{"id":18771,"date":"2008-11-13T00:21:07","date_gmt":"2008-11-12T22:21:07","guid":{"rendered":"http:\/\/Pal\u0105ces\u0142o\u0144ce,wiatrwtwarzimieliznyjakokiemsi\u0119gn\u0105\u0107,afryzurabezzmian&ndash;toczyni\u0142orejskieleckichharcerzyprawdziwymwyczynem.RejspolskimirzekamizSandomierzaa\u017cnaPojezierzeMazurskie!Dzie\u0144pie"},"modified":"2008-11-13T00:21:07","modified_gmt":"2008-11-12T22:21:07","slug":"mielac-mielizny-3","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/natropie.zhp.pl\/index.php\/mielac-mielizny-3\/","title":{"rendered":"Miel\u0105c mielizny"},"content":{"rendered":"<p> Pal\u0105ce s\u0142o\u0144ce, wiatr w twarz i mielizny jak okiem si\u0119gn\u0105\u0107, a fryzura bez zmian &ndash; to czyni\u0142o rejs kieleckich harcerzy prawdziwym wyczynem. Rejs polskimi rzekami z Sandomierza a\u017c na Pojezierze Mazurskie!<br \/><!--more--><\/p>\n<p>Dzie\u0144 pierwszy &ndash; 28.06.2008.- Sobota<\/p>\n<p>W czerwcu dni s\u0105 bardzo d\u0142ugie. Dzieje si\u0119 tak nie tylko dlatego, \u017ce s\u0142o\u0144ce p&oacute;\u017ano zachodzi, ale r&oacute;wnie\u017c dlatego, \u017ce wcze\u015bnie wschodzi. Wi\u0119c wyobra\u017acie sobie, jaka to wczesna musia\u0142a by\u0107 pora, gdy ka\u017cdy z nas wsta\u0142 razem ze s\u0142o\u0144cem! Po rozprostowaniu ko\u015bci i wrzuceniu na plecy symbolicznej ilo\u015bci baga\u017cu, udali\u015bmy si\u0119 pod nasz\u0105 stoczni\u0119. Czeka\u0142y tam na nas przygotowanie wcze\u015bniej \u0142odzie (MAK 606 Halny i TEST 550 Zelejowa), kt&oacute;re wyruszy\u0142y wraz z nami w pierwszy etap rejsu &ndash; na razie drogami krajowymi z Kielc do Sandomierza&hellip;<\/p>\n<p>Zacni druhowie kierowcy odjechali i okaza\u0142o si\u0119, \u017ce na dobry pocz\u0105tek jest nas&hellip; czworo. Osiem r\u0105k posz\u0142o  w ruch, te niezwykle silne Natalii i Magdy oraz delikatne Wojtka i Mateusza. Halny i Zelejowa dotkn\u0119\u0142y spienionych (z jakiego powodu, zapewne si\u0119 domy\u015blacie &ndash; na pewno nie w wyniku du\u017cej pr\u0119dko\u015bci pr\u0105du) nurt&oacute;w Kr&oacute;lowej Rzek. Stali\u015bmy dumnie wpatrzeni w &oacute;w \u017cywio\u0142, ws\u0142uchani rytmiczny d\u017awi\u0119k fa\u0142&oacute;w uderzaj\u0105cych o maszty. Podzielili\u015bmy si\u0119 na dwie za\u0142ogi, oczywi\u015bcie r&oacute;wne, czyli po dwie osoby i bez zb\u0119dnych ceregieli, nie zwa\u017caj\u0105c na s\u0142owa niezwykle mi\u0142ego bosmana sandomierskiej przystani (&bdquo;Na Mazury? Eeee, do pierwszego mostu i ch&hellip;yba tyle!&rdquo;), ruszyli\u015bmy w rejs! <\/p>\n<p>Po 30 minutach przyszed\u0142 czas na pierwszy most. Po kolejnych dw&oacute;ch godzinach Halny wci\u0105\u017c sta\u0142 pod &bdquo;kolejowym&rdquo; w Sandomierzu. Zelejowa przybi\u0142a nieco dalej, aby obserwowa\u0107 zmagania, tymczasem druh komendant &ndash; Wojtek &ndash; mrucz\u0105c pod nosem &bdquo;czyli do Mazur zostanie z 500 kilometr&oacute;w&hellip;&rdquo; wyskoczy\u0142 wraz z dzieln\u0105 za\u0142ogantk\u0105 Natasz\u0105 za burt\u0119 i walcz\u0105c z raz po raz oblewaj\u0105cym ich kostki a czasem \u0142ydki \u017cywio\u0142em, pchali powoli &bdquo;Maka&rdquo; do przodu. Ten ju\u017c po chwili utkn\u0105\u0142 na dobre, a jego za\u0142oga osi\u0105gn\u0119\u0142a dno, czyli siad\u0142a obok na dnie rzeki i zbiera\u0142a si\u0142y do dalszego napinania si\u0119.<\/p>\n<p>W tym samym czasie obok zacumowanej niedaleko &bdquo;Zelejowej&rdquo; jakby spod ziemi wyros\u0142o dw&oacute;ch pan&oacute;w. Jeden z nich, lat oko\u0142o 50, dzier\u017cy\u0142 w r\u0119ce butelk\u0119 z dziwnym, nieznanym nam, harcerzom, napojem. Drugi z lekka osowia\u0142y, nie odezwa\u0142 si\u0119 ani s\u0142owem. Wygl\u0105da\u0142o na to, \u017ce jest rodzajem praktykanta, lokaja, czy jak to okre\u015bla fachowy termin, &bdquo;przydupasem&rdquo; tego pierwszego. Przybyszom najwyra\u017aniej \u017ceglarstwo zaczyna\u0142o si\u0119 podoba\u0107, zaproponowali swoj\u0105 pomoc. Ca\u0142e szcz\u0119\u015bcie uda\u0142o nam si\u0119 odwie\u015b\u0107 ich od tego pomys\u0142u i ju\u017c po chwili ten, kt&oacute;ry m&oacute;wi\u0142, zamachn\u0105\u0142 si\u0119 pust\u0105 ju\u017c butelk\u0105 i pos\u0142a\u0142 j\u0105 w przestrze\u0144, wraz ze s\u0142owami &bdquo;Stachu, chod\u017a. Idziemy co\u015b&hellip; porobi\u0107&rdquo;. Odeszli, a druh Mateusz m&oacute;g\u0142 wreszcie spokojnie opu\u015bci\u0107 Zelejow\u0105. Przywidzia\u0142 wcze\u015bniej tak zwany &bdquo;str&oacute;j Moj\u017cesza&rdquo; (czyli kapok, majtki i przywi\u0105zany do tego wszystkiego pagaj) i nie zwa\u017caj\u0105c na g\u0142\u0119bok\u0105 (5-10 cm) wod\u0119 i niebotyczne fale, pobieg\u0142 ODKOPYWA\u0106 Halnego. Po 40 minutach mogli\u015bmy p\u0142yn\u0105\u0107 dalej, a przynajmniej do nast\u0119pnej mielizny. Z biegiem czasu nauczyli\u015bmy si\u0119 radzi\u0107 sobie z p\u0142yciznami, kt&oacute;re sta\u0142y si\u0119 naszym chlebem powszednim.<\/p>\n<p>Rejs przebiega\u0142 dalej, z r&oacute;\u017cnymi atrakcjami. Na przyk\u0142ad Mateusz skacz\u0105c na brzeg w wiadomym celu z  saperk\u0105 i papierem, stan\u0105\u0142 jakiej\u015b pszczole na g\u0142owie. Ona za\u015b nie wykaza\u0142a \u017cadnej wyrozumia\u0142o\u015bci i&hellip; u\u017c\u0105dli\u0142a go w pi\u0119t\u0119.<\/p>\n<p>Nocleg trafi\u0142 si\u0119 nam na dzikiej pla\u017cy po\u015br&oacute;d drzew. Kuchnia nie sk\u0105pi\u0142a jedzenia i na kolacj\u0119 mogli\u015bmy zje\u015b\u0107 chleb z pasztetem, przetykany piaskiem. Zajadali\u015bmy ze smakiem, nie wiedzieli\u015bmy bowiem, \u017ce przez najbli\u017csze 17 dni czekaj\u0105 nas bardzo podobne, \u017ceby nie powiedzie\u0107 identyczne posi\u0142ki. Po d\u0142ugich rozmowach u\u0142o\u017cyli\u015bmy si\u0119 wygodnie w kabinie Halnego prawie wygodnie pod rajsbelk\u0105 Zelejowej i odp\u0142yn\u0119li\u015bmy w obj\u0119cia Morfeusza.<\/p>\n<p>Dzie\u0144 drugi &ndash; 29.06.2008. &ndash; Niedziela<\/p>\n<p>Dzie\u0144 odpoczynku &ndash; obo\u017any da\u0142 nam wi\u0119c p&oacute;\u0142 godziny snu wi\u0119cej, skutecznie unikn\u0119li\u015bmy zaprawy porannej, a nast\u0119pnie przyodziali\u015bmy nasze pi\u0119kne granatowe mundury (gdyby wi\u015blana woda by\u0142a w granatowym, a nie szarym odcieniu wspaniale by si\u0119 to komponowa\u0142o, a tak&hellip; Mimo to czuli\u015bmy si\u0119 fenomenalnie) i stan\u0119li\u015bmy na pierwszym apelu &ndash; by\u0142o to do\u015bwiadczenie zabawne, pierwszy raz widzieli\u015bmy czteroosobowy apel. I to we w\u0142asnym wykonaniu! Jednak z w\u0142a\u015bciw\u0105 powag\u0105 podnie\u015bli\u015bmy bander\u0119 i ruszyli\u015bmy w dal na pe\u0142nych \u017caglach. <\/p>\n<p>\u017begluga przebiega\u0142a sprawnie, uczyli\u015bmy si\u0119 &bdquo;czyta\u0107 wod\u0119&rdquo; &ndash; jest to niezwykle przydatna umiej\u0119tno\u015b\u0107, kt&oacute;ra pozwala unika\u0107, co prawda przyjemnych, lecz nieco przyd\u0142ugich postoj&oacute;w na mieliznach. Lecz nic nie mo\u017ce wiecznie trwa\u0107 &ndash; w pewnym momencie za\u0142oga Halnego us\u0142ysza\u0142a dziwne uderzenie, po czym \u0142&oacute;d\u017a przesta\u0142a s\u0142ucha\u0107 polece\u0144 steru&hellip; C&oacute;\u017c si\u0119 mog\u0142o sta\u0107? &bdquo;Nie mamy miecza&rdquo; &ndash; wyja\u015bni\u0142 Wojtek, wychodz\u0105c z kabiny. Szybko u\u017cyto silnika i bardzo precyzyjnie, tym razem zupe\u0142nie zgodnie z planem \u0142&oacute;d\u017a osiad\u0142a na mieli\u017anie. Po chwili wr&oacute;ci\u0142a i Zelejowa i ju\u017c w czw&oacute;rk\u0119 zastanawiali\u015bmy si\u0119, co by tu pocz\u0105\u0107&hellip; Ucieszy\u0142o nas bardzo, \u017ce druh Mateusz na wie\u015b\u0107 o zgubionym mieczu zanurzy\u0142 r\u0119k\u0119 w wodzie i podni&oacute;s\u0142 ogromny kawa\u0142 metalu, pytaj\u0105c &bdquo;Czy to ten?&rdquo;. Okaza\u0142o si\u0119, \u017ce miecz wisia\u0142 pod \u0142&oacute;dk\u0105 na ostatnim kawa\u0142ku stalowej linki i to nas uratowa\u0142o.<\/p>\n<p>Szcz\u0119\u015bliwym zbiegiem okoliczno\u015bci tego dnia do\u0142\u0105cza\u0142a spora cz\u0119\u015b\u0107 obozu &ndash; Krzysio, Maciek i Iwonka. Czekali\u015bmy na nich przy brzegu, naprzeciwko wsi \u0141opoczno (w odr&oacute;\u017cnieniu od Opoczna z &bdquo;\u0141&rdquo; na pocz\u0105tku) i po kilku godzinach pojawi\u0142 si\u0119 bia\u0142y bus. Druh Lucjan, kt&oacute;ry ich przywi&oacute;z\u0142, wzi\u0105\u0142 urwany miecz, podrapa\u0142 si\u0119 po g\u0142owie i zacz\u0105\u0142 nam wyja\u015bnia\u0107 gdzie i co nale\u017cy przyspawa\u0107. W\u0142a\u015bnie! Przyspawa\u0107.<\/p>\n<p>Zostali\u015bmy na \u015brodku rzeki z zadaniem przyspawania tego i owego&hellip; Najbli\u017csza okazja mog\u0142a si\u0119 trafi\u0107 w Solcu nad Wis\u0142\u0105 &ndash; a do tego brakowa\u0142o nam jeszcze dobrych kilku kilometr&oacute;w. Wtem! Na horyzoncie ukaza\u0142a si\u0119 ma\u0142a motor&oacute;wka, gdy podp\u0142yn\u0119\u0142a bli\u017cej zorientowali\u015bmy si\u0119, \u017ce to konstrukcja w\u0142asnej roboty. Ludzie, kt&oacute;rzy tego sprz\u0119tu u\u017cywali okazali si\u0119 bardzo przyja\u017ani, a s\u0142ysz\u0105c o naszym problemie, zaproponowali pomoc (&bdquo;m&oacute;j brat ma migomat, przyspawamy migiem!&rdquo;). Ufaj\u0105c, \u017ce nasz miecz nie zostanie sprzedany na najbli\u017cszym skupie z\u0142omu oddali\u015bmy go w ich r\u0119ce, oni za\u015b znikn\u0119li za kolejnym zakr\u0119tem rzeki. Wieczorem wr&oacute;cili &ndash; z fenomenalnie wykonan\u0105 robot\u0105! Monta\u017c miecza zostawili\u015bmy sobie na rano, pomogli\u015bmy naszym dobroczy\u0144com wsi\u0105\u015b\u0107 na pok\u0142ad (by\u0142o ciemno, wi\u0119c sami nie mogli trafi\u0107) i po ciep\u0142ej kolacji i kilku okoliczno\u015bciowych \u015bpiewach ju\u017c spali\u015bmy.<\/p>\n<p>Dzie\u0144 trzeci &ndash; 30.06.2008. &ndash; Poniedzia\u0142ek.<\/p>\n<p>P\u0142yn\u0119li\u015bmy dzielnie ca\u0142y dzie\u0144, a\u017c wreszcie dotarli\u015bmy do portu w pi\u0119knym Kazimierzu Dolnym, Byli\u015bmy  lekko przera\u017ceni, kiedy na powitanie wyszed\u0142 nam bosman z wyrazem twarzy&hellip; seryjnego mordercy. Druh komendant dzielnie uda\u0142 si\u0119 do niego w celu uiszczenia op\u0142at za pobyt i us\u0142ysza\u0142 od niego trzy sylaby: &bdquo;DO WO DY&rdquo;. Wojtek d\u0142ugo si\u0119 zastanawia\u0142, co mog\u0142o oznacza\u0107 to stwierdzenie. Czy mo\u017ce bosman chcia\u0142 ju\u017c z nim sko\u0144czy\u0107 i utopi\u0107 go, czy te\u017c zmusi\u0107, aby si\u0119<br \/>\n w ko\u0144cu umy\u0142, a mo\u017ce \u017c\u0105da od niego jakich\u015b dowod&oacute;w zbrodni? W ko\u0144cu okaza\u0142o si\u0119, \u017ce trzeba pobiec do uczestnik&oacute;w po dowody to\u017csamo\u015bci! Od tej pory Bosman sta\u0142 si\u0119 bardzo mi\u0142ym i uczynnym cz\u0142owiekiem.<br \/>Kiedy wszyscy ju\u017c wzi\u0119li d\u0142ugo (ho, ho! Ca\u0142e dwa dni!) oczekiwany prysznic, bardzo szcz\u0119\u015bliwi ruszyli\u015bmy na podb&oacute;j Kazimierza. W pierwszej kolejno\u015bci odwiedzili\u015bmy aptek\u0119, gdy\u017c potrzebny by\u0142 pan&hellip; pana&hellip; panda&hellip; panto&hellip;. pentagram&hellip; Pantenol? W ka\u017cdym razie zakupili\u015bmy odpowiedni\u0105 piank\u0119 na czerwone uda i ramiona druhny Natalii, a jak si\u0119 okaza\u0142o potem ka\u017cdego uczestnika rejsu.<\/p>\n<p>Wracaj\u0105c do Kazimierza&hellip; Ach! C&oacute;\u017c to za pi\u0119kne i urokliwe miasteczko! Przeszli\u015bmy je wzd\u0142u\u017c i wszerz, by w ko\u0144cu trafi\u0107 na&hellip; w miar\u0119 tani\u0105 pizzeri\u0119. Potem jeszcze znalaz\u0142o si\u0119 miejsce na gofry, czas na pogaw\u0119dki przy studni&hellip; Zapad\u0142 zmierzch.<\/p>\n<p>O godzinie 22.00 rozpocz\u0119li\u015bmy nasz pierwszy kominek &ndash; powspominali\u015bmy przygotowania &bdquo;Wis\u0142y&rdquo;, ludzi kt&oacute;rzy pomogli nam zorganizowa\u0107 ob&oacute;z, chocia\u017c sami nie p\u0142yn\u0119li, za\u015bpiewali\u015bmy kilka pie\u015bni i ci, co poszli spa\u0107, to poszli, a ci co mieli warty, stali i pilnowali.<\/p>\n<p>Dzie\u0144 czwarty &ndash; 01.07.2008. &ndash; Wtorek<\/p>\n<p>Rano powia\u0142 \u015bwie\u017cy wiatr, szkoda tylko, \u017ce jego kierunku nie mo\u017cna by\u0142o nazwa\u0107 inaczej jak &bdquo;w mord\u0119&rdquo;. Nie dali\u015bmy si\u0119 &ndash; p\u0142yn\u0119li\u015bmy ca\u0142y bo\u017cy dzie\u0144, mijaj\u0105c przy tym kolejne mosty, bez sk\u0142adania masztu, lecz robi\u0105c oooogromne przechy\u0142y.<\/p>\n<p>Prawie w samo po\u0142udnie, bo o godzinie 12.09, przep\u0142ywali\u015bmy przez Pu\u0142awy. O godzinie 12.10 w Pu\u0142awach zatrzymywa\u0142 si\u0119 poci\u0105g, w kt&oacute;rym jecha\u0142 nasz kolejny za\u0142ogant &ndash; Filip, zwany tu i &oacute;wdzie Cz\u0142owiekiem Mi\u0119\u015bniem. Zatrzymali\u015bmy si\u0119 wi\u0119c (po prostu \u0142agodnie wjechali\u015bmy na mielizn\u0119) i czekali\u015bmy. Czekali\u015bmy&hellip; Czekali\u015bmy&hellip; O godzinie 13 druh Filip zbieg\u0142 wreszcie z mostu, przeszed\u0142 przez rzek\u0119 i ju\u017c opowiada\u0142 nam histori\u0119 swego sp&oacute;\u017anienia &ndash; po prostu pewna starsza pani wskaza\u0142a mu dwa razy d\u0142u\u017csz\u0105 drog\u0119 przez park, za to drzewa tam by\u0142y podobno wyj\u0105tkowo pi\u0119kne. <\/p>\n<p>Cieszyli\u015bmy si\u0119 niezbyt d\u0142ugo. Ju\u017c po kilkunastu minutach znale\u017ali\u015bmy si\u0119 na 98371434 mieli\u017anie w tym  rejsie.<br \/>&#8211; Wszyscy do wody! &ndash; Zakrzykn\u0105\u0142 niespodziewanie Mateusz, wyra\u017anie zirytowany nieruchliwo\u015bci\u0105 Halnego, kt&oacute;ry nie chcia\u0142 zej\u015b\u0107 z mielizny ani troch\u0119. Troch\u0119 nas zdziwi\u0142o, \u017ce wyskoczy\u0142 w pe\u0142nym umundurowaniu, nam nakazuj\u0105c zrobi\u0107 podobnie. Zacz\u0119\u0142o si\u0119 od niewinnych, a po kilku minutach z wody wystawa\u0142y nam tylko berety a my dawali\u015bmy upust swojej fantazji, ku uciesze obserwuj\u0105cych nas w\u0119dkarzy. Na koniec, zupe\u0142nie rozswawoleni zrobili\u015bmy w wodzie po kostki &bdquo;s\u0142oneczko&rdquo;. Potem mundury sch\u0142y na poranny apel, a my rozstawiali\u015bmy biwak na jakiej\u015b piaszczystej wyspie, w okolicach D\u0119blina.<\/p>\n<p>Dzie\u0144 pi\u0105ty &ndash; 02.07.08. &ndash; \u015aroda<\/p>\n<p>Ju\u017c ko\u0142o si&oacute;dmej rano zacz\u0119\u0142o si\u0119 robi\u0107 ciut za ciep\u0142o. Potem by\u0142o ju\u017c tylko gorzej. W dodatku nie wia\u0142o nic a nic. Znu\u017ceni upa\u0142em chwycili\u015bmy za pagaje i \u015bpiewaj\u0105c zachrypni\u0119tym g\u0142osem ca\u0142y nasz szantowy repertuar dwa razy pod rz\u0105d, z wielkim trudem pokonali\u015bmy kilkana\u015bcie kilometr&oacute;w&hellip; Po wyczerpuj\u0105cym dniu dotarli\u015bmy w okolice Ostrowa, gdzie po zjedzeniu jak\u017ce po\u017cywnej kolacji, (kt&oacute;ra dzi\u0119ki zapobiegliwo\u015bci naszej cudownie gotuj\u0105cej Iwonki by\u0142a r&oacute;wnie\u017c \u015bniadaniem nast\u0119pnego dnia) Mateusz poczu\u0142 nag\u0142y przyp\u0142yw energii &ndash; u\u017cy\u0142 jej do wydeptanie na ogromnej \u0142asze piasku kilkunastometrowego napisu &bdquo;KUPA&rdquo;. Czy mia\u0142o to jakikolwiek g\u0142\u0119bszy sens? My wierzymy, \u017ce mia\u0142o&hellip;<\/p>\n<p>Dzie\u0144 sz&oacute;sty, 03.07.08. &ndash; Czwartek<\/p>\n<p>Tego dnia pobudka odby\u0142a si\u0119 w wyniku lekkiego przegrzania wszystkich obecnych du\u017co p&oacute;\u017aniej. Po kolacjo-\u015bniadaniu sk\u0142adaj\u0105cym si\u0119 z klusek, cukru i d\u017cemu, rado\u015b\u0107 z braku rozgrzewki sko\u0144czy\u0142a si\u0119 i solidarnie ci\u0105gn\u0119li\u015bmy Halnego po dnie rzeki kilkana\u015bcie metr&oacute;w, a\u017c wreszcie dobrn\u0119li\u015bmy do g\u0142\u0119bokiej wody. Gdyby\u015bmy wiedzieli, co nas czeka ko\u0142o po\u0142udnia! Wtedy nasza kabin&oacute;wka utkn\u0119\u0142a na dobre&hellip; Za\u0142oga Zelejowej odp\u0142yn\u0119\u0142a zbyt daleko, wi\u0119c trzeba by\u0142o sobie radzi\u0107 samemu &ndash; Filip saperk\u0105, Wojtek nogami, Maciek r\u0119kami, Iwona robi\u0142a zdj\u0119cia i kanapki&hellip; Ju\u017c po dw&oacute;ch godzinach wykopali\u015bmy w Wi\u015ble Kana\u0142 Wi\u015blany i \u0142api\u0105c s\u0142abn\u0105ce podmuchy wiatru odp\u0142yn\u0119li\u015bmy prosto w&hellip; ramiona ratownika. Dzi\u0119ki jego pomocy pokonali\u015bmy zdradliwe zakr\u0119ty pod G&oacute;r\u0105 Kalwari\u0105 i po nied\u0142ugim czasie sp\u0142yn\u0119li\u015bmy na nocleg &ndash; tradycyjnie ju\u017c na pla\u017cy, z najbli\u017cszymi krzakami odleg\u0142ymi o 500 metr&oacute;w&hellip;<\/p>\n<p>Dzie\u0144 si&oacute;dmy, 04.07.08. &ndash; Pi\u0105tek<\/p>\n<p>Tylko 40 kilometr&oacute;w zosta\u0142o nam do Warszawy, powinno si\u0119 uda\u0107! Pobudka o 05.30 i przed siebie&hellip; Po {mosimgae}drodze wyprzedzi\u0142a nas zielona boja wskazuj\u0105ca szlak &ndash; gonili\u015bmy j\u0105 co prawda, lecz w ko\u0144cu uciek\u0142a, wi\u0119c&hellip; nigdy ju\u017c si\u0119 nie dowiemy gdzie szlak by\u0142 naprawd\u0119. \u015aniadanie jedli\u015bmy na wodzie, potem p\u0142yn\u0119li\u015bmy to na silniku, to na pagajach. S\u0142o\u0144ce by\u0142o dzi\u015b \u0142askawe, po kilku godzinach uda\u0142o nam si\u0119 postawi\u0107 \u017cagle. Pierwsze fragmenty uregulowanej Wis\u0142y wygl\u0105da\u0142y wspaniale i chyba za bardzo uwierzyli\u015bmy w ten widok. Fina\u0142 by\u0142 wiadomy &ndash; przekop saperk\u0105&hellip; <br \/>Na pewn\u0105 niespodziank\u0119 natkn\u0105\u0142 si\u0119 druh Filip, obserwuj\u0105c horyzont za pomoc\u0105 lornetki. Nagle w szk\u0142ach ujrza\u0142&hellip; Po\u015bladki! Poda\u0142 lornetk\u0119 komendantowi, ten za\u015b potwierdzi\u0142 obecno\u015b\u0107 wy\u017cej wymienionych. Byli\u015bmy na pla\u017cy nudyst&oacute;w. Wra\u017cenia te jednak pozostawimy dla siebie, zreszt\u0105! Czas opisa\u0107 Warszaw\u0119!<br \/>Pierwsze drapacze chmur zacz\u0119\u0142y nas drapa\u0107 w oczy ju\u017c ko\u0142o 12, za\u015b o 14 stali\u015bmy ju\u017c w porcie KS Sp&oacute;jnia. Pozwolili\u015bmy sobie na chwil\u0119 zapomnienia i zjedli\u015bmy pot\u0119\u017cn\u0105 PIZZ\u0118. Potem rozwi\u0105zywali\u015bmy inny pal\u0105cy (niekt&oacute;rych wr\u0119cz dos\u0142ownie) problem &ndash; gdzie by si\u0119 tu umy\u0107? Iwonka zaskoczy\u0142a nas, id\u0105c do&hellip; Ambasady Chin. Na pewno nie zmie\u015bciliby\u015bmy si\u0119 tam wszyscy, wi\u0119c trzeba by\u0142o szuka\u0107 innych rozwi\u0105za\u0144. I tu przysz\u0142y z pomoc\u0105 znajomo\u015bci. Niezwykle prosta w obs\u0142udze i w pe\u0142ni zaspokajaj\u0105ca nasze higieniczne potrzeby okaza\u0142a si\u0119 wanna druhny Moniki Marks (kt&oacute;r\u0105 serdecznie pozdrawiamy), gdzie dosi\u0119g\u0142a nas cz\u0119\u015b\u0107 zbawienia. Tam r&oacute;wnie\u017c (nie konkretnie w wannie, ale w mieszkaniu druhny) spotkali\u015bmy druha Jakuba Sieczko (to ju\u017c pewna tradycja, \u017ce spotyka si\u0119 on z rejsem w Warszawie). Zostawili\u015bmy w zamian kamie\u0144 z koryta rzeki znaleziony w Sandomierzu (to nie \u017cart) i powr&oacute;cili\u015bmy do \u0142&oacute;dek, je\u015b\u0107 kolacj\u0119 i uk\u0142ada\u0107 si\u0119 do snu po dniu pe\u0142nym wra\u017ce\u0144.<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<table border=\"0\" cellspacing=\"0\" cellpadding=\"0\" width=\"707\" height=\"146\">\n<tbody>\n<tr>\n<td width=\"10\" background=\"..\/images\/aut_tab\/aut_lewa.gif\">&nbsp;<\/td>\n<td background=\"..\/images\/aut_tab\/aut_sr.gif\">   <strong>pwd. Natalia Samojlik i pwd. Magda Pojawa &ndash; <\/strong>uczestniczki rejsu &bdquo;Wis\u0142a&rdquo;, dzia\u0142aj\u0105 w 33 KHD\u017b &bdquo;Pasat&rdquo;. Uczennice maturalnych klas kieleckich lice&oacute;w, jeszcze nie wiedz\u0105, gdzie b\u0119d\u0105 studiowa\u0107. Pole ich zainteresowa\u0144 jest ogromne &ndash; od teatru po&hellip; nauki \u015bcis\u0142e, no i oczywi\u015bcie \u017ceglarstwo.<\/td>\n<td width=\"10\" background=\"..\/images\/aut_tab\/aut_prawa.gif\">&nbsp;<\/td>\n<\/tr>\n<\/tbody>\n<\/table>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p align=\"justify\">&nbsp;<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Pal\u0105ce s\u0142o\u0144ce, wiatr w twarz i mielizny jak okiem si\u0119gn\u0105\u0107, a fryzura bez zmian &ndash; to czyni\u0142o rejs kieleckich harcerzy prawdziwym wyczynem. Rejs polskimi rzekami z Sandomierza a\u017c na Pojezierze Mazurskie!<\/p>\n","protected":false},"author":152,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"_acf_changed":false,"_exactmetrics_skip_tracking":false,"_exactmetrics_sitenote_active":false,"_exactmetrics_sitenote_note":"","_exactmetrics_sitenote_category":0,"footnotes":""},"categories":[236],"tags":[],"class_list":["post-18771","post","type-post","status-publish","format-standard","hentry","category-archiwum-2"],"acf":{"attached_posts":null},"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/natropie.zhp.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/18771","targetHints":{"allow":["GET"]}}],"collection":[{"href":"https:\/\/natropie.zhp.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/natropie.zhp.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/natropie.zhp.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/users\/152"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/natropie.zhp.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=18771"}],"version-history":[{"count":0,"href":"https:\/\/natropie.zhp.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/18771\/revisions"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/natropie.zhp.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=18771"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/natropie.zhp.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=18771"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/natropie.zhp.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=18771"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}