Siedmiomilowymi butami przez Białoruś
W lipcu bieżącego roku 1 Kociewska Drużyna Harcerek "Borowianki" pojechała z misją wspierania białoruskiego harcerstwa do Porzecza w okolicach Grodna. Przez 10 dni prowadziliśmy dochodzącą kolonię zuchową dla okolicznych harcerzy, a przy okazji zwiedzaliśmy Białoruś.
Granica cywilizacji
Podróż relacji Kociewie – Grodno odbyliśmy pociągiem. Najciekawszy okazał się odcinek Kuźnica Białostocka – Grodno, gdzie podróżnymi byli w dużej mierze mieszkańcy strefy przygranicznej, poruszający się z dużymi, pełnymi, czarnymi workami na śmieci, w których znajdowały się najczęściej ubrania z Polski. Jedna pani miała 6 par identycznych adidasów. Inna prosiła, abyśmy przeniosły na sobie polary przez granicę. Wokół można było zobaczyć, jak Białorusinki zakładają na siebie po 2-3 polary jednocześnie.
Najciekawsza jednak była kontrola paszportów oraz wysiadka z pociągu. Otóż straż graniczna miała specjalne czytniki, które sprawdzały czy nie jesteśmy notowani, a wysiadając ludzie uciekali. Wszystkie babki z siatkami wybiegły z pociągu do jakiegoś budynku. Wyglądało to jakby ich ktoś gonił, później okazało się że biegły ustawić się w kolejkę do odprawy. Trzeba jednak przyznać, że widok ten był, co najmniej niespotykany. Zupełnie jakby zamach terrorystyczny. Po wypełnieniu dokumentów i innych formalności wpakowaliśmy się do busa, który powiózł nas prosto do Porzecza. Pierwsze co przykuło naszą uwagę w Grodnie to: szare bloki, mało zieleni, różowy autobus miejski i policyjny samochód (zardzewiały polonez), który wyglądał komicznie na tle pozostałych luksusowych aut. Drogi, okazały się zbliżone do polskich, czyli beznadziejne.
Aklimatyzacja
Za to w Porzeczu przywitała nas uśmiechnięta Emma, która wyjaśniła jak „obsługiwać się” tutejszą harcówką oraz określiła zakres naszych obowiązków. Harcówką był domek z okleiny, bez łazienki i bieżącej wody. Braki te nadrabiała obecność studni oraz wychodka. Wyjścia też nie należały do spraw łatwych. Aby gdzieś wyjść, nawet na spacer do lasu, trzeba było mieć paszport. Dlaczego? Bo Porzecze to strefa przygraniczna. Wieczorem w ramach "niespodzianki" powitalnej była prawdziwa kąpiel (wyjątkowo!) i kolacja u Emmy. Jej syn Andrzej, puścił nawet kilka filmów, by jak sam to ujął, honorowo nas przyjąć, "jak na prawdziwego Polaka przystało".
Następnego dnia rano udaliśmy się do Nowogródka w celu zameldowania na policji. W ten sposób odkryliśmy, że tamtejsze pociągi (przypominające trochę izolatki więzienne) poruszają się z prędkością światła, czyli 30 km/h. Kolejną sensacją były różowe autobusy, a w nich kasowniki, które okazały się zwykłymi dziurkaczami.
Obowiązki harcerskie
W naszej dochodzonej kolonii brały udział zuchy „mutanty” (dzieci w wieku 6 – 15 lat!). Było ich 15, z czego większość rozumiała jedynie w języku rosyjskim i białoruskim. Kolonia nosiła tytuł: "w Krainie bajek…". W programie znalazło się między innymi czytanie bajek, nauka alfabetu w trzech wersjach językowych, zapoznanie z Hymnem Polski, nauka budowy szałasów, nauka budowy stosów ogniskowych, a także niezliczone pląsy, ogniska i zabawy ruchowe.
Zwiedzanie
Dużą częścią programu było zwiedzanie. Jednego dnia udaliśmy się z naszymi zuchami na wyprawę historyczną, m. in. do Bohaterowic. Tam zobaczyliśmy pomnik Jana i Cecyli (bohaterów legendy, opisanej w powieści Elizy Orzeszkowej "Nad Niemnem"), pomnik partyzantów z 1863 roku i zrujnowany dworek autorki.
Nad brzegiem Niemna znaleźliśmy także ławeczkę zakochanych – wynalazek pani Orzeszkowej, która słynęła tak samo z pomocy partyzantom, jak i licznych romansów. Nawiedziliśmy też Nowogródek i dworek Adama Mickiewicza oraz kryptę z nagrobkami Radziwiłłów, a nawet kąpaliśmy się w czystej i ślicznej Świtezi, gdzie przy odrobinie szczęścia można znaleźć "odmładzającą", niebieską glinę.
W Grodnie odwiedziliśmy m.in.: katedrę, muzeum, saunę, cmentarz (nagrobki Polaków, w tym Elizy Orzeszkowej). Zaskoczył nas widok zarośniętych, zaniedbanych nagrobków na cmentarzu, który, architektonicznie był naprawdę piękny (podobnie jak Rosa w Wilnie czy Cmentarz Orląt Lwowskich w Lwowie, bądź Powązki w Warszawie). Spontanicznie postanowiliśmy, iż tu powrócimy w przyszłym roku, by razem z tutejszymi harcerzami uporządkować cmentarz.
Białoruska polskość
Jednego wieczoru udaliśmy się na polską Mszę Świętą do Porzecza (normalnie odbywały się tam także Msze Święte w języku rosyjskim oraz białoruskim). Msza Święta bardzo nam się podobała. Była taka inna, niż nasze, polskie. Wzruszało nas też to, iż podchodziły do nas babeczki w kolorowych chustkach i pytały o to, jak jest teraz w Polsce, nierzadko popłakując przy tym…
Z serdecznymi pozdrowieniami i podziękowaniami dla dh Emmy Łazarenkowej i
jej rodziny oraz zuchów:
pwd. Kamila Kolaska
– drużynowa 1 Kociewskiej Drużyny Harcerek "Borowianki"