Jestem instruktorem ZHP

Archiwum / Leon Lenartowicz / 29.11.2014

Jestem studentem w mieście oddalonym o 300 km od macierzystego hufca. Jestem Instruktorem niepotrzebnym.

Zanim wyjechałem, oddałem swoją drużynę, ponieważ – co jest dosyć oczywiste – nie byłbym w stanie jej prowadzić. Wyjechałem i…? No właśnie. Miasto, w którym obecnie mieszkam, jest dosyć sporym ośrodkiem akademickim, więc pierwszym pomysłem, który przyszedł mi do głowy byli… Akademicy! Co z tego, skoro godziny zajęć pokrywają mi się ze zbiórkami?

No dobrze, ale jestem przecież w wieku wędrowniczym, czemu nie działam w swojej macierzystej drużynie wędrowniczej? To ciekawe pytanie. Działam. Ale jakie to działanie, kiedy drużyna spotyka się raz w miesiącu, a jeśli już, to jej działania skupiają się na działaniu miejscowym, więc co ja mogę zrobić?

Instruktor powinien rozwijać się nie tylko w kwestiach harcerskich, ale także prywatnych, prawda? Chęć rozwoju siebie pokierowała mnie tutaj. Przyznaję, studia są ciekawe i faktycznie odpowiadają temu, czym się interesuję. Nie, kierunku, na którym obecnie jestem, nie ma nigdzie bliżej. Mogę żałować, że nie postarałem się na maturze nieco bardziej i nie dostałem się bliżej, gdyż taki był pierwotnie plan. Mogę żałować, że nie poszedłem na cokolwiek innego gdzieś bliżej. Rozwijanie się harcersko czy prywatnie? Brak jednego bądź drugiego wywołuje lub wywoływałby we mnie głęboką frustrację. Nie pomaga fakt, że osoby studiujące bliżej z powodzeniem działają w hufcu.

Zdaję sobie sprawę, że nie byłem drużynowym idealnym. Ale czy to jest powód, by mnie skreślać?

Z punktu widzenia hufca macierzystego jestem instruktorem niepotrzebnym.
Z punktu widzenia GK jestem instruktorem w sile wieku, który właśnie teraz powinien działać na rzecz Związku i rozwijać się, by przekazać wiedzę dalej.

Zawsze zastanawiałem się, dlaczego harcerze studenci wyjeżdżający z mojego macierzystego hufca gdzieś dalej, właśnie na studia, kończą swoją przygodę z ZHP. Teraz już rozumiem.

Pozdrawiam,
Sfrustrowany Instruktor.

 

Tekst został napisany przez jednego z czytelników, do istniejącego wcześniej działu „Na Próbę”.

Leon Lenartowicz - Leon, nazywany też Elką, zafascynowany wszystkim, co porusza się na dwóch kołach lub żaglach, miłośnik czeskiej hudby, były drużynowy, instruktor, student.

  • Andrzej Sawuła

    Działanie w macierzystym hufcu „na odległość” rzadko wychodzi, a jeśli już, to na pół gwizdka. Dużo bardziej naturalne wydaje mi się jednak podjęcie działania w jednym z hufców tego ośrodka akademickiego. Myślałeś o tym?

    Będziesz tam pewnie minimum 3 lata, niewykluczone że dłużej. Prowadzenie drużyny może nie, bo nie wiesz pewnie, co zrobisz po studiach, ale to przeciez nie jedyna opcja. Wątpię, żeby w którymś z hufców dużego miasta nie było zapotrzebowania na instruktora, który już prowadził drużynę! Narzuca się kształcenie (jesteś młody i masz doświadczenia, którymi możesz się dzielić!). Często drużyny potrzebują instruktora-opiekuna, który pomógłby bardzo młodemu drużynowemu. Często też w hufcach działają środowiska wędrownicze, specjalnościowe czy kręgi instruktorskie, w których możesz się rozwijać inaczej niż prowadząc jednostkę. A zmiana hufca na 3 czy 5 lat jest tylko operacją formalną, nie żadną zdradą swych korzeni. ;)

    Nasz hufiec ma bardzo dobre doświadczenia z takimi sytuacjami. Sporo osób tak do nas trafiło, kilkoro przeszło do hufców z innych ośrodków akademickich, nikt nigdy nie robił problemów.