Głos z zaświatów
Co robiliście w 2015 roku? Ile mieliście wtedy lat? Czy byliście/ byłyście już wtedy harcerzami/ harcerkami? Opowiem Wam o swojej ostatniej dekadzie.
To teraz trochę retrospekcji. Między 2015 a 2025 wiodłam sobie całkiem fajne życie. Skończyłam studia. Pracowałam jako redaktorka tekstów, w tym redaktorka naczelna miesięcznika studenckiego. Rozpoczęłam „poważną” karierę zawodową, no wiecie, taką z umową o pracę, ale w branży nie związanej z pisaniem. Skończyłam terapię. Nauczyłam się odpuszczać i odpoczywać. Odbyłam wspaniałe podróże, krajowe i zagraniczne. Pracowałam w organizacjach pozarządowych. Robiłam świetne projekty edukacyjne. Działałam społecznie. Przeprowadziłam się z mniejszego miasta do większego. Umocniłam swoją pozycję zawodową. Wzięłam ślub. Zmieniłam nazwisko. Wzięłam kredyt. Kupiłam mieszkanie. Zaliczyłam pandemię. Pożegnałam parę bliskich osób. Urodziłam syna. Przeprowadziłam się z większego miasta do małego. Urodziłam córkę. Pracowałam w muzeum. Zaczęłam kolejną terapię. Spłaciłam kredyt. Posłałam dzieci do przedszkola. Zaczęłam pracę w instytucie badawczym. Poradziłam sobie ze starymi problemami. Pojawiły się nowe problemy. Dowiedziałam się o sobie tak wiele, że aż głowa mała.
Niezmiennie od tych dziesięciu lat (ba – nawet piętnastu!) jest przy mnie ten sam Mężczyzna.
A jaki ma to związek z ZHP? W 2015 roku skończyłam swoją harcerską przygodę. Po oddaniu drużyny i zmianie hufca nie mogłam się odnaleźć w organizacji. Otworzyłam stopień podharcmistrzyni, byłam nawet na świetnym, leśnym kursie podharcmistrzowskim, ale harcerski płomień we mnie gasł. To był czas ogromnych przemian w moim życiu, które zapoczątkowała wredna jędza – depresja. Był czas, że zrezygnowałam z każdej aktywności, łącznie z jedzeniem i wstawaniem. Leczenie trwało wiele tygodni, ale po powrocie do zdrowia nie wróciłam już do ZHP. Potrzebowałam zająć się sobą i swoim życiem. Niczego nie żałuję, bo jestem teraz w dobrym miejscu.
Gdy odchodziłam z organizacji Naczelniczką ZHP była hm. Małgorzata Sinica. Nie było Tipi, była Ewidencja. Harcerz miał nie pić alkoholu ani palić tytoniu. Nie było RODO. Nie było Standardów Ochrony Małoletnich. Nie było naramienników starszoharcerskich. Nie było czerwonych sznurów. Naczelną „Na Tropie” była Marta Szewczuk. W ZHP byli ludzie, których już dziś tu nie ma. Harcerskie duchy, podobnie, jak ja – z zaświatów.
Mundur odwiesiłam do szafy w domu rodzinnym. Harcerskie pamiątki schowałam do pudełka, również u rodziców. Drużyna, którą założyłam, przestała istnieć. Nie myślałam o powrocie do ZHP. Jednak rodzicielstwo sprawiło, że dawny, harcerski płomień zaczął tlić się na nowo. Na początku były harcerskie piosenki śpiewane zamiast kołysanek. Potem wyprawy do lasu i zabawy w zuchy. W końcu zachwyt w dziecięcych oczach, że mama potrafi rozpalić ognisko. I że to ognisko, wraz z piosenkami, ma magiczną moc przyciągania!
Dzieci rosną, niebawem staną się zuchami. Nie wyobrażam sobie obojętnie patrzeć na ich zaangażowanie w życie drużyny. Przecież mam ten harcerski gen działania – muszę coś robić wszędzie tam, gdzie się pojawię.
Klamka zapadła, wróciłam do organizacji po 10 latach. Nie wiem, na jak długo, nie wiem, na jaką funkcję. Nie wiem, jak się odnajdę, szczególnie, że zaczynam na nowo w nowym środowisku. Nie wiem, czy będę zdobywała jakieś stopnie. Chcę spróbować na nowo, ale bez presji. Liczę, że się uda. Na pewno dam znać. Czuwaj!
Przeczytaj też:
Agnieszka Bąder-Chudy - po dekadzie poza ZHP jest w procesie wracania do organizacji. Zawodowo zajmuje się koordynacją projektów i zespołów. Obecnie pracuje w instytucie badawczym. Jest żoną i mamą dwójki przedszkolaków. Lubi pisać, czytać i wędrować.
