Rodzice – w szeregu zbiórka!

Agnieszka Bąder-Chudy / 01.06.2026

Za niemal każdym harcerzem i każdą harcerką stoją oni – rodzice. Powierzyli organizacji swoje najcenniejsze skarby, usuwając się następnie w cień. Fakt, że nie angażujemy ich wystarczająco w życie naszych jednostek uważam za największe frajerstwo w ZHP.

Dorośli, dojrzali ludzie, ustabilizowani zawodowo, finansowo, społecznie, rodzinnie – przynajmniej tak zakładam. Mają ogromną wiedzę i umiejętności w różnych dziedzinach. Mają ciekawe doświadczenia i wiele interesujących informacji do przekazania. Mają dzieci, więc co nieco znają się również na wychowaniu. Mają środki finansowe i są gotowi się w jakimś stopniu nimi podzielić. Wymarzeni sojusznicy dla organizacji pozarządowej. Potencjalni instruktorzy, wsparcie dla kadry, sponsorzy, eksperci. Dlaczego jeszcze ich nie ma w ZHP?

Często to wygląda tak – dzieciak do harcówki, a rodzic za drzwi. Dwa razy w roku jakieś wspólne ognisko, spotkanie organizacyjne lub wigilia. A poza tym? Rodzic wykłada kasę na składki i obóz, wozi na zbiórki i biwaki, pomaga załatwiać różne „dorosłe sprawy”. Czasem poprowadzi zbiórkę. Ale nadal zostaje w cieniu, niezauważony.

Ale żeby nie było, że od zawsze jestem taka mądra i doświadczona – nigdy przesadnie nie angażowałam rodziców w życie swojej drużyny.  Jako młoda drużynowa nie zauważałam ich myśląc, że trzeba się skupić na dzieciakach. Bałam się nadgorliwych mamuś i tatusiów, którzy będą podważać sens metody harcerskiej i/lub kwestionować to, w jaki sposób pracuję z młodzieżą. Bałam się krytyki, bo sądziłam, że z takiego rodzica jest więcej szkody niż pożytku. Na kursach instruktorskich również nie było mowy o pracy z rodzinami naszych podopiecznych, co uważam za ogromny błąd.

Teraz sama jestem mamą potencjalnych zuchów. Inaczej niż kiedyś patrzę na rolę rodzica w ZHP. Moje dzieci są dla mnie największą motywacją, by wrócić do służby instruktorskiej i zaangażować się w życie gromady. Nie wyobrażam sobie kwestionowania tego, co robi kadra drużyny, ale nie wyobrażam sobie, że nie pomagam tym młodym, dzielnym ludziom. Bo tak, moi Drodzy, już wiem, że rodzice to są ludzie, którzy mają ogromny szacunek i wdzięczność dla drużynowych. Oni najlepiej rozumieją, jak trudna i wymagająca jest opieka nad dziećmi.

Jako rodzic bardzo bym chciała dostać od kadry drużyny różne konkretne propozycje zaangażowania. Chciałabym również mieć przestrzeń, by zaproponować również swoje pomysły. I myślę, że takich rodziców, jak ja jest więcej. Warto wyjść do nich z planem działań i otwartością. Być może włączą się tylko w poszczególne akcje. Być może nie zaangażują się w ogóle, co też jest ok. A być może taka mama lub tata połkną harcerskiego bakcyla i sami ruszą instruktorskim szlakiem? Już i o takich historiach słyszałam.

Taki rodzic to skarbnica, nie tylko finansowa. Skoro jako organizacja narzekamy na braki kadry lub środków, może sięgnijmy na początku po tych sojuszników, których znamy i z którymi mamy coś wspólnego? Spójrzmy na rodziny naszych harcerzy szerzej – zaangażujmy je w nasze działania. Oprócz rodziców mogą być to również dziadkowie, rodzeństwo, dalsi krewni – zobaczmy, kto żyje w najbliższym otoczeniu naszych podopiecznych. Zróbmy coś ciekawego również dla rodzin. Może biwak harcerski, drużynowo-rodzinny? Wspólne obozowanie? Wędrówka z ogniskiem? Festiwal muzyczny? Warsztaty technik harcerskich? Współcześni rodzice są mocno zaangażowani w życie swoich pociech – włączmy ich w harcerski świat zamiast wykluczać.

A środowiskom, które współpracują z rodzinami swoich harcerzy, serdecznie gratuluję. Dajcie znać, jak to robicie.

Przeczytaj też:

Agnieszka Bąder-Chudy - po dekadzie poza ZHP jest w procesie wracania do organizacji. Zawodowo zajmuje się koordynacją projektów i zespołów. Obecnie pracuje w instytucie badawczym. Jest żoną i mamą dwójki przedszkolaków. Lubi pisać, czytać i wędrować.