Harcerstwo daje i odbiera
My, harcerze i harcerki, zwykliśmy widzieć naszą działalność w samych superlatywach. Również należałam do tej grupy do momentu, gdy na dekadę nie wyszłam z organizacji. Pozwoliło mi to trzeźwo spojrzeć na swoje umiejętności, talenty, zasoby oraz na cały system ZHP.
Gdyby nie harcerstwo to… czy Twoje życie byłoby równie wartościowe? Czy byłbyś szczęśliwy? Czy byłbyś w tym miejscu, w którym jesteś obecnie? Może nie osiągnął byś tak wiele? A może osiągnąłbyś o wiele więcej?
Przez chwilę zastanawiałam się, jaki jest cel pisania tekstów krytycznych względem organizacji, której zawdzięczamy tak dużo dobrego. Jednak, jak to bywa w grupach hermetycznych, warto spojrzeć na sprawy z innej perspektywy. Nie po to, by wprowadzić destabilizację, lecz jako trening krytycznego myślenia. A my, harcerze i harcerki, powinniśmy kierować się rozumem i logiką.
Wszystko, co zawdzięczasz harcerstwu, zawdzięczasz tak naprawdę sobie. Nikt za Ciebie nie wstąpił do organizacji, nie zrealizował tych wszystkich stopni i sprawności, nie koordynował projektów, nie sprawował funkcji. Nikt za Ciebie nie poznał tylu fajnych ludzi i nie przeżył tak wielu fantastycznych przygód. Organizacja, wraz ze swoim systemem i kadrą, tylko wsparła Cię w tym rozwoju. Po wszystko sięgnąłeś/aś sam/a.
Zaangażowanie w harcerskie sprawy to setki godzin wyjętych z Twojego życia. Nie wierzę, że nie odbywa się to kosztem Twojego życia osobistego czy innych pól działania.
PO PIERWSZE – RELACJE
Jeśli Twoja druga połówka i jedyni przyjaciele, jakich masz, są z ZHP, jesteś już na wygranej pozycji. W innych przypadkach dużo trudniej zadbać o dobre relacje międzyludzkie, godząc je z harcerską działalnością. W roku, gdy zostałam drużynową i instruktorką, jednocześnie weszłam w związek ze swoim obecnym mężem. Mój Luby nie miał żadnych harcerskich powiązań, więc nie mogłam go zabrać, w ramach randki, na zbiórkę, biwak lub obóz. Nieustannie musiałam kombinować, rozciągać dobę, zarywać noce. Byłam zła, że zobowiązania harcerskie zabierają mi najważniejszą część mojego życia. Odliczałam dni do momentu oddania drużyny.
Podobnie wygląda sprawa relacji z rodziną. Harcerz czasem bywa nieobecny na ważnych uroczystościach: urodzinach, imieninach, świętach, weselach. Jeśli zdarza się to raz na jakiś czas, można to jakoś przełknąć. Ale jeśli nie ma nas dla rodziny co drugi weekend w miesiącu?
Obecnie, najważniejszą relacją w moim życiu jest ta rodzinna, czyli z moim Mężem i dziećmi. Zatem naturalnym wyborem będzie dla mnie urlop z bliskimi, a nie obóz z harcerzami. Myślę, że to kwestia dojrzałości, wartości i priorytetów, które trzeba sobie w życiu ustawić na właściwych miejscach. Jeśli najwyżej będzie ZHP – to znak, że organizacja już coś Ci odebrała.
ROZWÓJ I KARIERA SĄ NIE TYLKO W ZHP
ZHP to wolontariat, zatem normalnym jest, że poza organizacją uczymy się, studiujemy, pracujemy. To powinien być priorytet dla każdego prawidłowo wychowanego harcerza – bo harcerzy wychowuje się do życia w społeczeństwie. Moje złote instruktorskie czasy przypadły na okres liceum i studiów. Czas matury i sesji przepełniony był dla mnie nie tylko nauką, ale i przygotowywaniem harcerskich przedsięwzięć. I choć np. organizacja rajdu rozwinęła we mnie pewne umiejętności, odbyło się to kosztem nauki. Czasem nie miałam już siły, by efektywnie nabyć wiedzę.
Drugą sprawą jest fakt, że jako młoda dorosła bardzo chciałam (i potrzebowałam) zarabiać pieniądze. W ZHP nie było to możliwe, zatem klepałam studencką biedę. Do dziś w głowie mi się nie mieści, że straciłam parę lat stabilizacji finansowej i budowania kariery zawodowej, bo wybrałam harcerski wolontariat. Oczywiście działalność charytatywna jest piękna, ale uważam, że równie pilnie powinniśmy uczyć harcerzy, że w pewnym momencie mogą i powinni zająć się przyziemnymi sprawami: pracą, rodziną, domem. Zdarza mi się spotykać na swojej drodze dorosłe osoby, które poza harcerstwem nie mają nikogo i niczego i myślę sobie, że jednak to ZHP nie wyszło mi na dobre.
ZDROWIE I DOBROSTAN NIE ZAWSZE SIĘ LICZĄ
Działalność społeczna to ciężki kawałek chleba. Harcerze wykonują mnóstwo nieodpłatnej pracy, działając, często, w bardzo trudnych warunkach. Trzeba zająć się bandą dzieciaków (czasem samemu będąc jeszcze dzieckiem), przygotować zbiórkę, pojechać na kurs, zrealizować próbę na stopień i zorganizować obóz. My to naprawdę robiliśmy i robimy do dziś! Takie tempo życia nierzadko prowadzi do wypalenia, przemęczenia, kryzysów lub chorób. Ile razy zignorowałeś dolegliwości zdrowotne w imię pracy na rzecz ZHP? Ja – wielokrotnie. Mój dobrostan był na ostatnim miejscu, za harcerstwem, studiami i pracą. Nie skończyło się to dobrze, bo zachorowałam na depresję i na parę tygodni zaprzestałam normalnego życia.
Choć bilans zysków i strat nadal jest na korzyść harcerstwa, mam poczucie wielu utraconych szans. Relacje, które się nie rozwinęły, wyjazdy, na które nie pojechałam, imprezy, na które nie poszłam, prace, których nie podjęłam… zebrałaby się tego pokaźna lista. Warto mieć zatem na uwadze, że harcerskie zaangażowanie wymaga licznych poświęceń. I że gdyby nie organizacja to również mógłbyś żyć sobie szczęśliwie, być może w innym miejscu życia.
Liczne umiejętności i znajomości, które nabywamy w harcerstwie, można nabyć również w innych miejscach.
Przeczytaj też:
Agnieszka Bąder-Chudy - po dekadzie poza ZHP jest w procesie wracania do organizacji. Zawodowo zajmuje się koordynacją projektów i zespołów. Obecnie pracuje w instytucie badawczym. Jest żoną i mamą dwójki przedszkolaków. Lubi pisać, czytać i wędrować.
