Drugi Mafeking czyli przygody ostatniego skauta- odcinek 3
Ledwo przeżyliśmy transcendentalne spotkanie z poprzedniego miesiąca, już w naszym domu zjawia się Tajemniczy Mleczarz Ciężko to znieść, zwłaszcza kiedy każe on śpiewać piosenkę o bocianie – a to dopiero początek…
Miasto K. przeciągało się w pierwszych promieniach wiosennego słońca. Ja też przeciągałem się na łóżku, przypominając sobie powoli, co też się mogło dziać wczoraj. Kołatało mi się po głowie, że jakaś kwatera główna, fruwający redaktor… I jeszcze jakieś dziwne zdanie jak z Coelho, jak to brzmiało… Oczywiście całość była tak absurdalna, że rzuciłem w przestrzeń śpiącego domu:
– Musiało mi się to przyśnić! – tak jakbym próbował przekonać sam siebie.
-Ooo, panie! Różne rzeczy się śnią. Na przykład, jak pierzyna – to goście przyjadą, jak sad się śni – rosół żona ugotuje, a jak wąż – tutaj nastąpiło efektowne zawieszenie głosu, aż pozostali chłopcy wystawili głowy żeby usłyszeć, co z tym wężem. Pośrodku pokoju stał standardowy polski rolnik i z uśmiechem rozglądał się po mieszkaniu, roztaczając swe ludowe prawdy. Widząc, że wzbudził nasze zainteresowanie zapytał bardzo konkretnie:
– Masła, mleka?
Nikt nie wiedział co powiedzieć, więc patrzyliśmy tępo. Było jeszcze za wcześnie by Wackowi udało się wymyślić jakieś proste rozwiązanie sytuacji. Na razie zafrasowany zbierał myśli całym wysiłkiem dopiero co obudzonych zwojów mózgowych, a nikt nie wiedział ile ich ma naprawdę…
– Jeszcze cieplutkie, od krowy…
Powiedział to tak miłym głosem, że sam na moment zapomniałem że jest szósta rano, obcy chłop znalazł się tu nie wiadomo skąd, a zacząłem się zastanawiać czy by nie kupić tak ze dwóch litrów, skoro takie dobre… Jednak nie dane mi było zapytać „po ile?”. Wacek wreszcie przejął inicjatywę.
– NIE! – powiedział tak twardo, że chłopina wypuścił butelkę z ręki. Całe szczęście była plastikowa więc nic strasznego się nie stało. Wacek się rozpogodził – pięknie zaczynał dzień.
– Hmm… wymamrotał coś mleczarz i stał bezradnie, zupełnie nie wiedząc co zrobił. Wyglądał jak człowiek, który przeżywszy całe życie odkrywa, że wszystkie jego dotychczasowe sukcesy nie znaczą nic przy porażce która musiała przyjść dopiero teraz. Oczy zaszkliły mu się tak żałośnie, jakby cała mleczna droga jego życia rozlała się właśnie na podłodze.
– Ja chętnie napije się mleka – wyszeptał wzruszony Robercik. Miał szacunek do przyrody, ludzkiej pracy, a w głowie powstała nowa, szalona misja – „Obiecuję, że nie pozwolę aby w mojej obecności mleczarze cierpieli”
– No to proszę sobie spróbować – chłop zyskał rezon i podał naszemu skautowi butelkę, ten z namaszczeniem odkręcił pomarańczową zakrętkę, przez chwilę kontemplował białą gęstą ciecz. Potem delikatnie przechylił butelkę i wypił kilka łyków. Nie widzieliśmy nigdy że z butelki można pić z taką subtelnością. I nagle twarz Robercika wykrzywił grymas, po czym osunął się na podłogę.
– HA! – mleczarz odkleił sztuczne wąsy – to ja!
– Hm? – przebudził się Mareczek
– TO JA! – znów oznajmił mleczarz, już wyraźniej, bo nie przez wąsy.
– Czyli kto? – Krzysiu zadał pytanie które było całkowicie na miejscu.
– Filip Springer! Harcerz, student, poznaniak, esteta, fotoreporter – dziennikarz!
– ****** – zaklął w duchu Wacek. Nie musiał się bardzo wysilać żeby do tego dojść. Więc to była prawda…
Kiedy ogromny absurd staje się częścią codzienności, człowiek zaczyna udawać że to zupełnie normalne i po chwili zupełnie wierzy, że powinno być dokładnie tak jak jest.
– Kawy może zrobić, herbaty? – zapytałem najgrzeczniej jak umiałem – mleko widzę mamy nawet…
– To nie mleko, tylko poznańska woda kranowa, nie radzę nikomu pić. Poza tym nie ma czasu na herbatki i kawki. Wstawać, zaczynamy szkolenie!
Nieprzytomnego Robercika wynieśliśmy na balkon, żeby nie przeszkadzała już po chwili do drzwi zadzwonił dzwonek i wkroczyło dziesięciu zdrowych uśmiechniętych chłopców.
– Przedstawiam Wam Harcerską Służbę Porządkową, zajmą się przygotowaniem mieszkania, my zaś pójdziemy na świeże powietrze.
Chłopcy zasalutowali, a potem rozbiegli się po mieszkaniu. Każdy dokładnie wiedział co ma robić.
– Ta ściana wypada!
– Taaak jest! – odkrzyknął dziarski chór
– Troooootyl?
– Zaaaaaaładowany!
Redaktor z rozczuleniem spojrzał na ekipę,
– 10, 9, 8, 7, 6, 5…
– Pięknie robota idzie, a my też idziemy – rzucił żartobliwie i wyszliśmy na klatkę schodową. Dziwnym trafem drzwi trzasnęły z takim hukiem, że wyleciały z futryny i przygniotły nas do przeciwległej ściany.
– Mają zacięcie chłopcy, heh… – rozczulił się redaktor
Stanęliśmy przed blokiem. I ze zrezygnowaniem patrzyliśmy na dym wylatujący z naszego okna. Z odrętwienia rozbudził nas okrzyk:
– W szeeeeeeereguuuuuuuuuuuuuuuu zbióóóóórkaaaaa!
Po kilkunastu minutach tłumaczeń, przekleństw i płaczu, wykonaliśmy to zadanie. Wtedy to nasz szkoleniowiec stanął na początku, zakrzyknął „w prawo zwrot! Za mną marsz!” i ruszył dziarsko, krzycząc na całe gardło do rytmu:
Gdzieś nad rzeczką, gdzie szuwary
Mieszkał bociek trochę mały,
Czasem złowił tłustą rybę,
Czasem wciągnął babcię siwą!
– Heeeej, czemu nie śpiewacie?
Raz na płocie usiadł bociek,
Ale się uderzył w łokieć.
Zakłął szpetnie "kurczę blade!,
Ale mnie to boli strasznie!" – kontynuował żartobliwą piosenkę. Jego żartobliwość w tym odcinku jest porażająca.
Po kilku kilometrach śpiewaliśmy już zgodnym chórem:
Łokieć bolał z dnia na dzień,
Coraz bardziej, coraz bardziej,
Aż gangrena gruba siwa
Uderzyła boćka z grzyba. – z „zabawnym” przytupem na słowo „grzyba”… Zastanawialiśmy się po co to maszerowanie, cała ludność patrzyła na nas z zażenowaniem, a redaktor dodawał kolejne zwrotki:
Bociek mimo iż zdechł chwilę
Przedtem, zaczął wonieć, bo był stary
A jak mówią przy-syłowia
Stary bociek rozkłada się od tu-łowia. – wyraźny był już improwizowany charakter tej zwrotki, zniesmaczeni zrezygnowaliśmy z przytupu.
– Kindzole to całe maszerowanie – Wacek nagle stanął w miejscu – nie wiem po cholerę chodzimy po całym mieście, śpiewając durne piosenki, znajomi się z nas śmieją…
– Posłuchaj, młody – redaktor stał się nagle groźny – jeśli nie rozumiesz idei wędrowania, to nie wiesz widocznie czym jest wędrownictwo w ogóle! Spodziewałem się tego… Nie słyszałeś widocznie, że…
– Że nie słyszałem, wcale nie mam ochoty słuchać tego pitolenia. Mam naprawdę w…
– W duchu zawsze wiedziałem że coś w Tobie jest coś takiego. Więc jesteś buntownikiem? Poszukujesz? Tak, tak, dobrze – poklepał Wacka po ramieniu – synu, wracajmy do domu!
W powrotnej drodze nie śpiewaliśmy już nic, tupaliśmy tylko miarowo, od czasu do czasu wznosząc okrzyk „lewa!”. W połowie drogi minęła nas straż pożarna, najwidoczniej jechała w tym samym kierunku, czyli… Aż przystanąłem myśląc przez moment o tym, jak to je
st nie mieć domu.
Przed blokiem zastaliśmy strażaków i chłopców z HSP – okazało się że mieszkanie jest całe, a tamci chcieli ze sobą tylko porozmawiać na kilka ciekawych tematów – ot, tak, jeśli jest okazja to czemu nie?
Wkraczając do mieszkania zdziwiliśmy się strasznie – lśniło czystością, łóżka były pierwszy raz od wielu dni pościelone, a gdy Krzysiu zajrzał do zlewu z niedowierzaniem ujrzał… pustkę. Mareczek już chciał położyć się w wypucowanej wannie a Wacek już miał głowę w lodówce, gdy redaktor zawołał nas przed łazienkowe lustro.
– Oto, jak działa zamontowane specjalnie dla was urządzenie. Jeśli będziecie chcieli dowiedzieć się czegoś o harcerstwie, robicie o tak! (wyjął z kubka szczoteczkę do zębów) potem tak (wsadził ją do kranu) i tak! (przekręcił o 360 stopni).
W tym momencie lustro zaczęło zwijać się jak żaluzja, ukazując ekran, na którym widać było twarz promiennie uśmiechniętej brunetki w mundurze.
– Czuwaj, druhno Błaszczak!
– Czuwaj! Spocznij!
– Druhna Anna jest szefową Wydziału Wędrowniczego Głównej Kwatery Związku Harcerstwa Polskiego – wytłumaczył nam jasno druh redaktor.
– Czyli jest Polką – wyciągnął wniosek Krzysiu i z miną znawcy spojrzał po nas. My też mniej więcej tyle zrozumieliśmy, więc zgadzaliśmy się z nim całkowicie.
– Jestem do waszej dyspozycji, jeślibyście tylko chcieli dowiedzieć się czegoś o harcerstwie – wytłumaczyła druhna Anna – przyda się wam to na pewno w czasie waszej misji, a lepiej mieć informacje z pierwszej ręki, podczas porannego mycia zębów. To nasza dewiza.
– Doskonały pomysł, prawda? – spytał redaktor
– No nie wiem… – niespodziewanie zaczęła powątpiewać druhna Błaszczak
– Wyłącza się to o, tak – Springer szybko wyciągnął szczoteczkę śmiałym ruchem.
Inne udogodnienia mieszkania okazały się równie zaskakujące – pod zlewem ukryte było tajne przejście do podziemnego magazynu z namiotami, szafka nie domykała się – z powodu ukrytej w środku makiety „Struktura organizacyjna ZHP”. Całą resztę mieliśmy poznać później, druh redaktor śpieszył się bardzo na tramwaj więc przebierając się na powrót w strój mleczarza, tym razem chyba tylko dla wprawy dał nam kostkę masła.
– W środku – powiedział – macie cały plan, będziecie wiedzieć gdzie w waszym domu ukryte są odpowiednie książki metodyczne, aparat rentgenowski i karta kodów jednorazowych do używania lustra – no bo sama szczoteczka to słaby patent, trzeba na szybie napisać cztery cyfry. Dokładny opis waszej tajnej misji, chwyty psychologiczne do zastosowania na Robercika o odznaka „Ratuję ZHP”. Plus na początek załatwiłem wam po brązowym krzyżu zasługi. A ja uciekam, życzę powodzenia. Pamiętajcie – aby pokonać przeciwnika należy go poznać, aby pokonać siebie…
– No to do widzenia – nie wytrzymał Wacek i wypchnął go z mieszkania. Odetchnęliśmy.
Nie wiedzieliśmy czy czujemy się po tym dniu bardziej harcersko. Ażeby móc wpłynąć na Robercika rzeczywiście przydałoby się mieć wspólne tematy, ale czy teraz się uda na niego bardziej wpłynąć? Też nie wiedzieliśmy… I czy tamta z lustra będzie nas widzieć cały czas? To chcieliśmy wiedzieć bardzo. Niestety wiedzieliśmy tylko że czeka nas misja i to, że jesteśmy zmęczeni. I poszliśmy spać.
Tymczasem obolały Robercik wstał z balkonu i powlókł się do kuchni. Pękała mu głowa i był niesamowicie głody po całym dniu nieprzytomnego leżenia. A może kanapkę? Znalazł bułkę i rozkroił ją swą ostrą jak żyletka finką…
Przebudził mnie jego zdziwiony głos:
– W maśle jakieś papiery są, to jakiś wasz głupi żart?
phm. Wojciech Pietrzczyk – pilot Chorągwi Kieleckiej, działa w 33 Kieleckiej Harcerskiej Drużynie Żeglarskiej "Pasat". Student etnologii na Uniwersytecie Jagiellońskim, członek Ochotniczej Straży Pożarnej w Bilczy, skąd pochodzi. |