Refleksje w kolorze srebra

Archiwum / 12.03.2008

„Będziesz się doskonale bawiła”, „nie będziesz żałowała”, „niezapomniany wyjazd” – te słowa towarzyszyły mi od chwili, kiedy wysłałam zgłoszenie na Kurs Instruktorski HSR zimą 2008. Powtarzali mi je jak mantrę znajomi instruktorzy, ludzie, którzy swój SAS mają już za sobą. A ja w głowie miałam głównie fakt, że stracę dwa tygodnie cennego czasu nauki przed maturą. Musiałam zaryzykować.

Przyjechałam na kurs z nastawieniem, że dużo się nauczę, będę wiecznie niewyspana, a moje zachrypnięte od mówienia i śpiewania gardło odmówi po pewnym czasie współpracy. I po części wizje te się spełniły. Wiedza i umiejętności, jakie nabyłam przerosły moje najśmielsze oczekiwania. Wiem już, że 15-minutowa prezentacja maturalna z polskiego będzie niczym w porównaniu z zaliczaniem wykładu u Kuby Sieczko.

Przychodzą mi do głowy dwie rzeczy, które odczułam już po powrocie do domu. Po pierwsze tęsknota. Kasia Krawczyk w artykule do Na Tropie pisała o przyjaźni w HSR, ale chyba nie da się do końca zrozumieć co miała na myśli, jeśli samemu się tego nie poczuje. W domu, kiedy już wykąpana i najedzona miałam czas dla siebie, odczułam nagle ogromną pustkę. Wokół mnie nie było ludzi, nikt nie uczył się do wykładu, nie śpiewał na gitarze. I ten moment, krótki, bo za chwilę wyjechałam na rajd, był najstraszniejszy. Przez dwa tygodnie bardzo mocno zżyłam się z resztą kursantów i z całą pewnością mogę powiedzieć, że zawiązałam przyjaźń z kilkoma osobami.

Moi bliscy potwierdzają to, co usłyszałam w czasie kursu – uwagi instruktorów były niewiarygodnie celne i dopiero teraz je doceniam. Jestem pod wrażeniem umiejętności obserwacji kadry, która w ciągu tak krótkiego czasu potrafiła odnaleźć w nas cechy, o które niejednokrotnie sami byśmy się nie podejrzewali.

Natomiast z dalszej perspektywy wiem, że mam wobec HSR ogromny dług – dług wdzięczności za to, ile nauczyłam się, ile dostałam od instruktorów. Otrzymałam kredyt zaufania, który stał się dla mnie długiem honorowym. Wiem, że nie mogę zawieść osób, które dały mi szansę, a to daje mi motywację do tego, żeby pełnić tę wyjątkową służbę.

HSR  wciąga. A kurs to tylko początek.

Zdjęcia ze stron:
http://www.zhp.zapis.net.pl/news/logohsr.jpg
http://d.wiadomosci24.pl/g2/bc/18/cd/43856_1190354763_be56_p.jpeg
http://www.szaniec.zhp.info/kurs/Pict04227.jpg

  HO Agnieszka Miśkiewicz – szef HKR „Polesie”, instruktorka HSR, członkini Zespołu Promocji i Informacji Hufca ZHP Łódź Polesie, tegoroczna maturzystka