„Baczność”, „wróć” i wędrownik
Piękny niedzielny poranek na biwaku letnim, słońce praży, zapach jeziora wkrada się w nos – a Ty? Stoisz w pełnym umundurowaniu, ktoś krzyczy komendę; mylisz się i pada legendarne „Wróć!”.
Dla wielu z nas ta sytuacja nie jest jedynie wyobrażeniem, a wspomnieniem – każdy choć raz ten zwrot w swoim życiu usłyszał, czy to w pięknym słońcu na biwaku, czy na zbiórce drużyny. Z jednej strony każdy harcerz od najmłodszych lat mierzy się z nauką ceremoniału i zasad dotyczących umundurowania, tak żeby w tym jednym najważniejszym momencie w poprawny sposób zrobić w tył zwrot. Z drugiej, to najczęściej wędrownicy muszą mierzyć się z 103 stronami „Regulaminu musztry i ceremoniału” – nie tylko po to, aby ze zrozumieniem wykonać komendę, ale po to, żeby wiedzę przekazać młodszemu pokoleniu.
Matematyczne szaleństwo czy precyzyjny rytuał?
Pochylmy się nad samym tekstem. O ile cele i zamysł Regulaminu starają się w jasny sposób przekazać nam wiedzę dotyczącą powyższych zagadnień, to na wstępie należy zadać sobie pytanie czy liczba stron nie jest nadmierną biurokratyzacją naszej organizacji. Zaglądając w zakamarki tego dokumentu, stopień matematyzacji zagadnień przyprawi niektórych o zawrót głowy i chęć zamknięcia pliku. Regulamin precyzyjnie określa nawet tempo marszu – 112-116 kroków na minutę. Ani mniej, ani więcej. Nie sposób pomyśleć czy przypadkiem nie jest to próba zamienienia nas w mechaniczne zabawki nakręcane kluczykiem, jednak w całej tej matematycznej precyzji istnieje sens. Powyższy rytm to nic innego jak wspólne tętno Twojego patrolu. Kiedy idziecie w dwudziestkę i nagle, bez słowa, wszyscy uderzacie butem o asfalt w tym samym ułamku sekundy, dzieje się magia. To moment, w którym dwudziestu indywidualistów – z których każdy ma inne poglądy, inne studia i inne problemy – staje się jednym organizmem. Musztra to najbardziej analogowy „system operacyjny”, jaki kiedykolwiek wymyślono, by zintegrować grupę.
Regulamin porusza również zagadnienie związane z laską skautową – dla postronnego obserwatora to po prostu kawałek drewna, dla dokumentu jednak rekwizyt wymagający niemal baletowej precyzji. „Do nogi”, „Prezentuj”, salutowanie lewą ręką. W pewien sposób, jest w tym coś niesamowicie oldschoolowego. W świecie, gdzie wszystko jest cyfrowe i płynne, musztra z laską przywraca nas do korzeni, do fizyczności i konkretu. To trochę jak nauka gry na klasycznym instrumencie – wymaga cierpliwości, ale daje satysfakcję, której nie zastąpi żaden „lajk” pod zdjęciem w mundurze.
Prawdziwy test dojrzałości czeka nas jednak przy ceremoniale sztandarowym – to tutaj wędrownicza dbałość o szczegóły spotyka się z sacrum. Regulamin jasno określa, że sztandar podczas oddawania honorów należy nachylić pod kątem 45 stopni – nie 40, nie 47, nie 50. Czy jeśli zrobilibyśmy to inaczej i kąt odchyliłby się w jedną, albo drugą stronę to świat by się zawalił? Pewnie nie, ale różnica może wpływać na postrzeganie tej, z pozoru prostej czynności jako służby, a zwyczajnym „odwaleniem roboty”. Regulamin uczy nas, że detale także mają znaczenie. Zarówno to, jak pracujemy ze sztandarem jak i to, jak składamy flagę państwową, jeden z najważniejszych znaków symbolizujących suwerenność państwową. Nie chodzi tu o zwykłe złożenie kawałka materiału, tak aby przypominał trójkąt, ale pokazanie, że znamy historię, dzięki której tu jesteśmy i wyrażamy jej odpowiedni szacunek.
Na koniec lądujemy przy rozdziale dotyczącym „procedencji” czyli w skrócie kto pierwszy, kto ważniejszy, kto, gdzie stoi. W pewnym sensie może przypominać nam to feudalny dwór, gdzie każdy zasiadał na swoim miejscu, z należnymi honorami i przywitaniami, ale w wędrowniczym świecie daje nam swoistą lekcję pokory i uważności. Hierarchia, którą nam prezentuje, nie służy budowaniu ego liderów czy wyznaczenie kto aktualnie znajduje się w centrum uwagi, ale wprowadza ład w chaosie uroczystości. To umiejętność odnalezienia swojego miejsca w strukturze, gdzie ważniejsze niż „ja”, jest „my”.
Rama, która chroni obraz
Regulamin musztry, możemy traktować niejako jako „ramę dla obrazu”, przy czym obrazem jest nasza organizacja, przygoda i wartości stanowiących jej podwaliny. Rama nie jest tym samym najważniejsza, ale to właśnie ona sprawia, że obraz się nie rozsypuje i dobrze prezentuje się na ścianie historii.
Nasze legendarne, a wręcz sakramentalne „Wróć!”, nie ma więc na celu ugodzenia naszej dumy czy wytknięcia błędów – powinniśmy traktować je jako swoisty przycisk „Reset”, który daje nam szansę jeszcze raz, a co najważniejsze, wspólnie, osiągnąć stan harmonii. Musztra nie ma być tresurą czy próbą zmechanizowania jednostek w dobrze naoliwiony system, a wspólną choreografią wartości. To właśnie zrozumienie jej sensu ma nam w tym pomóc.
Przeczytaj też:
Agnieszka Żylińska - drużynowa 21 Goniądzkiej Drużyny Wędrowniczej „Ursus”. Prywatnie pracuje nad doktoratem z dziedziny nauk prawnych i trenuje squasha. W wolnej chwili lubi także grać w gry planszowe i komputerowe.
