Praska Ballada
Praga Północ. Dzielnica ciesząca się złą sławą. Rozpadające się przedwojenne kamienice. Bramy cuchnące moczem. Murki obsiadane przez rosłych, na łyso ogolonych chłopaków w ubraniach sportowych. Wysoka przestępczość.
Praga Północ. Kulturalne centrum Warszawy. Liczne galerie i lofty zamieszkałe przez artystów. Przeurocze tanie kafeterie bądź wytworne lokale. Niezależne teatry.
Praga Północ. Dzielnica licznych patologii. Dzieci kradnące karuzele, aby oddać ją do skupu złomu. Pijaczki sączące tanie wina.
Praga Północ. Miejsce mojego zamieszkania. Najpierw ulica Stalowa, obecnie Szmulowizna.
Praga Północ. Miejsce w którym toczy się akcja filmu „Rezerwat”
Od jakiegoś czasu przeżywam fascynację czeskim kinem. Zazdrościłem naszym południowym braciom, swoistego luzu i poczucia humoru. Ich kino, wolne od martyrologicznych tematów, oferowało mile chwilę odprężenia. Przy okazji – w odróżnieniu od większości zachodnich produkcji – nie obrażało inteligencji kinomana. Z przyjemnością podobnych odczuć doświadczyłem podczas oglądania najnowszego filmu Łukasza Palikowskiego „Rezerwat”.
W filmie wraz z fotografem wkraczamy w świat szemranych praskich klimatów. Tu czas płynie innym, odmiennym rytmem. Z daleka od pędu lewobrzeżnej części Warszawy. Stare zasady tracą racje bytu. Od logiki ważniejszy jest kodeks honorowy pijaczków spędzających całe dnie na podziwianiu okoliczności przyrody. Żyjących w myśl maksymy stworzonej przez Andrzeja Stasiuka: „przepieprzanie czasu to trudne i niewdzięczne zajęcie”.
Zderzenie tych odmiennych światów pozwala inaczej spojrzeć na to co w życiu jest naprawdę ważne.
Pomimo swej magii, nie jest to świat wolny od tragedii. Ma także inne oblicze – twarz Hanki regularnie bitej przez swego konkubenta (Tomasz Karolak wyjątkowo w roli negatywnej), rudego chłopca rozpaczliwie poszukującego przyjaźni czy też starego fotografa, który wstydzi się za swego brata analogowego alkoholika.
Niewątpliwą gwiazdą filmu jest fryzjerka Hania B. grana przez Sonię Bohosiewicz. Jej czysta zmysłowość nie pozostawia obojętnym. Co rzadkie w polskim filmie – dobrze zagrana jest postać dziecięca. Co prawda reżyser obsadził w tej roli swego syna, ale daleko tu od dokonań na tym polu, polskiej kinematografii. Z Ciri wymawiającej głosem przybyszów z Matplanety – „Wiedż-mi-nie wie-dzia-łam że mnie ura-tu-jesz” – na czele.
Jako rodowity prażanin, doceniam też fakt, ze film chroni od zapomnienia, to o ulotne i powoli zanika. Specyficzny praski klimat. I choćby dla niego warto wybrać się na ten film.
Na koniec garść smaczków, o których nie przeczytacie w żadnym serwisie filmowym:
Większość akcji dzieje się na ulicach: Stalowej, Konopackiej i Środkowej. Kamienica w której mieszka fotograf, stoi na podwórku przy ulicy Konopackiej. Jest jeszcze bardziej zapluta, niż widać to na filmie.
Zakład fotograficzny „Pakosz” istnieje naprawdę. Co prawda obecnie jest zamknięty, jednak charakterystyczny szyld znają wszyscy mieszkańcy tamtych okolic. Przez wiele lat prowadziła go – po śmierci męża – stara Pakoszowa. Do tej pory przechowuje czarno-biale zdjęcia, które robiła mi starym aparatem, który z tylu miał płachtę do zasłaniania głowy. Liczne dyplomy zdobiące ściany potwierdzały mistrzostwo Jej jak i męża.
Zakład fryzjerski Hanki B. również jest autentyczny. Możecie go wypatrzeć przy bramie ulicy Stalowej 33.
Bar w którym odgrywana jest „piosenka o kwiatach” to „Bar pod Karpiem” (onegdaj zwal się „Pod Kormoranem”). Niezmiennie od lat możecie tam zastać bufetową Hanie, która uraczy Was barwnymi opowieściami o klientach. Z historią o „rozbieraczach” na czele.
Dla spragnionych zapoznania się bliżej z „klimatem” polecam serwis „Praga dla harcerzy” prowadzony przez niezastąpionego dh. Witolda „Smywy” Pietrusiewicza. – http://tinyurl.com/6gbtu4
phm Rafał Suchocki – z-ca komendantki Szczepu 206 WDHiGZ Hufca Warszawa Praga Północ, członek KSI Hufca. Fotograf amator. Szczęśliwie żonaty. Współwłaściciel firmy citygames.pl. Fanatyczny wielbiciel literatury s-f. Obecnie gromadzi kolekcje filmów o podróżach w czasie. |