Porozmawiajmy! Klaudia Frasik

Jestem w Związku / Patrycja Kiryluk / 15.03.2026

Klaudia została szefową referatu wędrowniczego Chorągwi Krakowskiej. Kiedyś przeczytała, że dobrze jest mieć choć jedno hobby z każdej dziedziny, bo wtedy można zadbać o swój holistyczny rozwój i wygląda na to, że wzięła to trochę zbyt serio.

Czym zajmujesz się na co dzień, jakie masz pasje?

Na co dzień mam chyba dość podejrzanie szeroki wachlarz zainteresowań. Lubię po prostu próbować rzeczy, sprawdzać nowe obszary i zobaczyć, czy mnie wciągną. Czasem na chwilę, a czasem na lata. Jeśli chodzi o ruch, najwięcej radości daje mi taniec oraz tenis. Gdy mam ochotę zrobić coś manualnego, siadam do maszyny do szycia i zaczynam wymyślać projekty, które zwykle w połowie zaczynają mnie przerastać… Ale to jest właśnie moment, w którym robi się najciekawiej. Mam też ogromną słabość do włóczenia się po miastach. Nigdy nie planuję zwiedzania – po prostu idę tam, gdzie coś przyciągnie moją uwagę. W ten sposób odkryłam kiedyś, że najwyraźniej wiem całkiem sporo o modernizmie i brutalizmie, choć wcześniej nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy. Od tamtej pory niemal każdy wyjazd kończy się spontanicznym polowaniem na modernistyczne budynki i zachwycaniem się ich bryłami brutalizmu. Za wszystkim stoi też fotografowanie architektury. Najdłużej jednak trzyma się mnie rekonstrukcja historyczna. Odtwarzam sylwetki kobiet związanych z zachodnimi siłami zbrojnymi z okresu II wojny światowej; między innymi z ATS, a czasem także cywilne stylizacje z epoki. To połączenie historii, ubrań i trochę detektywistycznej pracy nad detalami (kto siedzi w środowisku reko, ten wie). A ponieważ moja rekonstrukcyjna droga głównie kręci się wokół klimatu spadochroniarzy i 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej, to pojawiła się dość prosta myśl: co to za rekonstruktor związany z 1 SBS, który nie potrafi skakać ze spadochronem? Dlatego już niedługo zaczynam też przygodę ze spadochroniarstwem na linie statycznej (współorganizuję ten kurs w GK, gorąco zapraszamy do uczestnictwa). Na co dzień studiuję kryminalistykę i kończę magisterkę. Przy jej okazji pracuję nad projektem technologii ubrań identyfikacyjnych dla służb mundurowych, więc jeśli sama nie trafię do munduru, to może przynajmniej dorzucę coś od strony technologicznej. Bardzo dobrze czuję się też w laboratorium kryminalistycznym, dlatego coraz poważniej myślę o pracy jako technik kryminalistyki. Możliwe, że skończę też jako kurator sądowy.

Co planujecie jako referat w najbliższym czasie? Jak wygląda Wasz zespół, z ilu członków się składa? Jakie stoją przed Wami wyzwania? Jak wygląda wędrownictwo w chorągwi krakowskiej? W jakiej kondycji są środowiska?

W najbliższym czasie przede wszystkim planujemy przeprowadzić szeroką analizę sytuacji wędrownictwa w chorągwi. Mamy 49 drużyn wędrowniczych, a mimo to mam wrażenie, że na co dzień nie jesteśmy zbyt widoczni. Chcemy więc zajrzeć do każdego środowiska i zobaczyć, jak wygląda codzienność drużynowych; z czym się mierzą, co działa dobrze, a gdzie potrzebne jest wsparcie. Zależy nam na tym, żeby opierać się na realnym obrazie sytuacji, a nie tylko na ogólnych wrażeniach. Równolegle będziemy wspierać chorągiew w wydarzeniach programowych skierowanych do wędrowników. Jednym z ważniejszych działań będzie reaktywacja wydarzenia, którego od dawna nie było w naszej chorągwi – Zlotu Drużyn Wędrowniczych. Tegoroczne hasło brzmi „Zainspiruj się”, którym chcemy reaktywować pewne myśli przewodnie i inspiracje, które nami rządziły jeszcze kilka lat temu, gdy sami byliśmy drużynowymi. Chcemy, żeby było to spotkanie inspirujące, integrujące środowiska i pokazujące, jak różnorodne i żywe może być wędrownictwo. Przed nami również konsultacje watrowe oraz praca z namiestnikami wędrowniczymi, tak aby wzmocnić współpracę między poziomem chorągwi a hufcami i lepiej odpowiadać na potrzeby środowisk.

Kondycja jednostek jest bardzo różna, jak to zwykle bywa w tak dużej chorągwi. Są środowiska bardzo silne, które działają prężnie i mają wyraźny pomysł na wędrownictwo, ale są też takie, które mierzą się z różnymi trudnościami organizacyjnymi czy kadrowymi. Jednocześnie trochę zadziwia nas to, że mimo dłuższego czasu bez referatu wędrowniczego w chorągwi, wędrownictwo wcale nie zniknęło. Ono po prostu dalej się działo. To w dużej mierze zasługa silnych hufców, dobrze prowadzonych kursów drużynowych, ale przede wszystkim uporu i zaparcia samych młodych ludzi. Wędrownicy po prostu chcą się spotykać, działać i robić razem ciekawe rzeczy i to widać w wielu środowiskach. Można powiedzieć, że na drużyny wędrownicze spadła trochę taka „maska zahartowania”. Nawet w trudniejszych warunkach wiele z nich potrafiło utrzymać ciągłość działania i dalej budować swoje środowiska. Teraz naszym zadaniem jako referatu jest to zobaczyć, zrozumieć i spróbować te środowiska jeszcze mocniej wesprzeć.

Jeśli chodzi o sam referat, to aktualnie tworzą go cztery osoby, ale mamy już poszerzone horyzonty na kolejnych członków zespołu. Każdy z nas jest mocno zdeterminowany do pracy i bardzo „zajawiony” na przeżyciowość i wyzwania. Chcemy, żeby ten referat był miejscem doświadczania. Zarówno dla nas, jak i dla innych. Zależy nam na tym, żeby inspirować środowiska, poszerzać perspektywę wędrowników i drużynowych, a czasem też pomagać wracać na właściwe tory, kiedy gdzieś po drodze coś się rozjedzie. Choć każdy z nas zdobywał doświadczenie trochę inną drogą, mamy bardzo podobny bagaż przeżyć w metodyce wędrowniczej. W zespole mamy „świrów” od sportu i specjalności, „świrów” od służby, „świrów” od podróżowania, osoby od kształcenia, które czują się w nim jak ryba w wodzie, a także ludzi, którzy najlepiej odnajdują się w planowaniu i układaniu wszystkiego w spójną całość. Każdy z nas jest trochę inny, ale właśnie dzięki temu dobrze się uzupełniamy a wszyscy mamy jeden wspólny cel. Patrząc w przyszłość, chcielibyśmy, żeby referat był czymś więcej niż tylko zespołem. Mamy perspektywę, żeby z czasem stał się swoistym parasolem dla wędrownictwa w chorągwi – miejscem, które wspiera środowiska w różnych sytuacjach, pomaga przechodzić przez trudności i daje drużynowym poczucie, że nie są z wyzwaniami sami.

Z czym kojarzy Ci się Wędrownicza Watra? Czy masz jakieś szczególne wspomnienie? Ile patroli będzie reprezentować Waszą chorągiew na zlocie w Wielkopolsce?

Wędrownicza Watra kojarzy mi się… z robotą. I to sporą. Ostatnie dwa lata spędziłam głównie po organizacyjnej stronie tego wydarzenia, więc zamiast pakować plecak uczestnika częściej miałam w ręku listę zadań. Ale oczywiście – nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Najlepiej wspominam wszystkie rozmowy w Czerwonej Gwieździe. Zawsze trochę przypadkiem trafiał się tam ktoś, kogo dawno nie widziałam i nagle z jednej herbaty, robiła się długa rozmowa. Mam też ogromny sentyment do zupełnie spontanicznych dyskusji metodycznych, które rodziły się przy najbardziej prozaicznych czynnościach, na przykład podczas mycia menażki. Zawsze trafiałam wtedy na jakąś „losową” osobę obok i kończyło się na długiej rozmowie. Zaczepiałam każdego i zasypywałam pytaniami o to, jak pracują ze swoimi wędrownikami, co im działa, z czym się mierzą. I właśnie takie rozmowy, trochę przypadkowe, trochę bardzo wędrownicze, zostają ze mną najmocniej.

Z naszej chorągwi jedzie 8 patroli, część z nich to już wyjadacze, a niektórzy dopiero zaczynają stale jeździć. Myślę, że ten rok też się okaże dla nich przygodą, tym razem w Imiołkach, do których mam ogromny sentyment – ze szczepem wracamy tam regularnie. Też w tym roku tropy, które realizują drużyny zapowiadają się obiecująco, będzie o czym dyskutować.

Co najbardziej inspiruje Cię wędrowniczo?

Najbardziej inspiruje mnie do działania zdanie: „nie wiedział, że się nie da, więc to zrobił”. Bardzo lubię historie środowisk, które podejmują się jakiegoś pomysłu, nie zastanawiając się zbyt długo nad tym, czy „w harcerstwie tak się robiło” albo czy ktoś kiedyś powiedział, że to się nie uda. Po prostu biorą się za działanie. Takie opowieści zawsze bardzo mnie motywują, bo pokazują, że w wędrownictwie ogromnie dużo zależy od odwagi do spróbowania. Czasem wystarczy to jedno podejście z myślą „sprawdźmy, co z tego wyjdzie”, żeby wydarzyło się coś naprawdę dobrego. I właśnie te historie; o ludziach, którzy nie wiedzieli, że się nie da, więc po prostu to zrobili – są dla mnie największą inspiracją. Może jest to lekko niekonkretne, ale zawsze jak mam wrażenie, że coś z pozoru jest trudne do zorganizowania to sobie myślę „nigdy nie wiesz, czy się uda czy nie, więc próbuj, bo później będziesz żałować”.

Przeczytaj też:

Patrycja Kiryluk - członkini komendy Hufca ZHP Morąg, instruktorka Chorągwi Warmińsko-Mazurskiej. Pracuje w dziale Edukacji, Promocji i Wydawnictw w Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie. Uwielbia ciszę muzeów, kolor fioletowy i wzajemność oddziaływań. Ciągle nie zdecydowała, którą z tych rzeczy lubi najbardziej.