Warto podjąć rękawicę?
Na hasło „studia za granicą” wyszukiwarka Google znajduje tysiące stron – raporty największych portali, fora językowe, uczelnie oferujące wymiany studenckie oraz firmy, które pomogą dopełnić formalności. Podają dane, statystyki, opisują wymagania, przebieg rekrutacji, zachęcają i przekonują – to nigdy nie było prostsze! Tu mają rację, wstąpienie Polski do Uni Europejskiej otworzyło na oścież przed młodzieżą bramy europejskich szkół wyższych. Tylko czy warto?
Spróbować nieznanego
– Duże wyzwanie, studiowanie w języku obcym, poznanie innych metod pracy, kultury, międzynarodowe znajomości, lekcja samodzielności, dostęp do nowszych technologii i kontakty z dużymi firmami, z którymi wiążę plany kariery – wymienia jednym tchem Paweł, student trzeciego roku Inżynierii Mechanicznej w University of Edinburgh. Jego dziewczyna, Kasia, rozpoczynająca tam studia medyczne, zapytana o motywy swojej decyzji dodaje wysoką jakość kształcenia, szerokie perspektywy pracy, dobre płace dla zagranicznych lekarzy oraz to, że studia w Szkocji są bezpłatne.
Ala od początku nie była zdecydowana, chciała raczej zostać i uczyć się w kraju. Gdy dostała informację o przyjęciu na prawo z biznesem na Brighton University, przekonała ją rodzina. – Rodzice i starsze siostry gorąco mnie do tego namawiały wierząc, że skoro jest możliwość studiowania w Anglii, należy z niej skorzystać.
Wypromować siebie
Zapada decyzja, licealista chce podjąć rękawicę. Jakie kroki podejmuje, żeby znaleźć się na wymarzonym kierunku i uczelni? – Wysyła się tłumaczenie przysięgłe wyników z matury, świadectwa z klasy maturalnej i certyfikat językowy DALF. I tyle – tak Mateusz, który zgłębia Lettres Modernes, czyli literaturoznawstwo francuskie opisuje rekrutację na Sorbonie.
W Wielkiej Brytanii aplikacja na studia jest bardziej skomplikowana. Za cały proces odpowiedzialny jest University and Colleges Admission Service. Kandydat wypełnia na stronie UCAS (www.ucas.com) formularz, w którym wskazuje kierunki i uczelnie, którymi jest zainteresowany. Podstawowym warunkiem przyjęcia są wyniki matury oraz znajomość języka. Jednak niezwykle ważnym elementem podania jest Personal Statement. – Jest to esej promujący siebie i będący dowodem zaangażowania w dziedzinę, którą chce się studiować. Dlatego warto wcześniej pomyśleć o wszelkich wolontariatach, konkursach, rozwijaniu pozaszkolnych zainteresowań, kursach, uprawianiu sportu – wyjaśnia Kasia. Dla każdego kierunku określone są umiejętności, jakie powinien posiadać student np. analizowanie swoich postępów, praca w zespole czy dobra organizacja. W Personal Statement należy je wyeksponować, podeprzeć konkretnymi doświadczeniami.
Ponadto niektóre uczelnie przeprowadzają z kandydatami rozmowy kwalifikacyjne lub wymagają dodatkowych testów (LNAT na prawo, UKCAT lub BMAT na medycynę). Mierzą one poziom inteligencji, umiejętność czytania ze zrozumieniem, wykonywania przeliczeń matematycznych, abstrakcyjne myślenie.
Kandydat odniósł sukces. Koniec wakacji, pakowanie walizek, by nie przekroczyć limitu 20 kg bagażu i móc wyruszyć w przygodę życia. W głowie plany, nadzieje, obawy. A jaka jest rzeczywistość?
The Freshers – pierwsze wrażenia
– Wszystko jest idealnie zorganizowane, wykładowcy i inni pracownicy służą pomocą w każdej postaci. Podejście do studenta jest indywidualne, z szacunkiem i traktujące nas nieco jak klientów oczekujących najlepszej jakości kształcenia – zachwyca się Kasia i wymienia: szerokie wyposażenie uczelni, świetne laboratoria, pomoce naukowe, darmowy dostęp do internetowych zasobów biblioteki, osobna spersonalizowana strona internetowa, na której można znaleźć wszystkie notatki z wykładów, fora, elektroniczne portfolio, kalendarz osiągnięć. – Ważne jest to, że studia pozwalają się rozwijać nie tylko naukowo, ale także w każdej innej dziedzinie. Można zapisać się niemal do każdego wymarzonego klubu sportowego (jazda konna, joga, taniec hip-hop, narciarstwo) i towarzystwa studenckiego (miłośnicy czekolady, klub walki z AIDS, klub teatralny) – Kasia opowiada bez końca. A studenci w Polsce zazdroszczą.
Na relacje między wykładowcą a studentami uwagę zwraca także Mateusz. – Na pierwszych zajęciach z każdego przedmiotu wykładowcy proszą o wypełnienie formularza z danymi osobowymi i ze zdjęciem, żeby kojarzyć każdego studenta. Mateusz ma także swoją bolączkę. – Nie ogarniam formalności, to jest naprawdę tutejsza zmora…
Wrażenia Ali nie są jednoznaczne. Studentka Brighton University rozczarowana jest jakością szkolnictwa, zwłaszcza poziomem matematyki i wiedzą pozostałych studentów. Zauważa jednak ważne różnice – Nastawienie na praktykę, brak wymogu uczenia się niepotrzebnych teorii, wydaje się, że tak powinno być. Priorytetem jest samodzielność – research do późnych godzin w bibliotece, dla mnie, jako osoby, która zawsze miała dużo zajęć, 12h na pierwszym roku było czymś strasznym, bo zwyczajnie nic nie robiłam. W końcu udało się zrozumieć, że trzeba do wszystkiego dojść samemu.
Sprawdzić portfel
W Szkocji Polacy (jak wszyscy członkowie UE) są całkowicie zwolnieni z opłaty za studia. Należy zwrócić się z aplikacją do agencji SAAS, która pokrywa koszty nauki. Natomiast rok angielskiej edukacji kosztuje około 3 tys. funtów. Na opłacenie uczelni można wziąć pożyczkę, która jest oprocentowana, a którą spłaca się po ukończeniu studiów. Poza tym można ubiegać się o stypendium socjalne, a najlepszym przyznawane jest stypendium naukowe.
Finansową sytuację polskich studentów w UK podsumowuje Ala. – Z perspektywy osoby wspomaganej całkowicie (wydatki na czynsz, jedzenie) przez rodziców, ale również z perspektywy koleżanek, które pracując płacą za wszystko same, można się utrzymać. Paweł i Kasia dodają, że pracę i naukę można pogodzić, jednak wszytko zależy od nakładu pracy na uni, nie każdy może poświęcić wieczory i weekendy. Im udaje się zarobić spore sumy w czasie wakacji .
Na samowystarczalność postawiła Marysia, studentka matematyki na University of Liverpool. – Udało mi sie znaleźć dobrą pracę w sklepie, ale w Warrington (ok. 30 km od Liverpoolu) i od poniedziałku do czwartku jeździłam do pracy od 7 do 10 w nocy. Było ciężko. Wykłady kończyłam późno, więc nawet nie jadłam obiadu, a coś w stylu lunchu-obiadu, który odgrzewałam w mikrofalówce w kuchni na naszym wydziale.
Mateusz chwali wszechobecne we Francji zniżki dla studentów – na komunikację, kulturę, jedzenie, prasę. – Trzeba się finansowo zaopatrzyć na sam start, tzn. żeby zapłacić ubezpieczenie socjalne i zdrowotne, ale później tylko z tego korzystasz. Ubezpieczenie zdrowotne obejmuje wszystko i nie płacisz w ogóle, czy to kupujesz lek, prezerwatywę, czy to idziesz do stomatologa, czy to stwierdzisz, że chcesz mieć nowy aparat na zębach, czy okulary z oprawkami od Armaniego, dla nich to jest wszystko sprzęt medyczny.
Dostrzec różnice
Co dzień nasz bohater spotyka setki ludzi – na uczelni, w sklepie, na ulicy, imprezie. Wymienia uśmiechy, uprzejmości, rozmawia o zajęciach, premierach filmowych, bawi się. I obserwuje. Dostrzega r
óżnice. Tak jak Mateusz. – A ta grzeczność Francuzów to już w ogóle czasem jest śmieszna, jak widzisz dwie osoby wymijające się szybko rowerami i krzyczące do siebie „-SALUT!! – SALUT!!! COMMENT CA VA?? – CA VA, CA VA, MERCI!!! ET TOI?? – CA VA! MERCI!!!”. Jeśli tej scenki nie odegrasz i powiesz tylko „salut”, to wyjdziesz na prostaka.
Swoją refleksją dzieli się Kasia – W Polsce ludzi zbliża wspólne narzekanie – na politykę, na pogodę, na wykładowcę na uczelni, na nadmiar pracy. Tu każdy jest wesoły i uśmiechnięty, ale również bardziej zamknięty w sobie. Nie wiem, czy to zaleta czy wada, na pewno różnica. I myślę, że tego typu różnic trzeba być świadomym.
Ala jest zaskoczona, jak wiele różni Brytyjczyków i Polaków. – Wydawałoby się, że tak wiele nas nie dzieli, jeden kontynent, UE, jedna moda. A jednak odmienności rzucają się w oczy. Razi mnie brak szacunku do innych, do starszych, jakiś taki seks bezzwiązkowy. Fakt, pochodzę z silnie katolickiego kraju, mam inny system wartości.
– Samodzielność, zdanie na siebie, nabranie perspektywy – do siebie, do innych, do Anglii, do Polski. – kontynuuje Ala zapytana o największe pozytywy jej pobytu w UK. – Widzi się coś przez aspekt drugiego kraju lub ludzi w innym kraju, dostrzega wady i zalety każdego z nich. No i oczywiście ta międzykulturowość, uwielbiam przyglądać się innym lub słuchać historii ludzi, którzy wylądowali w tej chwili, w tym samym miejscu, co ja, a mają tak różna przeszłość i tak różne motywy nimi kierowały.
Poczuć się, jak w domu
Licealista dokonując wyboru uczelni kieruje się wieloma kryteriami. Bardzo ważnym jest atmosfera miasta, w którym zamierza spędzić kilka najbliższych lat swojego życia. Burzliwe dyskusje wywołuje porównywanie atutów, atrakcyjności, urody Krakowa, Warszawy czy Wrocławia. I nieraz trudno odnaleźć w nich konkretne argumenty. Przecież chodzi o to subiektywne uczucie, gdy lądujesz na dworcu, później spacerujesz uliczkami z kubkiem gorącej, aromatycznej kawy i czujesz się, jak u siebie. Wiesz, że to Twoje miejsce.
Kasia odnalazła to w Szkocji. – Uwielbiam to miasto i zapraszam wszystkich do Edynburga! Jest tu pięknie, zielono, atmosfera jest naprawdę niepowtarzalna. To tutaj w restauracji nieopodal mojej uczelni zrodził się Harry Potter, to stąd pochodzi „Dr Jekyll i Mr Hyde” oraz owca Dolly. Jestem bardzo zadowolona, że tu studiuję.
Jeszcze jedna kwestia pomaga Kasi poczuć się, jak w domu i kolejna, która działa zupełnie przeciwnie. – Polski język bardzo często słyszy się na ulicy. Co za tym idzie, można znaleźć polskie msze w kościołach, polskie restauracje, delikatesy, półki z polską żywnością w większych sklepach. A i Brytyjczycy często zaskakują mnie znajomością geografii Polski i polskich zwrotów. Natomiast codziennie rozczarowuje ją pogoda. – Nie mogę przyzwyczaić się do wielu zmian w ciągu dnia i nigdy jeszcze nie ubrałam się adekwatnie do warunków atmosferycznych. I nie chodzi tu o przysłowiowy angielski deszcz! W zeszłym tygodniu w ciągu dnia padało trzy razy, w przerwach świeciło słońce, rzucało gradem, była również burza, chwile wietrzne i spokojne, a nawet tęcza. Zmienia się jak w kalejdoskopie. Warto zaopatrzyć się w kalosze!
Ze stolicą Francji sprawa nie wygląda tak prosto. Mateusz tłumaczy to w ten sposób: – Z jednej strony Paryż jest miastem wybudowanym z rozmachem, a z drugiej jest też miejsce na to, żeby w centrum pograć w bule, poczytać w ciszy na ławeczce. Daruję sobie slogan „Paryż: miasto przeciwieństw”, bo to już słyszałem pod adresem niejednego państwa, miasta i wsi. Prawda jest taka, że każdy tu znajdzie coś dla siebie i jest ta miła świadomość, że się tego miasta cały czas nie zna. Nawet rodowici paryżanie znają dokładniej tylko swoją dzielnicę. W Krakowie człowiek czuje się po miesiącu jak u siebie, jest po prostu „swojsko”, a tutaj jest się trochę wiecznym turystą.
Złote rady
Sylwia walczy w tym roku o indeks na prawo. Marzy o Londynie, bo uwielbia duże miasta. – Zdecydowałam się, ponieważ znam dobrze język angielski i chciałabym go jeszcze podszkolić. Nie widzę sensu iść w Polsce na anglistykę, kiedy mogę mieć za granicą dwa w jednym. Poza tym uwielbiam brytyjski akcent!
Kasia przygotowała dla Sylwii kilka rad:
– zacznij przygotowania przynajmniej rok przed wyjazdem. Terminy składania dokumentów to kilka miesięcy przed maturą w Polsce (dla większości kierunków styczeń, ale np. dla medycyny październik)
– intensywna nauka angielskiego! od zaraz, nie miesiąc przed wyjazdem. Język angielski, którego się uczymy w szkołach to zupełnie inna bajka. Prawdopodobnie najlepszym rozwiązaniem byłby wyjazd na wakacjach i rozmowy z Anglikami czy Szkotami (np. pracując)
– wzbogacenie swojego CV – wolontariat i wszystko to, co może potwierdzić idealne cechy charakteru kandydata na studenta np. praca w grupie, wykazywanie zaangażowania, doszkalanie się, komunikatywność, cechy przywódcze
– bardzo pomocne jest forum na stronie British Council (http://www.britishcouncil.org/pl/poland.htm). Nawet jeśli czegoś tam nie wiedzą, profesjonaliści odsyłają Cię do strony, na której znajdziesz odpowiedź.
Na zakończenie, dla tych, którzy sądzą, że tę rękawicę warto podjąć, słowa Ali – Spróbuj, niczego się nie bój. Nastaw się na zmianę, na nowe, ale wszystko jest do zrobienia i naprawdę nic w tym trudnego.
pwd. Kaja Filaczyńska – drużynowa Harcerskiej Grupy Wędrowników „Szekle” z Mielca. Studentka II roku medycyny na Akademii Medycznej we Wrocławiu. |