Pokolenie bez barykad

Archiwum / 09.05.2008

Dziadek zdejmował z masztów faszystowskie flagi, bił się z Hitlerem. Mama zamiast do PZPR zapisała się do „Solidarności”, choć to zdecydowanie nie ułatwiło jej życia. Dwa poprzednie pokolenia instruktorów harcerskich miały odpowiednio Szare Szeregi, KIHAM, zjazdy łódzkie czy bydgoskie. Przed nami zupełnie inne wyzwania, ani nie łatwiejsze, ani nie trudniejsze. Inne.

 

 

 

Z nielegalnych grup, do których mógłbym wstąpić, mam dziś do wyboru te o charakterze faszystowskim, komunistycznym, a także kilka sekt – wszystkie trzy rodzaje tych organizacji ideologicznie mi nie odpowiadają. Kiedy wyjdę na ulicę i zacznę rozrzucać ulotki o dowolnej treści oraz krzyczeć „Wolność!”, to najwyżej policjanci wypiszą kilkusetzłotowy mandat za zakłócanie porządku publicznego i zaśmiecanie otoczenia. Mogę pójść na demonstrację w obronie ciemiężonych Białorusinów czy uciskanych Tybetańczyków. Nie zmieni to faktu, że jestem przedstawicielem pierwszego od kilkuset lat polskiego pokolenia nie posiadającego realnego wroga, z którym musiałoby się na co dzień zmagać. Czasem mam wrażenie jakby inni mnie oskarżali o ten brak niepodległościowego czynu.

 

Żegnając się z funkcją redaktora naczelnego „Pobudki”, hm. Paweł Wieczorek napisał:

I ja nie tylko w sobie widzę schyłkowość. Czuję, jak otacza mnie ona ze wszystkich stron. Coś się kończy, ale czy coś się zaczyna? Gdzie ci młodzi gniewni, co świat podpalą w imię słusznych idei? Choćby przez śmierć, przez Boga… Gdzie ci, co stworzą nowe KIHAM-y, nowy ZHR? Niechby wieszali, kłuli, rąbali i palili. Ale oni tylko nudzą.”

Wypowiedź tę zamieścił również w swoim podpisie na forum.zhp.pl hm. Piotr Niwiński – jedna z czołowych postaci RP-M „Krąg Płaskiego Węzła”.

 

Wziąłem to do siebie, choć jestem członkiem naszej organizacji, nie tej bratniej. Nudny jestem i nudzę. Ale taki być nie chcę. Koniecznie muszę więc coś podpalić, albo zrobić jakąś rewolucję. O wiem – zbiorę kilku znajomych (najlepiej z „Na tropie” i HSR) i założę Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej Polskiej (ZHRP). Albo wkradnę się na obrady Rady Naczelnej, zaleję komuś dłonie czerwoną farbą, rozrzucę ulotki bądź wrzucę świecę dymną i ucieknę. Ale po co?

 

Powalczyłbym z kimś, ale nie mam z kim (poza badenpowellowskim walczeniem z własnymi słabościami – tę walkę toczę najlepiej jak potrafię). Pozostaje mi codzienna praca. Medialnie rzeczywiście jest ona mało atrakcyjna i trochę mniej tajemnicza niż nocne odbijanie opozycyjnych ulotek na powielaczu. Dziś na sfinansowanie gazetki, projekty czy wymiany międzynarodowe mogę napisać wniosek grantowy. Oczywiście mogę zrobić ulotki na powielaczu, ale prawdopodobnie nikt wtedy nie zwróci na nie uwagi (takie czasy). Mogę też szturmować zdobytym na wrogu czołgiem siedzibę Komisji Europejskiej (trzeba tylko znaleźć wroga), podobnie jak przodkowie trafię wtedy do więzienia, tym razem jednak nie za Polskę, a za głupotę. Po przeanalizowaniu wszystkich „za” i „przeciw”, postanawiam spróbować z wnioskiem grantowym.

 

Dziadkowie mogli być z rodziców zadowoleni, kiedy widzieli odbicie walki z czasów II Wojny Światowej w czynach swoich dzieci w latach 1968, 1970, 1976, 1980, 1981, 1989. Teraz rodzice patrzą na nas i nijak odnaleźć tego czynu nie mogą, bo ich walka zakończyła się pełnym zwycięstwem (co w polskiej historii rzadkie). Stoi więc 50-letni Polak-kombatant zdumiony, a także zasłużenie dumny, że mu się udało i patrzy na swoje potomstwo. Potomstwo odkłada zaś karabin, bierze raczej do ręki laptopa i podręcznik angielskiego.

 

Klasyk polskich komentatorów sportowych Dariusz Szpakowski podkreśla często, że siłą naszej reprezentacji piłkarskiej jest gra z kontry, znacznie gorzej Polacy radzą sobie w ataku pozycyjnym. Taki problem ma dziś moje pokolenie. Po kilkuset latach kontrataku (powstania, legiony, przymusowe emigracje, dwie wojny światowe, stan wojenny, więzienia polityczne) nadszedł czas gry spokojnie konstruowanej, przemyślanej i wielokrotnie przećwiczonej na treningach. Mamy normalne życie, a w normalnym życiu Polakom najczęściej szło jak po grudzie. Już w XIX wieku Cyprian Kamil Norwid powiedział: „Polacy są wspaniałym narodem i bezwartościowym społeczeństwem” (moim zdaniem jeszcze celniej wyraził to Józef Piłsudski, ale Marszałek złamał w swej wypowiedzi 10 punkt prawa harcerskiego, zainteresowanych cytatem proszę więc o kontakt prywatny).

 

Bić Polacy się umieją, gorzej im idzie rzetelna praca. Zadanie mojego pokolenia jest inne niż naszych rodziców czy dziadków, ale i my musimy porządnie żyć w okolicznościach, które są dla naszego kraju zupełnie nowe. Bardzo proszę – nie wińcie nas za to, że nie musimy działać w konspiracji, ryzykować życia i przygotowywać rewolucji. Całe szczęście.

 

 

phm. Jakub Sieczko –  szef Harcerskiej Szkoły Ratownictwa, instruktor hufca Warszawa-Żoliborz. Szef działu "Specjalności" w "Na tropie", wywodzi się z 33 KHDŻ "Pasat" (hufiec Kielce- miasto). Student V roku medycyny na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.