To nie jest harcerstwo dla starych ludzi

Kasia Rożek / 01.01.2015

Około północy chcesz iść spać i to wcale nie na karimacie. Gdy wymarzone pięć dni urlopu zapowiada się wreszcie ciepło i słonecznie, w góry wolisz zabrać dziewczynę czy chłopaka, a nie bandę wesołych wędrowników. Jeśli tak, to wiedz, że coś się dzieje – jesteś już harcerskim staruszkiem.

Ze względu na pracę z Akademikami znałam weekendowy rozkład jazdy pociągów TLK do większości polskich miast.

Trzy lata temu harcerstwu poświęcałam dziennie od dwóch do dwudziestu czterech godzin. Tydzień przemykał pod hasłem przygotowywania kursów, zbiórek, pisania maili i odpowiadania na nie. Nie zapominajmy o spotkaniach towarzysko-harcerskich, które z niewinnego oglądania filmów czy spacerów po Toruniu przeradzały się w zebranie Zespołu Do Spraw Wielkiej Wagi. Prawie nie rozpakowywałam plecaka. Obiady jadłam z podopiecznymi na stopnie, wieczory spędzałam, układając konspekty albo szukając odpowiednie miejsce na ognisko. Ze względu na pracę z Akademikami znałam weekendowy rozkład jazdy pociągów TLK do większości polskich miast, a w każdy piątek kupowałam zapiekankę na dworcu, w tej budce dalej od wejścia, z szyldem namalowanym farbą. Było jak w raju.

Przebywanie z instruktorami i wędrownikami działało jak narkotyk

Co jakiś czas oczywiście dopadał mnie brak motywacji. Częściej powodem zwolnienia tempa bywała sesja na studiach albo fakt, że już naprawdę nie miałam jak pogodzić dwóch weekendowych wyjazdów i musiałam wybrać jeden. Przebywanie z instruktorami i wędrownikami, ta ilość pozytywnej energii do czerpania garściami działały jak narkotyk. Wierzyłam, że robimy razem rzeczy naprawdę ważne. Śpiewanie do czwartej nad ranem, rozmowy i wspólne knucie, jak uczynić wędrownictwo jeszcze lepszym, to nie była norma, tylko najcudowniejszy obowiązek.

Co jakiś czas z ponurego świata dorosłych do mojego małego raju dostawała się jakaś gradowa chmura i zasłaniała słońce. „Czynnik geriatryczny”, hasło zasłyszane od starszych Akademików, oznaczające potrzebę dostosowania zadania do wieku, pojawiło się pierwsze. To na przykład zwiększenie liter rzucanych przez rzutnik, konieczność nocowania na czymś miękkim i w pobliżu prysznica z ciepłą wodą, a także obowiązek umiejscowienia kawy w jak najbliższej odległości.

Z każdym tygodniem funkcjonowania jako dorosła osoba, która sama zarabia na swoje utrzymanie i w dodatku ma ciężko wypracowany, ale niewiele znaczący tytuł naukowy, zaczęłam czuć cień gradowej chmury wyraźniej. Radość ze spotkań z harcerskimi przyjaciółmi zaczęła powoli zamieniać się we wspomnienie, a nie cotygodniowy rytuał. Każdy wolny weekend stał się dobrem luksusowym. Gradowa chmura zagrzmiała, na jakiś wyjazd nie dostałam wolnego, na inny nie mogłam pozwolić sobie finansowo ani czasowo – bo przecież życie bez studenckiej zniżki na podróże nie jest już tak różowe. Mimo wszystko harcerstwo nadal kusiło wszystkim tym, co kiedyś: możliwościami, ludźmi, przebywaniem w przyrodzie, pasją odkrywania, pracą nad sobą.

Człowiek pracujący jest już kimś innym. Ceni każdą minutę czasu, który ma dla siebie.

Kiedy po raz kolejny zapragnęłam iść spać o północy, będąc na wyjeździe ze śpiewającymi wędrownikami, zrozumiałam, że gradowa chmura pękła i leje się z niej strumień naprawdę lodowatej wody prosto na moją głowę. Człowiek pracujący jest już kimś innym. Ceni każdą minutę czasu, który ma dla siebie. Chce odpocząć, bo inaczej nie uda mu się wypełniać obowiązków zawodowych oraz rodzinnych, które traktuje poważnie. Harcerstwo zaczyna widzieć bardziej z góry, musi się do niego zdystansować. Serce nadal ma gorące, chce pomagać i walczyć, ale nie będzie leżał Rejtanem pod drzwiami do chorągwi, bo zwyczajnie nie ma na to czasu. Albo raczej – nie to jest jego priorytetem.

Najwspanialszy prezent od harcerstwa ci dorośli ludzie już dostali.

Trwa odliczanie. Już za kilka miesięcy 21-latkowie bez otwartej próby przewodnikowskiej będą musieli odwiesić harcerskie mundury do szaf. I niech im nawet przez myśl nie przemknie, by je z powrotem wyciągać. Mają inne rzeczy do zrobienia w tym świecie. Lepiej wcześniej się do tego przyzwyczaić i potraktować dorosłe życie jako kolejną wielką przygodę. Najwspanialszy prezent od harcerstwa ci dorośli ludzie już dostali. Czas przekazać dalej nasz pełen radości raj, zasady współpracy, organizację czasu i pasję. To trudne, gdy ma się obrzydliwą gradową chmurę nad głową. Jednak z tych rozmów z przeszłości, ze wszystkich górskich wędrówek oraz ze śpiewania po nocach mam taką pewność, że właśnie po to jest się wędrownikiem, by podejmować wyzwania.

Dla dorosłych instruktorów, którzy są w podobnej chmurze jak ja, a nie chcą rezygnować z harcerstwa na wysokich obrotach, nie mam póki co żadnej dobrej rady. Ale jestem pewna, że jak trochę zmokniemy, to razem coś wymyślimy.

Kasia Rożek - absolwentka grafiki na UMK w Toruniu. Event manager w agencji reklamowej X5 Productions. Była szefowa Zespołu Harcerstwa Akademickiego, instruktorka Zespołu Wędrowniczego w Wydziale Wsparcia Metodycznego GK, znana głównie z pracy z akademikami oraz wędrownikami w Chorągwi Kujawsko-Pomorskiej. Komendantka Wędrowniczej Watry 2012. Rysuje komiksy na blogu www.kasiarozek.pl.

  • Irena Borucka

    W skrócie – powiedz to Oldze Małkowskiej albo samemu Bi-Pi.
    Jest czas na bycie zuchem, harcerzem, wędrownikiem – a potem – instruktorem…

    34-letnia drużynowa. Pozdrawiam.

  • Agnieszka Warjas-Hebenstreit

    dokładnie myślę to co Irena Borucka – odeszłam … znalazłam połówkę , założyłam rodzinę , urodziłam dzieci, zrealizowałam się zawodowo , dzieci podrosły do wieku zuchowego i wróciłam – bo to HARCERSTWO jest NARKOTYKIEM ..pozdrawiam życząc tegoż samego …
    Drużynowa 1DW Czterolistna Koniczyna im Emilii Plater .

    Moi na foci udający się na żareło śniadaniowe…

  • Andrzej Zawalski

    No to druhno Kasiu dochodzi jeszcze czynnik „druga połówka” i rodzina. I teraz nagle się robi: podwójna/potrójna/poczwórna ilość uroczystości rodzinnych, jeszcze jak się zostanie rodzicem chrzestnym lub urodzą się nam dzieci i mamy również zobowiązania wobec chrzestnych naszych dzieci itd….. to już praca harcerska schodzi na plan kolejny i kolejny i na sam koniec. Z autopsji wiem, że cały czas jest pod górkę. „czynnik geriatryczny” nie doskwiera tak jak „czynnik zobowiązań rodzinnych”

  • Łukasz P.

    No i chyba wszystko w temacie :D

  • Guest

    Nie zawsze jest tak łatwo… Mam 30 lat, postanowiłam wrócić, założyć drużynę, zorganizować od czasu do czasu jakiś rajd i co?? Harcerstwo w tej chwili to tak wielka biurokracja, że zastanawiam się czasami czy mam przygotować się do pracy czy może wypełniać kolejny dokument zhpowski.
    Nie powiem, są momenty OGROMNEJ SATYSFAKCJI jednak mam wrażenie, że niewielu ludzi docenia to, że CHARYTATYWNIE poświęcamy czas zupełnie obcym dzieciom, nie mając z tego tytułu zupełnie nic poza wspomniana już satysfakcją. Znajomi często pytają mnie „po co to robisz? chce ci się?”. Będąc w pewnym wieku człowiek analizuje wszystko i obawiam się, że mimo możliwości jakie idą z wiekiem i doświadczeniem wielu instruktorów nie podejmie ponownie tej walki.
    Gwoździem do trumny jest według mnie składka instruktorska… dla niektórych wysoka dla innych nie, ogólnie nie jest istotna stawka, ale sam fakt. Poświęcamy swój czas, a wręcz cała masę czasu, dajemy dzieciakom wszystko co wydaje nam się najlepsze, musimy jeździć na każdy rajd – obóz oczywiście odpłatnie (dzieci mogą sobie wybrać, drużynowy jako opiekun nie ma takiej możliwości, musi być wszędzie, gdzie chcą być jego ludzie), wydajemy prywatne pieniądze na paliwo, by coś przygotować, na przygotowanie zbiórki, bo często czegoś brakuje, w pocie czoła pracujemy na dobre imię harcerstwa, a na koniec co???? Zapłać jeszcze 48zł składki, bo nie będziesz mieć zaliczonej służby….. PRZYKRE

  • Irena Borucka

    Cóż – „harcerz jest oszczędny i ofiarny” – jeśli 4 zł miesięcznie to problem dla dorosłej osoby, to jakim przykładem ma być dla swoich wychowanków? A papierologia uczy… Albo opanowania i systematyczności, albo delegowania obowiązków ;)

  • Olga Jeżak

    Nie zawsze jest tak łatwo… Mam 30 lat, postanowiłam wrócić, założyć drużynę, zorganizować od czasu do czasu jakiś rajd i co?? Harcerstwo w tej chwili to tak wielka biurokracja, że zastanawiam się czasami czy mam przygotować się do pracy czy może wypełniać kolejny dokument zhpowski.

    Nie powiem, są momenty OGROMNEJ SATYSFAKCJI jednak mam wrażenie, że niewielu ludzi docenia to, że CHARYTATYWNIE poświęcamy czas zupełnie obcym dzieciom, nie mając z tego tytułu zupełnie nic poza wspomniana już satysfakcją. Znajomi często pytają mnie „po co to robisz? chce ci się?”. Będąc w pewnym wieku człowiek analizuje wszystko i obawiam się, że mimo możliwości jakie idą z wiekiem i doświadczeniem wielu instruktorów nie podejmie ponownie tej walki.

    Gwoździem do trumny jest według mnie składka instruktorska… dla niektórych wysoka dla innych nie, ogólnie nie jest istotna stawka, ale sam fakt. Poświęcamy swój czas, a wręcz cała masę czasu, dajemy dzieciakom wszystko co wydaje nam się najlepsze, musimy jeździć na każdy rajd – obóz oczywiście odpłatnie (dzieci mogą sobie wybrać, drużynowy jako opiekun nie ma takiej możliwości, musi być wszędzie, gdzie chcą być jego ludzie), wydajemy prywatne pieniądze na paliwo, by coś przygotować, na przygotowanie zbiórki, bo często czegoś brakuje, w pocie czoła pracujemy na dobre imię harcerstwa, a na koniec co???? Zapłać jeszcze 48zł składki, bo nie będziesz mieć zaliczonej służby……. PRZYKRE

  • Olga Jeżak

    4 zł?? w ciągu ostatniego miesiąca wydałam ponad 100zł na drużynę i jestem więcej niż pewna, że podobna sytuację ma wielu drużynowych. 4 zł to jedynie moja składka, do tego rajd, dojazdy na zbiórki, założenie za składkę członkowską za dziecko, którego nie stać, materiały na zbiórki. Inaczej pracuje się z dziećmi z wielkiego miasta, a inaczej z dzieciakami z popeegerowskich wiosek, gdzie każdy grosz idzie na kompletowanie umundurowania i drużyny nie stać zupełnie na nic. A delegowanie obowiązków… jak to ładnie brzmi.. szczególnie gdy w drużynie są same dziesięciolatki :)

  • Irena Borucka

    Mam drużynę wielopoziomową, praktycznie od 5 do 21 lat.
    Z 4 gmin, w których wioski popeegerowskie byłyby luksusowe…
    Nie ma więc sensu się licytować – chcę tylko napisać, że albo się chce działać i się działa, albo się działa i narzeka, nasze intencje działają na atmosferę, a atmosfera na członków drużyny. Jeżeli komukolwiek powiem, że robię mu łaskę i odejmuję sobie od ust, żeby być z nim na zbiórce, to łamię podstawowe zasady działania w harcerstwie: pozytywność i dobrowolność… Powodzenia Druhno!

  • Olga Jeżak

    Chyba mnie Druhna zupełnie nie zrozumiała. Robię to bo lubię i dzieciaki doskonale o tym wiedzą! Tylko pytanie do GK robi dla nas, instruktorów? Bo mam dziwne wrażenie że w całej tej walce o dobro dzieciaków, drużynowy jest na końcu „łańcucha pokarmowego” i nie piszę tylko ze swojej perspektywy, ale widzę jak walczą ze wszystkim młodzi drużynowi, którzy organizują akcje zarobkowe tylko po to by opłacać składki członkowskie, zamiast przeznaczać to na cele wychowawcze.

  • Nina

    Jeśli ktoś, kto ma 21 lat, jest stary, nie może spać na karimatach i przeżyć bez kawy, to ja nie wiem, dlaczego w ogóle został harcerzem.

  • Basia Ponicka

    Mądrze powiedziane… Tylko jeszcze Kasiu dodaj do tego męża i dziecko/dzieci… Harcerstwo w dorosłości to zupełnie inny wymiar… ;)

  • Michał Jabczyński

    Druhno Kasiu, jeśli Druhna opracuje jakiś sposób na wydłużenie doby lub tygodnia na tyle, żeby starczyło czasu na pracę, życie prywatne i harcerstwo, to bardzo proszę o jakieś wskazówki, naprawdę by się przydały!

  • Stach

    Kasiu, artykuł bardzo ciekawie napisany, czytałem go z zainteresowaniem, odnajdując siebie tu i ówdzie. Świadczy on jednak o kilku błędach. Nie można zaangażować się w harcerstwo bez reszty. Po prostu nie można, i nie da się. Następuję normalne ,,zmęczenie materiału”, a gdy do tego dochodzi rodzina (czy jej brak , i chęć założenia), to nic dziwnego, że zaczyna się pojawiać ta ,,gradowa chmura”.
    Jestem w innej sytuacji. Przez wiele lat byłem drużynowym, teraz już jestem na harcerskiej emeryturze, ale wciąż działam. Z oddali, jak to mówię. Jestem już w roli dziadka, którego młodsi mogą zapytać o radę, poprosić o pomoc, czy wreszcie do którego mogą wpaść na herbatę. Inny wiek, inne możliwości fizyczne, inna rola życiowa.
    A przecież , mimo naprawdę intensywnego harcerskiego życia mam rodzinę, dobrze wychowane dzieci…
    Mógłbym tu dużo jeszcze pisać, bazując na moich doświadczeniach. Ale nie muszę. W dyskusji odezwały się osoby , które przechodzą właśnie teraz różne etapy harcerskich trudności i przyjemności.
    Harcerstwo to narkotyk. A na narkotyki nie ma zbyt skutecznych sposobów. To jak w zasłyszanym dawno wierszyku :
    Miłość to jest taki rów,
    gdy weń wpadniesz – bywaj zdrów !
    Na narkotyki nia ma zbyt wielu łatwych i skutecznych sposobów. Ale nie ma rady. Nie możesz ich całkowicie odstawić – dozuj je.
    Wiem, wiem, łatwo tak powiedzieć…
    Siły i wytrwałości życzę wszystkim tym, którzy działają, chcą działać , i chcą też pełnić inne życiowe role. To naprawdę może się udać. Byle działać z głową.
    Czuwaj !

  • Stach

    Jako przypuszczalnie starszy, pozwolę sobie na krótki komentarz.
    To absolutnie nie jest wszystko w tym temacie.

    I już.

  • djdomin

    Co do 21-latków… Zawiszacy mają od lat wypracowany obrzęd pożegnania wędrownika, bo jest oczywiste, że harcerstwo ma wychować dobrego młodego człowieka – a nie jest rozrywką dla dorosłych.

    Może warto by i u nas o czymś takim pomyśleć, aby te rozstania zaczęły być normalnym etapem na harcerskiej ścieżce życia, a nie jakimś odejściem z nudów czy – co gorzej – administracyjnym skreśleniem człowieka ze względu na ukończone 21 lat…

    A póki co – żadnych propozycji nie widziałem. Może są, tylko za mało rozpowszechnione?

  • Piotr Gryziak

    Też nie widziałem propozycji.

  • Piotr Gryziak

    Pozwolę sobie wrzucić „pewien obrazek”, którego moim zdaniem zabrakło przy tym artykule.

  • Rafał Jachimowski

    Wszystko zależy od stylu życia. Mimo 26 wiosen na karku, rodziny i pracy w systemie dyżurów 12 godzinnych, nie wiedząc już czym jest weekend lub święto „wolne od pracy” zawsze znajdzie się choć chwila by założyc mundur i wyruszyć w teren. Niestety nie jest to już to samo co kiedyś. Harcerstwo jest dla młodych, lecz nadal mamy możliwość (ba… obowiązek) wrzucić swoje 3 grosze z portfela doświadczeń do wychowania kolejnych pokoleń

  • kajtek6509

    Jeżeli ktoś czuje, że się wypalił, to dla tej osoby już prawdopodobnie nie ma ratunku. Sorry, ale sami dobijacie sobie gwóźdź do trumny. Kiedy byliście młodymi harcerzami, to instruktorzy robili wszystko, żeby Was zachęcić do harcerstwa. Organizowali zbiórki, biwaki, obozy, spontaniczne wyjazdy, no po prostu stawali na głowie dla Was. Najlepsze jest to, że sami się przy tym dobrze bawili. Dorośliście. Teraz Wy jesteście instruktorami i to Wy macie robić to, co kiedyś Wasi instruktorzy. Teraz Wy organizujcie coraz nowsze, lepsze biwaki, zbiórki czy obozy i bawcie się przy tym. Kiedy młodzi harcerze skaczą i się bawią, ja robię dokładnie to samo i ani trochę nie czuję się z tym głupio. To jest harcerstwo, tutaj nikt się z nikogo nie śmieje z tego powodu, że ktoś się bawi. A jeśli czujecie, że coś nie gra i GK nic z tym nie robi, to sami to zmieńcie. No sorry, nie jesteście już dziećmi, które czekają, aż coś się dla nich zrobi. Sami ruszcie tyłek i cieszcie się, że potraficie uszczęśliwić innych. Kennedy powiedział kiedyś „Nie pytaj, co Twój kraj może zrobić dla Ciebie. Pytaj, co Ty możesz zrobić dla swojego kraju.” Ja powiem tak – nie pytaj, co harcerstwo może zrobić dla Ciebie. Pytaj, co Ty możesz zrobić dla harcerstwa.

  • Konrad Strzelecki

    Temat był poruszany podczas konferencji instruktorskiej na Watrze Wędrowniczej 2014. Dyskusje prowadziła para Ewa Sidor i Łukasz Czokajło, zostały stworzone pewne wnioski które miały być przekazane dalej.