Wędrownictwo jest trudne

Marta Tittenbrun / 31.03.2015

W zuchach można się bawić do woli, w drużynie harcerskiej trzeba się trochę uczyć, ale można poprzez zabawę, a w wędrownictwie nagle trzeba stać się dorosłym i pójść w świat. Powodzenia drużynowym wędrowniczym!

To wielka odpowiedzialność i ogromne wyzwanie: z harcerza zrobić wędrownika.

Zmiana z harcerza w wędrownika to – w teorii – zmiana olbrzymia. Przychodzi do drużyny harcerz, który do tej pory na zbiórkach uczył się poprzez zabawę (albo bawił się poprzez naukę, bo różnie to bywa), trochę się wygłupiał, sporo pląsał i korzystał z mnóstwa kolorowych materiałów. A tu nagle TRACH! Wyczyn, wyzwanie, mistrzostwo, pomyśl, pomóż, działaj. Wędrówka, powaga, trudne rzeczy. Problem polega na tym, że to są trudne rzeczy przede wszystkim dla drużynowego wędrowniczego. To wielka odpowiedzialność i ogromne wyzwanie: z harcerza zrobić wędrownika.

Drużynowy harcerski nie ma takich zmartwień na głowie. Pobawi się ze swoimi podopiecznymi kilka lat (zgodnie z metodyką – maksymalnie trzy) i „pchnie” ich dalej – do starszaków albo do wędrowników. Zajmie się rozwojem nowego narybku. To też nie jest łatwe, nikomu nie odbieram prawa do dumy i satysfakcji! Drużynowy wędrowniczy ma jednak poważny problem – musi sobie postawić pytanie: „Quo vadis?”. Czym ma być wychowanie w jego drużynie wędrowniczej? Jakim człowiekiem ma być jego 16-letni wędrownik za 5 lat, gdy przestanie go obejmować ta metodyka? Jak pokierować ludźmi, którzy na jego oczach stają się dorośli? Powiedzmy sobie otwarcie: bycie drużynowym wędrowniczym to cholernie trudne i odpowiedzialne zadanie. A przynajmniej takie właśnie powinno być.

Wędrownictwo to ostatni moment na wychowanie, przygotowanie do dorosłego życia, ostatnia prosta.

Wędrownik może mieć 16 lat, a może mieć też 21. Może być w pierwszej klasie liceum, może właśnie zdawać na studia, a może też być w trakcie pisania pracy licencjackiej. Może przeżywać swoją pierwszą miłość, a może też już zacząć poważnie myśleć o ślubie. Może po szkole chodzić na taniec współczesny, trenować bieganie, a może też szukać trzeciej pracy, bo w dwóch poprzednich miał problemy z szefem. Ta rozpiętość, te przepaści mogą się kumulować w jednej drużynie, której lider ma nie lada wyzwanie: „wychowywanie młodego człowieka, czyli wspieranie go we wszechstronnym rozwoju i kształtowaniu charakteru”… Wędrownictwo to ostatni moment na wychowanie, przygotowanie do dorosłego życia, ostatnia prosta, po której dwudziestoparoletni człowiek ma być odpowiedzialny, zaradny, trzeźwo myślący, rzetelny, obowiązkowy, godny zaufania, aktywny, przedsiębiorczy, samodzielny, rozwinięty fizycznie, duchowo i intelektualnie.

Parafrazując Naczelnego Skauta Świata: mamy szansę „zostawić wędrownika lepszym, niż go zastaliśmy”.

Oczywiście drużynowy nie jest jedyną osobą, która takiego młodego człowieka ma ukształtować, ale ZHP jest przede wszystkim organizacją wychowawczą i właśnie na to powinny być ukierunkowane nasze – instruktorów – działania. Wychowanie – odpowiedzialne i efektywne – powinno być naszym priorytetem. Zresztą jest to zapisane w związkowej misji. Na poziomie wędrowniczym jest to po prostu trudne, wymaga skupienia, wytężonej pracy, mobilizacji i duuużo myślenia. Zakładając, że wędrownik po ukończeniu 21 lat odejdzie z organizacji (wcale nie trzeba zostawać instruktorem, żeby być lepszym człowiekiem), musimy zdążyć pomóc mu przygotować odpowiednią wyprawkę. Przemyśleć, jak duża powinna być to walizka i co w niej ma być. Co będzie mu najbardziej potrzebne? Czego jeszcze nie ma, a bez czego sobie nie poradzi? Upychanie tam doświadczeń i umiejętności lepiej rozłożyć w czasie, bo w pewnym momencie może się okazać, że pociąg z naszym wędrownikiem odjeżdża i czego się nie zdążyło spakować, bez tego wędrownik sobie odjedzie w siną dal. Nie znaczy to, że bez nas sobie nie poradzi w życiu. Ale – parafrazując Naczelnego Skauta Świata – mamy szansę „zostawić wędrownika lepszym, niż go zastaliśmy”.

Nie twórzmy sztucznej rzeczywistości, odpowiadajmy na realne potrzeby.

Zachęcam więc wszystkich instruktorów działających w metodyce wędrowniczej, aby nie bawili się ze swoimi podopiecznymi w harcerstwo, ale dzięki zdobytemu przez lata doświadczeniu przygotowywali ich do dorosłego, odpowiedzialnego życia. Tego poza harcerstwem. Róbmy rzeczy prawdziwe, pamiętajmy o celowości działania, stymulujmy intensywnie do rozwoju, nie twórzmy sztucznej rzeczywistości, odpowiadajmy na realne potrzeby. Wasi wędrownicy już za chwilę (lub za kilka lat) zostaną ojcami, matkami, kandydatami na pracownika, doktorantami, być może szefami, koordynatorami. Postarajcie się ich jak najlepiej do tego przygotować.

Marta Tittenbrun - zawodowo zajmuje się pisaniem i redagowaniem. Jest dziennikarką sportową i pisze głównie o bieganiu, a sama najbardziej lubi biegać w górach. W harcerstwie redaktor naczelna „Na Tropie”, instruktorka Zespołu Wędrowniczego Wydziału Wsparcia Metodycznego GK oraz instruktorka Zespołu ds. informacji Wydziału Komunikacji i Promocji GK.

  • Irena Borucka

    Dzięki Marto, dodajesz sił! :)

  • dobrze dobrane w słowa. Chciałbym by wszyscy drużynowi wędrowniczy tak podchodzili do sprawy.

  • Połowicznie zgadzam się z druhną :)
    Jako świeżo upieczony wędrownik, nie sądzę, że to drużynowy ma trudne zadanie. To sam w sobie harcerz (niedługo, miejmy nadzieję, wędrownik) ma najwięcej trudności. Drużynowy w drużynie wędrowniczej, jak wskazuje metodyka, jest tym „równiejszym z równych” i on jedyne co powinien zrobić, to wesprzeć harcerza w tej przemianie. Nie może prowadzić go za rękę przez całą metamorfozę. Wydaje mi się, że ideą wędrowników jest również samodzielność i chociaż wiem, że nie jest to łatwe zadanie, to harcerz sam (ze wskazówkami i wsparciem drużynowego) musi ją przejść. Od tego są Próba Wędrownicza, próby na stopnie dla tego wieku, znaki służb. Sama dopiero przeistaczam się w prawdziwego wędrownika, ale wiem, że zawsze mogę o pomoc zwrócić się do mojego drużynowego. Taka relacja, myślę sobie, że jest bezcenna i idealna.
    Ponadto, nie zgadzam się z tym, że w drużynach harcerskich i gromadach zuchowych wszystko polega jedynie na zabawach i pląsaniu. Oczywiście, jest to ważna i dość charakterystyczna cecha. Jednak w wędrolach bawimy się i pląsamy równie często, co w innych pionach. To chyba zależy od podejścia drużyny. Jako przyszła przyboczna w drużynie harcerskiej staram się wkładać jak najwięcej elementów, które mogłyby nauczyć czegoś moich kochanych harcerzy. Nie wyobrażam sobie zbiórki, która przez zabawy i zadania nie miała żadnych założeń edukacyjnych. Dzieci w tym wieku chłoną wiedzę jak gąbka, więc dlaczego mamy z tego nie skorzystać? Uważam, że już od gromady zuchowej kształtujemy wędrownika, przygotowujemy go do dorosłego życia.
    Nie mniej jednak, artykuł bardzo mi się podoba i fajnie zobaczyć inny punkt widzenia :)
    Czuwaj!

  • Marta Tittenbrun

    Patrycjo, wydaje mi się, że mój tekst nie jest niezgodny z pierwszą częścią Twojego komentarza. To, o czym piszesz, czyli „drużynowy w drużynie wędrowniczej jest tym równiejszym z równych” itd., to właśnie ta trudna rola drużynowego. Wsparcie, dawanie wskazówek, ukierunkowywanie – w taki sposób, żeby wędrownik się rozwijał, to właśnie to wyzwanie. Nie piszę o tym, że drużynowy ma prowadzić wędrownika za rączkę – wiemy dobrze, że w tym pionie nie ma na to miejsca. Więc myślę, że zgadzamy się ze sobą :-)

  • Pingback: Na Tropie: Wędrownictwo jest trudne | Związek Harcerstwa Polskiego()