Szantowe Impresje

Archiwum / 13.03.2008

Artykułem tym chcę Wam zaproponować zorganizowanie w swoich środowiskach szantowych śpiewanek. Dzięki zebranemu tu materiałowi będziecie mogli wzbogacić każdą piosenkę barwną anegdotą.

Dlaczego szanty? Ano dlatego że do ich śpiewania, nie jest potrzebny ani szczególnie piękny głos, ani umiejętność gry na instrumencie muzycznym. Poza tym szanty zwane są również – pieśniami pracy. Gdy nasza drużyna ma do wykonania jakąś uciążliwe zadanie np. ładowanie sprzętu na obóz, wspólnie śpiewane szanty pozwalają umilić monotonne zajęcie.

A teraz trochę historii…

Pierwsza oficjalny zapis, o pieśni śpiewanej na pokładzie przy wybieraniu liny pochodzi z pracy dominikanina Feliksa Fabri z Ulm który w 1493 popłynął do Palestyny na galerze weneckiej. Natomiast pierwszym zbiorem morskich pieśni jest dzieło niejakiego Barboura pt. The Complyant of Scotland (1549).

Muzyka szant jest zwykle bardzo prosta, dostosowana do rytmu pracy. Często widać w niej wpływy irlandzkie, szkockie, celtyckie. W słowach przewijają się różne tematy: tęsknota za lądem, kobiety, ciężka praca. Pełno w nich oklepanych zwrotów: morze jest słone, fale ryczą. A jednak Szanty mają swój urok. Trudno mi określić na czym on polega. Każdy z was jednak może go odkryć sam…

WSTĘP

Dziś udamy się w podróż niezwykłą. Zamknijcie na chwilę oczy i przenieście się razem ze mną w czasy wielkich żaglowców. W czasy, gdzie rytm pracy odmierzało monotonne skrzypienie pokładu i łopot żagli na wietrze. W czasy, gdy herbaciane klipry ścigały się po oceanach, w walce o zysk i sławę. Wtedy, to triumfy świeciła pewien szczególny rodzaj pieśni – Szanty.

Co to takiego szanty? Pieśni pracy — rytmiczne i monotonne, jak i czynność, podczas której ją wykonywano. A było to stawianie i zwijanie wielkich żagli rejowych, brasowanie ciężkich rei, pompowanie wody, wybieranie kotwicy, i wiele, wiele innych zajęć. Szanta stawała się więc swoistym narzędziem pracy, bez którego 'nie szła' żadna robota na pokładzie.

Zawód szantymena (śpiewającego szanty na statku) ceniony był niekiedy na równi z profesją cieśli czy żaglomistrza. Na wielu statkach wachty wypożyczały sobie nawzajem szantymena, było to więc zajęcie w dużym stopniu specjalistyczne Początkowo szantymen otrzymywał nawet wyższe wynagrodzenie niż zwykły marynarz i nie pracował tak ciężko jak reszta załogi — był traktowany podobnie jak bosman, cieśla czy żaglomistrz. Szantymen nie musiał pięknie śpiewać, ani też grać na instrumencie, choć było to bardzo pożądane. Bardziej od talentów muzycznych załoga ceniła umiejętność prowadzenia ludzi i kierowania wspólnym wysiłkiem, również jego doświadczenie. Szantymen znał jak nikt liny i cały takielunek, musiał wiedzieć – na pewno i od razu – co, jak i gdzie poluzować, wybrać i obłożyć oraz co i jak przy tym śpiewać. Dobry szantymen powinien mieć też poczucie rytmu, umieć improwizować i dobrą orientacją tego co się dzieje w danej chwili na statku, przecież to od niego zależało, czy żagle zostaną postawione na czas, czy reje zostaną zbrasowane odpowiednio szybko podczas zwrotu i nie złapią wiatru z przeciwnej strony, w końcu, czy podczas wybierania talią gejtawy ślamazarny marynarz nie straci palców w bloku.

ROZŚPIEWANIE

Dzielimy drużynę na 4 grupy. Każdej, dajemy do zaśpiewania po jednej zwrotce kanonu.

'Dalej Jerry' – słowa: M.Siurawski

Dalej Jerry, w górę szkło!
Może by tak, rygi-dygi!
Po kropelce i na głosy
'Gore i ostrygi'?

Ostrygi, ostrygi! Świeże mam ostrygi!
Dobre, tłuste, świeżuteńkie mam ostrygi!

Gore! Gore!
Gore, gore, gore!
Dawaj beczkowóz, bo tam
gore, gore, gore!

Kończy się noc;
Bledną ranne gwiazdy.

Kanon ten stanowi muzyczną ilustracje, niektórych obrazków z życia Baltimore nad zatoką Chesapeake, jest więc w pewnym sensie pieśnią morską. Ma również swoją historię.

Na początku osiemnastego wieku w tym miasteczku powstało Towarzystwo Anakreontyczne. Pod tą oryginalną nazwą kryło się stowarzyszenie 'dżentelmenów różnorakiej profesji, którzy zbierali się raz w tygodniu, aby śpiewać, różnorakie pieśni chóralne i kanony'. Sama nazwa wzięła się od imienia greckiego poety Anakreonta z Teos, który w VI wieku przed naszą erą tworzył pogodne wiersze o tematyce biesiadnej i miłosne.

Oprócz niewątpliwej zasługi dla historii – jaką jest pieśń 'Dalej Jerry', członek tego towarzystwa – niejaki Francis Key – wsławił się jeszcze jedną rzeczą. Otóż w 1814 roku, podczas ataku brytyjskiego okrętu na Fort McHenry, broniący dostępu do miasta, do melodii 'Anachreon in Heaven' (Anakreont w niebiosach) napisał słowa. A całość nazwał 'The Star-Spangled Banner' (Gwiaździsty Sztandar). Dzisiaj jest to hymn Stanów Zjednoczonych.

SZANTY KABESTANOWE.

Oto jak o szantach kabestanowych pisze jeden z największych polskich szantymenów, członek zespołu 'Cztery Refy' – Jerzy Rogacki:

"W pierwszej fazie (wybieranie luzu łańcucha i napinanie go) gromko brzmiały żwawe szanty o charakterze marszowym. Gdy kotwica była już w pionie — przy jej rwaniu przeważnie nie śpiewano, a energię potrzebną do wykonywania tej wyjątkowo męczącej pracy wyzwalały krótkie a treściwe okrzyki. Przy podnoszeniu wyrwanej kotwicy (a były to ciężkie kotwice admiralicji) śpiewano znacznie wolniejsze szanty, często w metrum na 3/4, czy 6/8. Ich zwrotki zawierały niekiedy dość rozbudowane i egzotyczne wątki""

'Co się zdarzyło jeden raz' słowa: B. Chęciński, M. Dagnan.

Co się zdarzyło jeden raz, D G
Nie uwierzycie mi, A7 D
Gdym wdepnął sobie w piękny czas D G
W New-Yorską Chatham Street. A7 D

Ciągnij pomalutku, aż do skutku, D G A7 D
Jak te New York girls, co nie tańczą polki. D G A7 D

Dziewuszka grzeczna vis-a-vis
Obrała kurs na wprost:
– Tuż, tuż na Bleeker mieszkam, Street
Więc się zabrałem z nią.

Ciągnij pomalutku, …

Kielicha – rzekła – znajdziesz tam,
Przekąskę, to i sio.
Mamusia nas witała w drzwiach,
Siostrzyczek cały rząd.

Ciągnij pomalutku, …

Do wierzchu nalewano szkło
I pito aż po dno,
Aż zaczął kręcić się jak bąk
Mój globus w miejscu, o …

Ciągnij pomalutku, …

Przyjaciółeczką wzrusza bo
Ja przypominam jej
Braciszka, co w Szanghaju jest
Za nie wiadomo co.

Ciągnij pomalutku, …

Przejrzałem nagle, oczy trąc
Królową Boże Chroń,
Ten goły facet w łóżku jest
Bez wątpliwości mną.

Ciągnij pomalutku, …

Pustynną iście zionie w krąg
Golizną każdy kąt,
A bez bielizny, forsy ktoś
Jest bez wątpienia mną.

Ciągnij pomalutku, …

To w czym do portu szedłem, dość
Wytworną miało woń.
Po mączce rybnej wór, a-hoj,
Jak ulał na Cape Horn.

Wszystko pomalutku ciągnie się do skutku,
Jak te New York girls, co nie tańczą polki.

Polka jako taniec narodziła się w Pradze, w połowie ubiegłego wieku i szybko opanowała sale balowe ówczesnej Europy. Trafiła również na morze, gdzie tańczono ją
w portach, a załogi żaglowców śpiewały w jej rytmie swoje szanty przy kabestanie i fałach.

Choć stosunkowo późno, lecz polka w końcu zawędrowała za Atlantyk, i stąd pytanie skierowane do amerykańskich dziewczyn: 'Can't you dance the Polka?'

Z szantą ta wiąże też się pewna dramatyczna historia. Otóż poniewierane i wyzyskiwane dziewczyny z największych nowojorskich domów publicznych na rogu Broadwayu i Pierwszej Alei, udręczone, bez widoków na przyszłość, decydowały się często na samobójstwo. Wychodziły wtedy na ulicę i śpiewały 'Can't you dance the Polka?', jako swoje pożegnanie i zapowiedź rychłego odejścia z tego świata.

'Hiszpańskie Dziewczyny' słowa: A, Mandrygał, G. Wasilewski

Żegnajcie nam dziś hiszpańskie dziewczyny, e C H7
Żegnajcie nam dziś marzenia ze snów. e C H7
Ku brzegom angielskim już ruszać nam pora, e D e H7
Lecz kiedyś na pewno wrócimy tu znów. e C H7 e H7 e

I smak waszych ust hiszpańskie dziewczyny, e C H7
W noc ciemną i złą nam będzie się śnił. e C H7
Leniwie popłyną znów rejsu godziny, e D e H7
Wspomnienie ust waszych przysporzy nam sił. e C H7 e H7 e

Niedługo ujrzymy znów w dali Cap Deadman,
I głowę baranią sterczącą wśród wzgórz.
I statki stojące na redzie przed Plymouth,
Klarować kotwicę najwyższy czas już.

I smak …

A potem znów żagle na masztach rozkwitną.
Kurs szyper wyznaczy do Portland i Wight.
I znów stara łajba potoczy się ciężko,
Przez fale w kierunku na Beachie Fairlie Land.

I smak …

Zabłysną nam bielą skał zęby pod Dover,
I znów noc w kubryku wśród legend i bajd.
Powoli i znojnie tak płynie nam życie,
Na wodach i w portach South Foreland Light.

I smak …

Typowa pieśń powrotu śpiewana przy kabestanie, znana już w XVI wieku. Początkowo śpiewana przez załogi okretów wojennych, które powracały do Anglii, z Morza Śródziemnego, wzdłuż brzegów Hiszpanii. Od nich przejęli je ludzie ze statków Handlowych i wkrótce 'Hiszpańskie..' stała jedną z najbardziej lubianych pieśni powrotu.

W tekście jest sporo geografii (możecie to wykorzystać na jakiejś 'geograficznej' zbiórce).

Cape Deadman to dzisiejszy Dodman Point, na północny wschód od Falouth, a Barania Głowa, to – płynąc dalej na wschód – Rame Head, już przy Plymouth. Portland i Wight to wyspy przy Weymouth i Portsmouth, a za przylądkiem Beachy Head odsłaniają się latarnie Dungennes i zatoka South Foreland, pomiędzy którą bieleją, słynne kredowe skały Dover.
'Shenandoah' słowa: A. Mendrygał, R. Soliński

Shenandoah
tłumaczenie : Andrzej Mendygrał, R. Soliński
muzyka tradycyjna

O, Missouri, ty wielka rzeko! D G D
– Ojcze rzek, kto bieg twój zmierzy? G D
Wigwamy Indian na jej brzegach, h G
– Away, gdy czółno mknie poprzez nurt Missouri. D fis G h A7 D

O, Shenandoah, jej imię było,
I nie wiedziała co to miłość.

Aż przybył kupiec i w rozterce
Jej własne ofiarował serce.

A stary wódz rzekł, że nie może
Białemu córka wodza ścielić łoże.

Lecz wódka białych wzrok mu mami;
Już wojownicy śpią z duchami.

Wziął czółno swe i z biegiem rzeki
Dziewczynę uwiózł w kraj daleki.

O, Shenandoah, czerwony ptaku,
Wraz ze mną płyń po życia szlaku.

O, Missouri, ty wielka rzeko!
Wigwamy Indian na jej brzegach.

Pieśń ta narodziła się wśród kanadyjskich 'voyageurs', którzy zapożyczyli ją od Indian. Później 'spłynęła' dalej z nurtem Missouri i Missisipi do Nowego Orleanu, gdzie zaczęli ją śpiewać dokerzy, a od nich przejęli ją marynarze.

Samo słowo 'Shenandoah' ma bardzo romantyczne pochodzenie. W języku Indian z plemienia Dakota znaczy 'Córka Gwiazd'.
Po wybraniu z dna kotwica zawisała teraz nad lustrem wody. Aby zamocować ją na pokładzie lub przy burcie, należało ją najpierw podciągnąć do kotbelki a następnie 'złowić' Cat and fish – tak czynność tą nazywali Anglicy.

A cóż to są kotbelki, które pojawią się w następnej szancie? Były to dwie mocne belki dębowe lub tekowe, przymocowane do pokładu nad kubrykiem, prostopadle do burt. Na ich zwieńczeniach, często rzeźbiono głowę kota, którego oczy miały strzec przed niebezpieczeństwem.

'Cheely man' słowa: M. Siurawski

Rwij ją do góry, a-jo! Cheely man!
Z kotbelki za sznury, a-jo! Cheely man!
A zobacz tam w dół który, a-jo!
Cheely man, o! O-a-jo! Cheely man!

I łańcuch luzuj,
Niech leci z kluzy,
I żywo ludzie,
Nie żałuj mozołu,

Weź na dwa bloki z dołu,
I równo, pospołu,
Teraz ją chwytaj,
I talią omotaj,

Ciężka tu robota,
I jeszcze raz w górę,
Powoli i z trudem,
Mocno, choć z bólem,

Ciężka jak ołów,
Niełatwy połów,
I równo z dołu, a-jo!

Cheely man, o! O-a-jo! Cheely man!

O! O-a-jo! Cheely man!

Okrzyk 'Cheerilly man' był bardzo popularny w angielskiej flocie handlowej i wojennej. Nie tylko popularne, ale i stare. U Szekspira, w pierwszej scenie 'Burzy' słyszymy taki oto tekst 'Heigh, my hearts, cherily, cherily, my hearts, yare, yare! Take in the topsail'.

SZANTY FAŁOWE

Kiedy w górę szły górne marsle i bramsle, bombramy albo żagle gaflowe, szantyman intonował szantę fałową na tzw. Długie pociągnięcia.
Fał biegł z góry wzdłuż masztu przez talię, zamocowaną zwykle do żeliwnego ucha. Ludzie stojąc gęsiego przy poziomym odcinku fału – wybierali linę w czasie partii chóralnej, a gdy szantymen śpiewał swoja solówkę – odpoczywali.

Aha – aby dać wam wyobrażenie o skali tego wysiłku, powiem wam iż np. marsreja grota (jeden z żagli) na Darze Pomorza, ważyła 2,5 tony, a podnoszono ją w ciągu dwóch i pół minuty.

'Emma' słowa: M. Siurawski

Emma, Emma, pozwól mi, E7 H E
– Zrobię małe baby Juliannie. E D E
Emma, Emma, po co wstyd? E7 H E
– Zrobię małe baby Juliannie. E D E

I! Zakołysz mocno i
I! Pociągnij ile sił.
I! Pod żagiel weźmy go,
W upał i pogodę złą.
I! Do przodu i w tył,
Stary głupi i zły.
O! Cholerę mu w bok, (dawaj!)
Bo najpóźniej za rok.
No! I wybierz ten luz,
(Jeszcze!) O! Dwa razy i szlus.
I! Ostatni to raz!
(Obłóż) O! Do koi już czas

W epoce kliprów rozpoczęła się rywalizacja miedzy flotą angielską o ogromnych już wtedy tradycjach i historii, i młoda ale dynamiczną flota amerykańską. W wyścigu o rynki zbytu, szybkość i tonaż wygrywali Amerykanie, czego Angole nie mogli im darować. Przegrywający wyśmiewali się przy każdej okazji z nie lubianych Jankesów, a zwłaszcza z fatalnych – zdaniem Anglików – porządków i zwyczajów – panujących na statkach amerykańskich. Czego pięknym przykładem jest ta szanta:

'Congo River' słowa: J. Sikorski

Czy byłeś kiedyś tam nad Kongo River? D G
– Razem, o! e D G
Tam febra niezłe zbiera żniwo. D A D
– Razem weźmy go, ho! A D

Brać się chłopcy, brać, a żywo! D G
– Razem, o! D D G
Cholerne brzegi Kongo River! D A D
– Razem weźmy go, ho! A D

Jankeski okręt w rzekę wpłynął;
Tam błyszczą reje barwą żywą.

Brać się chłopcy …

Skąd wiesz, że okręt to jankeski?
Zbroczone krwią pokładu deski.

Brać się chłopcy …

Ach Kongo River, a potem Chiny;
W kabinach same sukinsyny.

Brać się chłopcy …

Ach, powiedz kto tam jest kapitanem?
John Mokra śliwa – stary palant.

Brać się chłopcy …

A kto tam jest pierwszym oficerem?
Sam Tander Jim, cwana cholera.

Brać się chłopcy …

A kogo tam mają za drugiego?
Satrapę – Johna Piekielnego.

Brać się chłopcy …

A bosman – czarnuch zapleśniały;,
Jack z Frisco liże mu sandały.

Brać się chłopcy …

Kuk lubi z chłopcem pobaraszkować;,
I nie ma czasu by gotować.

Brać się chłopcy …

Jak myślisz, co mają na śniadanie?
Tę wodę, co miał kuk w kolanie.

Brać się chłopcy …

Jak myślisz, co na obiad zjedzą?
Z handszpaka stek podlany zęzą.

Brać się chłopcy …

Nie zgadniesz, jaki tam jest ładunek –
Z plugawych tawern sto dziewczynek.

Brać się chłopcy …

SZANTY REFOWE

Refowanie – czyli zwijanie żagla. Była to czynność trudna i niebezpieczna. Trzeba było wspiąć się na rozchybotaną reję po wantach i tam, bez zabezpieczeń refować żagle. Marynarze robili to stojąc na cienkiej linie – percie. Jeżeli pracowały dwie wachty – często zaczynała się rywalizacja – kto lepiej zrefuje swój żagiel. Obie ręce marynarz musiał używać do pracy, wymagało to od niego niesamowitej zręczności. Pod spodem był tylko pokład i morze.

Towarzyszyła im też pieśń:

'Paddy Doyle' Słowa: M. Siurawski, J. Sikorski.

Hej o hej! brac na gejtawy o-o D A7 D G
– Paddy Doyle znowu sprzedał nam pic G D A7 D
Hej o hej! brać na gejtawy o-o
– Paddy zrobił nas w konia jak nic
Hej o hej! …
– Buty dziurawe Paddy nam dal
Hej o hej! …

– Widać Paddy interes w tym miał
– Za ten stary, dziurawy but
– Zwiśnie Paddy z rei jak drut
– Obok Doyle'a zawiśnie nasz kuk
– Stary złodziej, brudas i mruk
– Buty dziur maja, bracie, jak ser
– Przyjdzie czas – Paddy zeżre je, hej!
– Bosman znowu na wanty nas gna
– No to pluj z góry na tego psa
– Kuk się spasł przy nas jak tłusty wieprz
– Zdrowo będzie upuścić mu krew
– Jutro chief znowu komuś da w pysk
– Będzie wała miął z tego, nie zysk
– Paddy Doyle znowu sprzedał nam pic
– Paddy zrobił nas w konia jak nic.

Paddy to popularne określenie Irlandczyka. Ale ten konkretny istniał naprawdę i nie zapisał się chlubnie na kartach historii.

Był to kupiec żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku w Dublinie, który handlował wyposażeniem żeglarskim 'kiwając' przy tym klientów, ile się dało.
Jak podają ówczesne gazety, został powieszony przez nieznanych sprawców, prawdopodobnie mściwych marynarzy.

SZANTY BRASOWE

Wbrew pozorom była to jedna z najbardziej niebezpiecznych prac na pokładzie. Wybierano zawsze brasy zawietrzne, w związku z czym ludzie pracowali po najbardziej nachylonej stronie pokładu, często po sam pas w wodzie. Wystarczyła chwila nieuwagi i człowiek wypadał za burtę.

A same brasy? Były to jedne z lin używanych do stawiania żagli.

Przy tej robocie ludzie chwytali linę gęsiego i szli wzdłuż burty w kierunku rufy, wybierając bras. Chyba najsłynniejszą szantą brasową jest:

'Z pijanym żeglarzem, co zrobimy?' słowa: R. Burchard i inni

Z pijanym żeglarzem co zrobimy, e
Z pijanym żeglarzem co zrobimy, D
Z pijanym żeglarzem co zrobimy, e
Gdy przyjdzie raniutko. G

Hej, jak się zabawimy,
Hej, jak się zabawimy,
Hej, jak się zabawimy,
Gdy przyjdzie raniutko.

Złóżmy go w ratowniczej łodzi …
Szpunt wyciągnijmy, niech tonie w wodzie …
Pagajami na nogi go stawiajmy …
W zęzę złożywszy wężem lejmy …
Trzymajmy go za nogi, gdy rzygać będzie …
Wszorujemy go w likszparę …
Obłożymy go na knadze …
Przeciągniemy go przez kipę …
Sterem go zróbmy, gdy sztywnym będzie …
Ickiem go zróbmy, gdy wiotkim będzie …
Powiesimy go na rei …
Zaształujemy go do forpiku …
Przeciągniemy go pod kilem …
Zarefujemy go wraz z grotżaglem …
Zmarlujemy go na bomie …
Włóżmy go do kapitańskiej koi …
Parę pagajów mu w pupę dajmy …
Dziewczyny do koi też mu nie dajmy …
Klina na kaca też mu nie dajmy …

Istnieje też śliczna kaszubska wersja tej szanty, śpiewana przy stawianiu żagli na 'Lwowie' – pięknym polskim przedwojennym żaglowcu.
O dżigi, dżigi! Wzieny razem!
O, dżigi, dżigi! Razem, razem!
O, dżigi, dżigi! Wzieny, wzieny!
Jo! Ho! Margeryta! (3x)
Chodź, całuska dej nom!

PIEŚNI KUBRYKU

Zostawmy na chwilę szanty i zajrzyjmy wspólnie pod pokład żaglowca. Konkretnie do szczególnego miejsca, a mianowicie do Kubryku. Było to miejsce w którym znajdowały się koje, na ścianach wisiały sztormiaki oraz ozdoby wykonane przez marynarzy. W powietrzu unosiła się charakterystyczna mieszanka zapachów na którą składały się zapach tytoniu, gotowanego mięsa, suszących się lin, mydła, kawy, mahoniu, wełnianych koców i najwspanialszego z zapachów: pieczonego chleba. To tu umilano sobie czas urządzając np. walki karaluchów.

W takich warunkach śpiewano jedne z najpiękniejszych marynarskich pieśni – Pieśni Kubryku.

Pieśni kubryku są inne niż szanty, spokojniejsze, o miłej dla ucha melodii. Często utrzymane w formie ballady. Nie czuję się w nich charakterystycznego dla szant rytmu pracy.

Właśnie pieśnią kubryku jest Pożegnanie Liverpoolu:

'Pożegnanie Liverpoolu' słowa: K.Kuza. J.Rogacki

Żegnaj nam dostojny, stary porcie C C7 F C
Rzeko Mersey żegnaj nam. G7
Zaciągnąłem się na rejs do Kalifornii, C C7 F C
Byłem tam już niejeden raz. C G7 C

A wiec żegnaj mi, kochana ma!
Już za chwilę wypłyniemy w długi rejs.
Ile miesięcy cię nie będę widział nie wiem sam,
Lecz pamiętać zawsze będę cię.

Zaciągnąłem się na herbaciany kliper,
Dobry statek, choć sławę ma złą.
A że kapitanem jest tam stary Burgess,
Pływającym piekłem wszyscy go zwą.

A wiec żegnaj…

Z kapitanem tym płynę już nie pierwszy raz,
Znamy się od wielu, wielu lat.
Jeśliś dobrym żeglarzem, radę sobie dasz,
Jeśli nie – toś cholernie wpadł.

A wiec żegnaj…

Żegnaj nam dostojny, stary porcie,
Rzeko Mersey żegnaj nam,
Wypływamy już na rejs do Kalifornii,
Gdy wrócimy – opowiemy wam.

A wiec żegnaj…

Herbaciany Kilper to tak naprawdę 'David Crocket', zwodowany w roku 1853 w stoczni 'Mystic' w Stanach Zjednoczonych. Dziesięć lat później kliper ten rozpoczął regularną żeglugę na trasie Liverpool – Kalifornia pod dowództwem Johna Burgesa, znanego z utrzymywania niezwykle surowej dyscypliny na pokładzie. Jak podają dzienniki 'Loyda', w roku 1874 Burgess wypadł za burtę w czasie ostatniej podróży przed odejściem na emerytur