„Co rok ta sama heca…”
Co roku z okazji Dnia Myśli Braterskiej wracamy do początku skautingu. Wspominamy jego ideę, a wraz z nią Sir Roberta i Lady Olave Baden-Powell. Tu pojawia się pytanie: Ile można mówić o tej samej osobie i po co wciąż do niej wracać?
Można i zrobię to jeszcze raz. Tylko inaczej.
Bi-Pi
Ten skrót to nie nazwa brytyjskiego przedsiębiorstwa naftowego. Każdy kto jest harcerzem, niezależnie od tego, czy jest w mundurze miesiąc, rok czy 5 lat, słyszał nazwisko Baden-Powell nie raz.
Przed oczami ukazuje się uśmiechnięty, wąsaty pan w kapeluszu skautowym. Twórca ruchu. Symbol. Legenda. Rzadziej myślimy o nim jako o autorze, a to właśnie jego książki są jednym z fundamentów skautowej myśli wychowawczej.
Można wymieniać tytuły, ale lista praktycznie się nie kończy. Ponad 30 książek i podręczników robi wrażenie. Co roku nowy tytuł; niemal brytyjski Mróz XX wieku. Część z nich ma charakter metodyczny, inne są zbiorem refleksji i gawęd. Wiele z nich dotyczy uniwersalnych tematów. Nie pisał wyłącznie dla chłopców w mundurach, ale również z myślą o starszych wędrownikach, dorosłych, którzy chcieli pracować nad własnym charakterem. Co najważniejsze – obok tych tekstów trudno przejść obojętnie.
Iceberg Model
A jak było ze mną? Jak dołączyłam do „fan clubu” książek Bi-Pi?
Ta historia nie należy do ambitnych, a wręcz jest banalnie prosta. Natknęłam się na nie przypadkiem, podczas realizowania próby na stopień przewodniczki. Z potrzeby, ciekawości, a może też trochę z nudy.
Jednym z pierwszych tytułów harcerskich, który przeczytałam były „Obejmujesz drużynę – maile nocą pisane” Janusza Sikorskiego. Ta niepozorna książka okazała się być wierzchołkiem góry lodowej. Skarbnicą innych inspirujących poleceń czytelniczych. Po tym była już tylko lawina. Kopałam dalej i dalej, aż dotarłam do miejsca, gdzie zatonął Titanic. Do klasyki gatunku. Dokładnie do twórczości Roberta Baden-Powella. Do samego początku.
Klasyka gatunku
Najbardziej rozpoznawalnym tytułem Baden-Powella pozostaje „Scouting for Boys”. Cała idea w pigułce. Nic dziwnego, że tłumacząc właśnie ten tytuł Andrzej Małkowski zafascynował się do stworzenia silnego ruchu skautowego w Polsce.
Jednocześnie nie jest to łatwa książka. To poradnik osadzony mocno w realiach początku XX wieku. Dla współczesnego czytelnika może być wymagająca, szczególnie bez kontekstu historycznego.
Spotkałam się ze środowiskiem, w którym jej przeczytanie było obowiązkowym punktem prób harcerskich. Mnie też wielokrotnie namawiano do niej na początku tej drogi. Jak widać bezskutecznie, bo nie od niej zaczęłam. Dziś wiem, że dobrze się stało.
Są różne gusta i guściki, ale z własnej perspektywy uważam, że na początek warto wybrać coś lżejszego. Dosłownie jak i w przenośni, bo „Scouting for Boys” do najcieńszych zdecydowanie nie należy. Pierwsza lektura często decyduje o tym, czy sięgniemy po następne pozycje danego autora. Lżejsze formy pozwalają lepiej zrozumieć sposób myślenia Baden-Powella. Nie ma powodu, żeby zniechęcać się do niego na samym wstępie. Czasem wystarczy zmienić perspektywę i zacząć od mniej oczywistej strony.
Twarzą w twarz
W ten sposób skusiłam się przeczytać „Sam wiosłuj w swojej łodzi” – pierwszą książkę Roberta Baden-Powella, z którą miałam styczność. Prawdopodobnie nie przeczytałabym jej, a także „Wędrówki do sukcesu”, gdyby nie jedna gawęda.
Wygłosił ją pewien ówczesny drużynowy drużyny wędrowniczej. Była tak poruszająca, że po jej zakończeniu bez wahania zapytałam, skąd pochodzi. Odpowiedział, że to właśnie gawęda Sir Roberta. Zamurowało mnie. W jednej chwili moje wcześniejsze uprzedzenia wobec jego tekstów zniknęły. Już nie wróciły.
Nie gryzie, połyka w całości
„Wędrówka do sukcesu” to książka złożona z krótkich rozdziałów. Każdy z nich porusza inny aspekt pracy nad sobą: charakter, samodoskonalenie, wytrwałość czy podejmowanie decyzji.
Dla mnie była to przede wszystkim wędrówka w głąb samej siebie. Przypomniała mi jakie wartości są dla mnie ważne. Nie tylko jako wędrowniczki, ale i zwykłego człowieka. Najważniejsza myśl, jaką z niej wyniosłam, jest prosta: jeśli chcesz zmieniać świat, zacznij od siebie.
Dziś, dzięki książkom Bi-Pi układam własne gawędy. Opowiadam je harcerzom starszym, z którymi pracuję na co dzień. I widzę tą samą iskrę w oczach, którą miałam ja na ich miejscu.
Po co wracać?
Choć świat, w którym pisał Baden-Powell, się zmienił, wiele poruszanych przez niego tematów pozostaje aktualnych. Zmieniły się realia, a nie pytania o wspólnotę i sens działania.
To niesamowite, że opowieść napisana przez jednego człowieka może wokół siebie zgromadzić ogrom ludzi. Uważam, że warto zobaczyć co Bi-Pi miał do powiedzenia 100 lat temu. A jeśli uważasz, że coś ci się podoba lub wręcz przeciwnie, może będzie to punktem wyjściowym na zbiórkę wędrowniczą lub elektryzującą gawędę…?
Przeczytaj też:
Marysia Trzcińska - drużynowa 19 DSH „Ignis” w Mińsku Mazowieckim, uczennica technikum o profilu mechatronicznym. Pasjonatka sztuki, kultury i słodyczy.
