Szef dobry to szef zmotywowany
Wszystko jest jasne z tym motywowaniem, póki jest się członkiem jakiegoś zespołu. Wiadomo, szef ma mnie motywować do pracy i już. Jak się zdemotywuję to nie jest to tylko mój problem, ale też problem mojego szefa. I tak sobie trwam. Nie chce mi się, mówię: „wiesz nie chce mi się”. I już. Sprawa załatwiona, niech zrobi coś, by mi się chciało. W końcu jest szefem. Musi o mnie dbać.
No ale jak się jest szefem zespołu, drużynowym, bywa gorzej. Motywację czerpać trzeba z różnych miejsc, samodzielnie, bo często zdarza się, że nikt o nią nie dba. To zapewne dlatego, dobrymi drużynowymi są takie osoby, które mają niespożyte pokłady automotywacji. Ale ta też się kiedyś kończy.
Siedzę przed komputerem, mam mnóstwo zadań do zrobienia i nie chce mi się. Tak baaardzo mi się nie chce. Może jestem śpiąca, może głodna, może z kimś się spotkam lepiej, może poczytam, może posprzątam? Cokolwiek, byle nie pisać tego wszystkiego, co muszę. Znacie to? Marazm, niechęć, obojętność, brak takiej zwykłej radości, brak chęci do zrobienia czegokolwiek… To jest demotywacja. Demotywacja szefa.
Akcja zarobkowa, mieliśmy ją zrobić wszyscy – mówi Piotrek, były drużynowy – każdy dostał zadanie, każdy miał termin. Efektem miało być dofinansowanie do obozu, a konkretnie zakup sprzętu nurkowego, bo chcieliśmy zrobić kurs nurkowy. Trzeba tylko było odebrać plakaty i je rozwiesić, no i udzielać korepetycji dzieciakom ze świetlicy. Szkoda, że w efekcie większość ludzi nie miała czasu, zawsze coś im wypadało a to nauka, a to rodzice nie pozwolili a to inne korki, a to angielski. Wszystko zostało na mojej głowie. Bo mi nie mogło nic wypaść, to ja umówiłem się z kierowniczką świetlicy, to ja ustaliłem terminy z gościem od plakatów. Odechciewa się wszystkiego. Obozu nie było, zakupów też nie. Sam nie dałem rady.
A najgorsze jest to, że ze swoją drużyną, zespołem o tym nie pogadam… Trudno przecież do członków zespołu, za którego pracę odpowiadam, powiedzieć: no nie chce mi się. Zwłaszcza, że często to ten właśnie zespół jest przyczyną zniechęcenia. Nic nie demotywuje bardziej niż brak efektów czyjejś pracy, brak systematyczności, unikanie odpowiedzialności, nierealizowanie ustaleń, brak zrozumienia, nieprzestrzeganie terminów itp. I w tym wszystkim nawał zadań, bo każdy może powiedzieć, że nie ma czasu, ale drużynowy, szef zespołu – nie.
Gdy pytałam różnych szefów zespołów, w tym drużynowych, co ich motywuje do pracy w danym zespole, wszyscy na jednym z pierwszych miejsc wymieniali ludzi. Najważniejszym źródłem motywacji drużynowego, tak jak każdego szefa zespołu, jest sam zespół. I gdy zdamy sobie z tego sprawę, to łatwiej będzie tej motywacji tam szukać.
Ania drużynowa, mówi: moi harcerze mnie motywują – cieszę się, kiedy się czegoś nowego nauczą, kiedy się dobrze bawią, kiedy pojadą w jakieś nowe, fajne miejsce.
Motywuje mnie wspólna pasja, spotkanie samo w sobie, niezależnie od tego, co się na nim dzieje, efekty pracy innych – mówi Kuba.
Dramat, wszystko się wali, nie ma kasy, nie ma czasu, ludzie już jadą na obóz a my nadal nie wiemy czy on może się odbyć, wszyscy rozkładają ręce – opowiada Kasia – no i pretensje wokół, bo nic nie wiadomo, brak jest decyzji, a nic nie zależy ode mnie, pretensje mają moi przełożeni, bo każą odwołać obóz a ja uważam, ze na odwołanie już za późno, pretensje mają współpracownicy bo nie mogę im obiecać, że na wszystko dostaną kasę, bo właściwie nic nie wiadomo. A ja nic nie mogę zrobić. Jestem zła, sfrustrowana, nikt mnie nie rozumie, niby jestem szefem a nic już nie zależy ode mnie, a nikt tego nie rozumie. I po kolejnej dyskusji z ogromną ilością emocji, tych złych też, nagle przychodzi fax, a na nim uśmiechnięte słonko i napis „i tak damy radę”. Daliśmy.
Jak zawsze, gdy pojawia się problem ze sposobem poradzenia sobie z czymś w harcerstwie warto sięgnąć po metodę harcerską. Może warto czasem potraktować szefa jak podmiot naszego (zespołu) działania. W końcu harcerstwo to również wzajemność oddziaływań.
Spróbować podejść do niego indywidualnie i pozytywnie. Czasem, nie tylko od niego wymagać ale też spróbować wczuć się w jego sytuację. Docenić jego działania, mówić mu jak w niego wierzymy, krytykować ale konstruktywnie i czasem zastanowić się czy ciągłe „zawalanie” różnych spraw, nie powoduje, że on musi się wszystkim zajmować sam. No i pozwolić mu na działanie w innych miejscach, na to, by czasem mógł się od nas oderwać, nabrać dystansu, dać mu na to czas.
Działalność w drużynie mi nie wystarcza – mówi Ania – najbardziej motywuje mnie, kiedy się czegoś nowego nauczę, pojadę na jakiś kurs instruktorski, zadbam o swój rozwój, wyznaczę sobie cel. Motywuje mnie moja działalność poza drużyną, dzięki temu ciągle mam nowe pomysły, podejmuję się nowych wyzwań, cieszę się, że wszystko czego się dowiem mogę wypróbować na swojej drużynie, jestem z niej dumna.
Gdy myślę o takich szybkich działaniach, w których zespół motywował szefa to przypominają mi się akcje typu, opisy na gg „Piotrek da radę”, „Trzymamy kciuki za Jacka”, „Ania jest najlepszą drużynową” itp. Wysyłanie wzmacniających smsów. Ale działa też mówienie dziękuje, proszę, świadomość, że można na kogoś liczyć.
Mam też doskonałą receptę na szybkie zmotywowanie się. Na zakończenie pracy w HSR dostałam książeczkę, w której różni moi przyjaciele w tym członkowie zespołu napisali o tym, jaka jestem, jak oni odbierają mnie, dziękowali, gratulowali itp. Nic tak dobrze nie wpływa na samopoczucie niż solidna porcja szczerego docenienia od ludzi, którzy z Tobą pracują. I ich wiara we mnie. Od razu chce się pracowaćJ
hm. Katarzyna Krawczyk – przewodnicząca komisji Rady Naczelnej ds. programu i pracy z kadrą, członkini zespołu kadry kształcącej hufca Radom – miasto. Pracuje w Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej. |