Po co się uczyć?
Odkryto genom jabłka. LHC działa już z połową zaplanowanej energii. Obserwujemy błyski w atmosferze Jowisza. Badamy problemy. Konstruujemy maszyny. Sięgamy tam, gdzie wzrok nie sięga – bardzo daleko lub niesamowicie blisko. Wiemy. I co z tego?
Ile rzeczy wiesz? Ile zapominasz? Ilu z nich już nigdy sobie nie przypomnisz? Czy dużo znaczy dobrze?
Kiedyś było prościej. Wiedzy jako takiej ludzkość posiadała mniej i jeżeli już ktoś zaczął kroczyć ścieżką nauki, stawał się mistrzem we wszystkim. Od tego czasu sporo się zmieniło. Świat poznajemy coraz lepiej. Ale też coraz częściej trafiamy na pytania, dla których odpowiedź może nie znaleźć się nigdy: skąd cząstki mają masę? i dlaczego życie jest akurat na Ziemi? Można je tak mnożyć bez końca…
Idziemy do szkoły. Pierwsze dni są najbardziej przerażające. Uczymy się podstaw. Straszna wydaje się nawet perspektywa nauczenia się nazw miesięcy po kolei, wkucia tabliczki mnożenia, wyrecytowania pierwszego wierszyka z pamięci. Wszystko jest nowe. Jednak kończymy podstawówkę zwycięsko. Jeśli mamy szczęście, to nawet z zapałem do dalszej nauki – który niestety często bywa gaszony przez gimnazjum. Ku mojemu przerażeniu już tutaj wszyscy chcą być najlepsi, a dzieci na obozach letnich porównują swoje średnie, zamiast wypoczywać i zapomnieć o szkole.
W gimnazjum wpajają wiedzę dalej. Czasem wydaje się, że jest trudno: tyle nazw, wzorów, pojęć… Na każdą lekcję matematyki trzeba zrobić dziesięć zadań, mieć uzupełniony zeszyt, bo grożą jedynką. Wzywanie do odpowiedzi, stres. Każdy ma swój stos wspomnień. Mnie niestety najbardziej gimnazjum nauczyło lenistwa. Ale wciąż, nawet w tym lenistwie, trzeba było być najlepszym. Gdzie się podziało nasze dzieciństwo? A oprócz szkoły – zajęcia dodatkowe. Nauka, nauka, nauka…
Liceum. Wszyscy mówią: to będzie przeskok! Mają rację. Okazuje się, że umiemy za mało, czas wziąć się do roboty. Już nie wystarczy wkuć definicji, wszystko trzeba zrozumieć. To, czego uczyli nas dotychczas, to jedno wielkie uproszczenie. Wiemy, że były wojny. Teraz rozmawiamy o przyczynach i skutkach. O całym tle. Wiemy, że składamy się z atomów. Teraz dowiadujemy się, czym jest atom, że najlepiej opisać go wzorami, a nie rysować w zeszytach punkt otoczony paroma kropkami. Czysta matematyka.
Wreszcie, jeśli nie zrezygnowaliśmy gdzieś po drodze, idziemy na studia. Możemy wybrać sobie pasjonującą nas dziedzinę. Wszystko w naszych rękach, przed nami cały świat! Ale czy na pewno? Jest dużo osób, które wybierają studia pod kątem tego, czy łatwo, czy trudno jest się na nie dostać. Serio. Studia dają wiedzę, ale nie przygotowują do przyszłej pracy. Kolega mówi, że na praktykach w firmie musiał nauczyć się zupełnie innego programu, bo to, czego ich uczyli obsługiwać, jest już dawno przestarzałe. Kredki są super, ale jeśli stają się podstawowym narzędziem studenta, który ma stworzyć mapę, to przestaje być tak kolorowo.
Ambicja. Trochę niepohamowana, ale całe szczęście z wiekiem nabieramy w tej kwestii rozsądku. W końcu dochodzimy do momentu, w którym nie uczymy się dla rodziców ani dla ładnego świadectwa – bo w końcu uczymy się dla siebie. Może to bez sensu, ale jak by na to nie patrzeć, w szkole spędzamy obecnie 12 lat naszego życia. Jeżeli dodamy do tego jeszcze 5 lat studiów, to już mamy prawie jedną piątą wieku. A to tylko szkoła! Poza tym uczymy się również innych rzeczy, mniej lub bardziej praktycznych. Co natomiast robimy, gdy się nie uczymy? Zdobywamy doświadczenia. Zaspokajamy potrzeby życiowe. Spotykamy się z ludźmi, odpoczywamy, podróżujemy. Leniuchujemy. Ostatnio odkryto, że nawet czas poświęcony na leniuchowanie jest owocny. Bo to jest czas na spokojne myślenie. Wtedy wpadają do głowy pomysły. Uczymy się zatem, żeby nie stać w miejscu. Żeby być lepszymi, mieć dobrą pracę. Nie zawsze to się wiąże. Są przecież zawody, w których nie chodzi o to, by być magistrem. Dobry strażak musi być silny i odważny, rozsądny. Nie musi znać wszystkich ludzkich kości, by dostrzec, że ofiara wypadku ma złamaną rękę. Obecnie dostępna wiedza przekracza możliwości pojedynczego umysłu. Nie da się już wiedzieć wszystkiego. Żyjemy w wieku specjalistów, którzy znają się świetnie na swojej dziedzinie.
Jest taka książka, „Tajemnicza Wyspa” Juliusza Verne’a. Zawsze, gdy ją czytam, zadaję sobie pytanie: czy gdybym wylądowała na bezludnej wyspie, potrafiłabym stworzyć wszystko od nowa, tak jak ci bohaterowie? Wszystko na pewno nie, ale nawet siedząc w swoim pokoju, myślę, że mimo posiadania jakiejś wiedzy z zakresu chemii czy fizyki nie potrafiłabym zrobić na przykład żarówki.
Po co się uczymy? Tak często zdarza nam się mówić: „rany, ale mi się nie chce!” – a mimo to brniemy dalej. Ze świadomością, że nigdy nie będziemy wiedzieli wszystkiego, sięgamy po kolejną książkę. Tak jakby była to część naszego bycia człowiekiem. Boimy się nieznanego, bardzo chcemy rozumieć. Szukamy wytłumaczenia. Być może komplikujemy tym rzeczywistość. Chcemy czuć się bezpiecznie i w pełni kontrolować nasze życie. Do tego potrzebna jest wiedza i nauka. Życie w społeczeństwie pozwala na wygodę wybrania sobie tego, co nas interesuje najbardziej, i pracy w tej dziedzinie. Ciekawość rozszerza nasze horyzonty. I dlatego wciąż – z sensem lub bez niego – pniemy się wzwyż.