u0119\u017cko jest si\u0119 zorientowa\u0107, kt&oacute;ry z nich jest jej g\u0142&oacute;wnym nurtem. Mijam niewielki most. W oddali wida\u0107 pracuj\u0105ce wie\u017ce wiertnicze. Krajobraz nie jest za ciekawy. Zaczyna robi\u0107 si\u0119 prawie zupe\u0142nie p\u0142asko.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Kolejny dzie\u0144 przynosi nieznaczne ocieplenie. Rzeka nadal prowadzi swe wody kilkoma korytami. W pewnym momencie wp\u0142ywam w jedno z nich. Nurt z czasem zaczyna by\u0107 coraz s\u0142abszy. W ko\u0144cu prawie stoj\u0119 w miejscu. Oznacza to tylko jedno. W\u0142a\u015bciwy nurt jest gdzie\u015b w pobli\u017cu. Musz\u0119 przenie\u015b\u0107 wi\u0119c ponton.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">W\u0119dr&oacute;wka, po sp\u0119kanej od s\u0142o\u0144ca ziemi, na szcz\u0119\u015bcie nie trwa d\u0142ugo. Docieram nad cos w rodzaju kana\u0142u. Nurt jest tu bardzo szybki. Dopiero po pewnym czasie orientuj\u0119 si\u0119, \u017ce teren po kt&oacute;rym si\u0119 poruszam to spuszczony zbiornik retencyjny, kt&oacute;ry mia\u0142em mija\u0107 po drodze. W ostatniej chwili udaje mi si\u0119 unikn\u0105\u0107 kolejnej wywrotki. Kana\u0142 ko\u0144czy si\u0119 bowiem kaskad\u0105. W pobli\u017cu wida\u0107 kilkana\u015bcie domostw.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><strong><span style=\"font-size: 10pt;\">U wr&oacute;t Atlantyku<\/span><\/strong> <\/p>\n<p align=\"justify\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" width=\"230\" vspace=\"7\" hspace=\"7\" height=\"156\" border=\"1\" align=\"left\" alt=\"Przyk&amp;lstrok;adowy obraz\" src=\"\/images\/stories\/marzec2007\/WT_ameryka5.jpg\" \/><span style=\"font-size: 10pt;\">Kolejne dni niewiele r&oacute;\u017cni\u0105 si\u0119 od siebie. Krajobraz staje si\u0119 bardzo monotonny. Wko\u0142o tylko olbrzymie trawy pampasowe i pojedyncze drzewa rosn\u0105ce na podmok\u0142ym brzegu. Rzeka z ka\u017cdym kilometrem traci na szybko\u015bci. Brak kontaktu z lud\u017ami wywo\u0142uje z czasem t\u0119sknot\u0119 za krajem i najbli\u017cszymi. Jedyn\u0105 rozrywk\u0105 staje si\u0119 wertowanie kolejny raz s\u0142ownika. Po kilku tygodniach zas&oacute;b mojego s\u0142ownictwa jest na tyle du\u017cy, \u017ce pozwala na swobodne konwersacje. Mo\u017cna wi\u0119c \u015bmia\u0142o powiedzie\u0107, \u017ce podr&oacute;\u017ce kszta\u0142c\u0105.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Po ponad trzech tygodniach sp\u0119dzonych w pontonie osi\u0105gam cel mojej wyprawy. Niewielkie miasteczko Pedro Luro po\u0142o\u017cone w delcie rzeki Colorado sprawia wra\u017cenie wymar\u0142ego. Gospodarstwo, obok kt&oacute;rego rozbijam m&oacute;j ostatni ob&oacute;z, okazuje si\u0119 by\u0107 niezamieszka\u0142e. Mimo szczerych ch\u0119ci obdarowania kogo\u015b pontonem i innymi zb\u0119dnymi rzeczami nie mam jak tego uczyni\u0107. Po chwili namys\u0142u i umieszczeniu na pontonie pami\u0105tkowego wpisu decyduj\u0119 si\u0119 na pozostawienie ekwipunku na brzegu.<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><span style=\"font-size: 10pt;\">Wracam do kraju. A do Ameryki &#8211; na pewno jeszcze przyjad\u0119. Powraca si\u0119 przecie\u017c do miejsc, kt&oacute;re si\u0119 kocha&#8230;<br \/>&nbsp;<\/span> <\/p>\n<p align=\"justify\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" width=\"168\" vspace=\"7\" hspace=\"7\" height=\"114\" border=\"1\" align=\"left\" alt=\"Przyk&amp;lstrok;adowy obraz\" src=\"\/images\/stories\/marzec2007\/WT_ameryka6.jpg\" \/><span style=\"font-size: 10pt;\"><strong>Micha\u0142 Witkiewicz<\/strong>&nbsp;&#8211; 29 lat, asystent w Katedrze Geografii Ekonomicznej Uniwersytetu Gda\u0144skiego, Cz\u0142onek wielu organizacji naukowych i podr&oacute;\u017cniczych (m.in. National Geographic Society). Autor kilkudziesi\u0119ciu pozycji o tematyce podr&oacute;\u017cniczej, dziennikarz magazynu turystycznego &bdquo;Poznaj \u015awiat&rdquo;, a tak\u017ce fotograf wsp&oacute;\u0142pracuj\u0105cy z wydawnictwami prasowymi i edukacyjnymi. Przemierzy\u0142 wi\u0119kszo\u015b\u0107 kraj&oacute;w europejskich, ponad po\u0142ow\u0119 Azji, kraje Afryki, Ameryki P&oacute;\u0142nocnej i Po\u0142udniowej. Dwukrotnie &ndash; w 2003 r. za wypraw\u0119 Euroazja i w 2005 r. za Transaemerica Expedition &#8211; uhonorowany wyr&oacute;\u017cnieniem w konkursie KOLOSY &#8211; najbardziej presti\u017cowej nagrodzie w \u015brodowisku polskich eksplorator&oacute;w i zdobywc&oacute;w.<\/span> <\/p>\n<p><span style=\"font-size: 10pt;\"><\/p>\n<p align=\"justify\">&nbsp;<\/p>\n<p><\/span><\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Podczas wyprawy zdarza\u0142y si\u0119 chwile trudne. Podj\u0119te wtedy decyzje nie by\u0142y \u0142atwe. Uczucia z\u0142o\u015bci miesza\u0142y si\u0119 z bezradno\u015bci\u0105. Zdecydowanie cz\u0119\u015bciej towarzyszy\u0142a mi jednak satysfakcja z przemierzenia ka\u017cdego dnia wi\u0119kszej ilo\u015bci kilometr&oacute;w.<\/p>\n","protected":false},"author":152,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"_acf_changed":false,"_exactmetrics_skip_tracking":false,"_exactmetrics_sitenote_active":false,"_exactmetrics_sitenote_note":"","_exactmetrics_sitenote_category":0,"footnotes":""},"categories":[236],"tags":[],"class_list":["post-18092","post","type-post","status-publish","format-standard","hentry","category-archiwum-2"],"acf":{"attached_posts":null},"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/natropie.zhp.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/18092","targetHints":{"allow":["GET"]}}],"collection":[{"href":"https:\/\/natropie.zhp.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/natropie.zhp.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/natropie.zhp.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/users\/152"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/natropie.zhp.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=18092"}],"version-history":[{"count":0,"href":"https:\/\/natropie.zhp.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/18092\/revisions"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/natropie.zhp.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=18092"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/natropie.zhp.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=18092"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/natropie.zhp.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=18092"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}