Harcerz u specjalisty

Monika Kubacka / 17.09.2017

Według słownika PWN, specjalista to człowiek odznaczający się gruntowną znajomością jakiejś dziedziny. Słownik Języka Polskiego dorzuca, że prócz posiadania szczególnej wiedzy na dany temat może (wymiennie) mieć w tej dziedzinie doświadczenie. Co się dzieje, kiedy przychodzi harcerz do specjalisty?

Franek ma 21 lat, głowę pełną marzeń i mocno wierzy, że w życiu będzie robił rzeczy wielkie, dobre i pożądane w świecie. Jest inteligentny, młody, ambitny. Na wszystko, co ma, zarówno wiedzę, kompetencje, jak i dobra materialne, zapracował sam. Świetnie odnajduje się w grupach, chętnie angażuje się w różne działania. Co tu dużo mówić, typowy społecznik.

Od „podstawówki” jest w ZHP, bo harcerzem był jego brat. Kiedy Franek był młodszy, słuchał od niego o przygodach, nowych znajomościach. I ten tak opowiadał, że Franek wyobrażał sobie, jak to wygląda na tych biwakach. Kiedy tylko poszedł do czwartej klasy, od razu wylądował w drużynie razem z bratem. Czy to dobrze? Nie oceniajmy.

Franek ciągle stawiał sobie wyzwania i chciał więcej, i więcej

Z czasem został zastępowym, później założył gromadę zuchową, a gdy wychował następcę, założył drużynę wędrowniczą. Bo jak to w ZHP wypada: Ciągle stawiał sobie wyzwania i chciał więcej, więcej i więcej… Poszerzał swoje horyzonty, z dnia na dzień stawał się coraz bardziej świadomym tego, czym jest bycie instruktorem i wychowawcą. Organizacja zawsze była dla niego ważna i z całą odpowiedzialnością można stwierdzić, że zawsze będzie. Bardzo poważnie podchodził do zachowania proporcji pomiędzy różnymi sferach życia, dlatego równolegle do zdobywania stopni i rozwoju w organizacji, świadomie szedł swoją ścieżką zawodową.

Doszedł do momentu, w którym zawodowo stał się specjalistą ds. logistyki. Pewnego dnia, kandydat na funkcję komendanta w jego hufcu zaproponował mu wejście w skład komendy. Franek się zgodził, bo przecież chodzi o to, by poszerzać horyzonty, a w potencjalnej komendzie miał się zająć logistyką. Tym bardziej cieszył się, bo w końcu swoją wiedzę zawodową może wykorzystać w organizacji. Wszystkiego nauczył się od swojego szefa, teraz przekaże to dalej, a jak dobrze pójdzie to zmieni kawałek „swojego światka”.

Franek – pracownik – początek

U progu swojej dorosłości, czyli krótko przed 18 urodzinami, Franek otrzymał propozycję swojej pierwszej poważnej pracy. Gdy tylko otrzymał dowód tożsamości, od razu podpisał umowę. Praca była marzeniem każdego kto zaczyna dreptać swoją zawodową ścieżką. Szanowana instytucja miejska, dobrze płatna, poszli „na rękę”, by mógł godzić pracę z nauką. Jego obowiązki były praktyką do teorii, której uczył się w trakcie studiów. Logistyka wypełniła jego życie – łączył pasję i pracę.

Dawał z siebie 100%. Nauczył się tego w harcerstwie

Jego szef widział zaangażowanie, staranność w wykonywaniu obowiązków. Franek był przyzwyczajony do tego, że należy być odpowiedzialnym i dawać z siebie 100%. Właśnie tego nauczył się w harcerstwie. Nie trzeba było długo czekać na wyniki. Był dobry w tym co robił, dlatego szybko awansował.

Dzisiaj ma 21 lat, stabilną pracę, trzyletnie doświadczenie i jest świetnym specjalistą ds. logistyki. Co jakiś czas dostaje oferty pracy z branży, bo wielu chciałoby mieć Franka w swojej ekipie. Postanowił, że nastała pora na zmiany – zarówno w życiu zawodowym, jak i harcerskim.

Franek – harcerz i pracownik – dzisiaj

Ostatnio Franek oddał drużynę swojemu następcy, bo wiedział, że to ten moment i doskonała okazja, żeby przejść poziom wyżej. Podczas już ponad rocznej pracy na poziomie hufca stworzył sprawnie działający zespół instruktorski, który był odpowiedzialny za logistykę. Szło mu dobrze, był dość popularny wśród wspólnoty instruktorskiej, zgarniał hufcowe nagrody. Zapracował na to. Zawsze myślał przez pryzmat całego hufca i walczył o jego dobro. Jest świetnym instruktorem, choć już mało kto pamięta, że działa w Komisji Stopni Instruktorskich, współpracuje na stałe z Zespołem Kadry Kształcącej, wychował kilku instruktorów. Dzisiaj jest już coraz częściej tylko „druhem od logistyki”.

Mało kto kojarzył, że Franek dalej jest podharcmistrzem

Każda „popularność” ma swoje blaski i cienie. Coraz częściej czytał o sobie komentarze „niskich lotów” na portalach społecznościowych. W większości obrywało mu się za to, że po prostu miał fajny zespół i sporo rzeczy zrobił. Usprawnił, wymyślił, wykonał i jeszcze zadbał o to, by członkowie jego zespołu otwierali kolejne stopnie. Mało kto kojarzył, że oprócz tego wciąż jest podharcmistrzem i wypełnia swoje instruktorskie obowiązki względem organizacji.

Pewnego dnia komendant hufca poprosił, aby Franek zajął się logistyką zlotu chorągwi. To wyzwanie, bo dotąd pracował tylko na poziomie hufca i operował na liczbie „tysiąc”. Teraz będzie musiał wejść na poziom wyżej i operować na „tysiącach”. Jako odpowiedzialny instruktor, który rozsądnie podejmuje się wyzwań, zrobił analizę, swojego czasu, zasobów ludzkich, zrobił listę rzeczy które będą potrzebne. Niektórzy mówią, że zrobił taką listę, że tylko inny logistyk może ogarnąć o co chodzi. Wiecie, jak programista, którego zrozumie tylko drugi programista. Całkiem świadomie zgodził się wejść do komendy zlotu.

Jego przygotowanie, analizy dawały niezłe podstawy do tego, by sądzić, że Franek naprawdę wie, co robi. W końcu nie raz pokazał na co go stać. Wszystko szło pięknie!

Powiedz czym się zajmujesz zawodowo, a powiem ci kim NIE jesteś

Franek właśnie zmienił pracę, która otwiera przed nim wiele drzwi w karierze zawodowej. Przygotowania do zlotu były już na zaawansowanym poziomie, kluczowy moment, jakim było zamknięcie zgłoszeń, był już za komendą zlotu. W nowej pracy Franek też już się odnalazł; ma już grono całkiem fajnych ludzi wokół siebie. Idzie naprawdę dobrze. Wszyscy są zmotywowani i gotowi do dalszej pracy.

Franek pomyślał, że przed pracą odczyta harcerskie maile

Nowy miesiąc, nowy tydzień, poniedziałek, godzina 7:00. Franek przygotowuje się do wyjścia do pracy, ale zanim wyjdzie, pomyślał, że odczyta harcerskie maile. No i hop! Otwiera maile, dociera do tego, który dotyczy zlotu i stanu zgłoszeń. Właśnie Franek przeczytał tego, w którym została skrytykowana jego praca przy zlocie. Podważono wszystkie jego decyzje, zarzucono mu brak kompetencji i umiejętności, by zajmować się logistyką przy zlocie. Maila otrzymała również komenda całego zlotu, ponieważ nadawca chciał jasno wyrazić zażenowanie postawą Franka i jego ekipy, którą już miał całkiem niezłą.

Franek nie należy do tych, którzy przejmują się bezpodstawną krytyką, ale chciałby dostawać tyle samo, ile wkłada w organizację. W pracy jest dobrze motywowany i doceniany przez swojego bezpośredniego przełożonego.

Tego samego dnia Franek po trzech miesiącach pracy dostał awans. I gdy wrócił do domu zdał sobie sprawę, że tylko dla ZHP on nigdy nie będzie dość dobry.

 

CDN…

Monika Kubacka - z wykształcenia specjalista do spraw marketingu politycznego i komunikacji medialnej. Kiedyś zastępowa, drużynowa, komendantka szczepu, a w latach 2014-2016 rzecznik prasowy ZHP. Dzisiaj kierowniczka Wydziału Komunikacji i Promocji GK ZHP.

  • Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy – kiedy można się go spodziewać?
    Nie mogę powiedzieć, że identyfikuję się z Frankiem. Ale wiem, jak ważna jest zauważalna wdzięczność i pochwała – nie tylko słowna, a też taka, którą pokazujemy i dajemy.
    W ZHP, a przynajmniej w moim środowisku, bardzo tego brakuje. Jasne, cały czas dążymy do ideału, jednak czy tak trudno jest powiedzieć „Świetna robota, super, że się za to zabrałeś!”? Zawsze ktoś zauważy mały mankament, który przysłoni cały wysiłek i dobry efekt końcowy.

  • Monika Kubacka

    Kolejna część w przyszłym miesiącu! :)

  • Alicja Nowacka-Trzmiel

    Wciagneła mnie ta historia. Też czekam na zakończenie. Zastanawiam się czy czy to nie jest u nas często powielany bląd? Czy sama zbyt żadko chwalę wysiłki naszej kadry? W końcu pochwała motywuje do dalszej pracy. Dziekuję, że moglam to przeczytać.

  • Ciekawy artykuł, szkoda że taki prawdziwy. Chętnie bym zobaczył cykl reportaży pod tytułem, tych specjalistów ZHP straciło, a właściwie się pozbyło.

  • Monika Kubacka

    Alicja, na to liczę! Każdy z nas jest trochę Frankiem, ale grunt to postawić się „po drugiej stronie”. Nie może być tak, że nie doceniamy swoich ludzi, nie korzystamy z ich wiedzy i doświadczenia, a ciągle chcemy im pokazać, że wiemy lepiej. Nie tędy droga…

  • Monika Kubacka

    Super pomysł! :)

  • Michał Górecki

    Interesująca historia, czekam na drugą część!

    Z jednej strony można powiedzieć, że przykład idzie z góry. Dlatego mamy takie wydarzenie jak np. gala Niezwyczajni. Wiele środowisk organizuje również swoje, wewnętrzne plebiscyty na poziomie hufca, w których wybierają „dających z siebie 110%”. Ale… no właśnie, przykład z góry nie zawsze dobrze działa. W dalszym ciągu brakuje zwykłego „dziękuję”, „dobra robota” (oczywiście, nie we wszystkich środowiskach). Już nawet nie na poziomie hufca ale przede wszystkim na poziomie rozmowy twarzą w twarz. Każdy z nas, jako instruktor, musi pracować nad tym, żeby doceniać swoich podopiecznych – od harcerzy i zastępowych zaczynając.

  • Pingback: Z liścia w twarz | NA TROPIE()