Watra nie jest moja. Jest nasza
Dla Doriana Jarka pełnienie funkcji komendanta na Wędrowniczej Watrze ma być zwieńczeniem pewnego etapu jego wędrowniczej drogi. Tegoroczny zlot ma jednak opowiadać o powrocie do korzeni i wędrownictwie poza harcówką. O jego wizji, zaufaniu do zespołu i o tym, po czym pozna, że zlot naprawdę się udał, rozmawiamy z komendantem Wędrowniczej Watry 2026.
Uczestnicy Watry zobaczą Cię przede wszystkim jako jej komendanta, nie da się jednak ukryć, że harcersko robisz wiele różnych rzeczy. Które doświadczenie z Twojej harcerskiej drogi najlepiej cię opisuje?
W moim odczuciu czuję się przede wszystkim metodykiem wędrowniczym, a to sprowadza się do tego, że byłem drużynowym 99 KDW „Chimery” – bycia drużynowym się nie zapomina i zdecydowanie to najbardziej definiująca mnie funkcja z tych, które miałem przyjemność pełnić.
Dlaczego zdecydowałeś się podjąć tego zadania? Bycie komendantem Watry było twoim harcerskim marzeniem, naturalnym kolejnym krokiem czy pomysłem, do którego ktoś musiał cię przekonać?
To było coś, o czym od wielu lat myślałem jako zwieńczeniu wędrowniczej drogi instruktorskiej. Na pewno też zainspirował mnie do tego mój harcerski mentor, hm. Marcin Osuch, który komendantował w 2020 roku. To wszystko połączyło się z tym, że zostałem wprost podpuszczony do zajęcia się tym przez przyjaciół w Wydziale Wędrowniczym, z którymi organizowałem WW’25.
Podczas Watry 2025 odpowiadałeś za program, dziś kierujesz całym przedsięwzięciem. Co zobaczyłeś wtedy od środka i pomyślałeś: „następnym razem trzeba zrobić to inaczej”?
Szczerze to nie było wiele takich rzeczy, też z powodu tego, że za programowy aspekt tamtego zlotu odpowiadałem bezpośrednio ja. Rzeczy, które chciałem zrobić z zespołem „po swojemu” dotyczyły w głównej mierze tematyki całego zlotu. Miałem też trochę inne spojrzenie na zarządzanie zespołem niż moi poprzednicy, ale to akurat uważam za normalną rzecz, biorąc pod uwagę nasze różne doświadczenie harcerskie.
Kierujesz zespołem złożonym z osób odpowiadających za bardzo różne części wydarzenia. Wolisz trzymać wszystkie nitki w rękach czy świadomie pozwalasz ludziom podejmować decyzje, których sam być może byś nie podjął?
Swoją komendę zebrałem z osób niesamowicie kompetentnych, a to sprowadza się do tego, że ufam im właściwie bezgranicznie w zakresie zleconych im zadań – uważam, że mają prawo kształtować ten zlot przez pryzmat swojej działki i decyzji podejmowanych w ich obrębie, bez moich ingerencji. To sprawia, że zlot jest nie tylko „mój”, ale „nasz” – a podjęte decyzje na pewno niejednokrotnie zostały podjęte inaczej, niż ja bym zadecydował.
„Razem z korzeniami” — co właściwie kryje się za tym hasłem? Do jakich korzeni chcecie wrócić i dlaczego właśnie teraz?
Naszym przekazem przy wyborze tego hasła było skupienie się na klasycznych wartościach, które ukształtowały ruch skautowy i harcerstwo, a również Polskę, patrząc szerzej, i wędrownictwo, patrząc węziej . Na tych właśnie korzeniach chcieliśmy oprzeć nasz program i wizję zlotu – a jeśli chodzi, dlaczego teraz, to przypomniało nam o tym tamtoroczne 1000-lecie koronacji Bolesława Chrobrego.
W przygotowanie Watry zaangażowane są nie tylko komenda i patrole, lecz także referaty oraz zespoły metodyczne chorągwi. Jak miała wyglądać ta współpraca i czego organizatorzy dowiedzieli się dzięki niej o potrzebach wędrowniczych środowisk?
Na pewno ta współpraca bardziej wyszczególniła w naszych oczach różne potrzeby i poziomy zaawansowania pracy wędrowniczej, która występuje w chorągwiach. Takie wnioski wskazują nam, że Watra powinna skupiać się na wspieraniu jednostek do bycia coraz lepszymi oraz wymaganiu pewnych minimów pracy metodyką wędrowniczą, ale z umiarem, żeby w dążeniu do ideału nie wyeliminować wszystkich jednostek w Polsce.
Na Watrę przyjadą również patrole zagraniczne. Co ich obecność może dać polskim uczestnikom? Czy spotkanie ze skautami z innych krajów może sprawić, że sami inaczej spojrzymy na korzenie?
Skauci na Watrze dają wędrownikom pole do wymiany doświadczeń, do poznawania nowych kultur, do zobaczenia, jak wygląda skauting gdzie indziej – coś niby znajomego, podobnego, a jednak całkiem innego. W tym roku będziemy również gościć skautów m.in. z Wielkiej Brytanii, ojczyzny skautingu, co wpisuje się idealnie w nasze rozważania o działaniach razem z korzeniami.
Watra odbywa się w Wielkopolsce, w pobliżu miejsc związanych z początkami państwa polskiego. Czego możemy spodziewać się po WIELKOPOLSKIEJ WATRZE?
W trakcie Watry planujemy skorzystać z tej lokalizacji, celowo zresztą wybranej pod tym kątem, żeby móc nawiązać do korzeni polskości. Nie będę zdradzał szczegółów, ale w trakcie zlotu odbędzie się Dzień Korzeni, w ramach którego skupimy się bardziej na otoczeniu bazy i tej tematyce korzeni.
Kiedy wszyscy wrócą we wrześniu do swoich drużyn, co powinno się w nich zmienić dzięki Watrze? Co ma zostać z hasła „Razem z korzeniami”, kiedy zgasną emocje po zlocie?
Naszym celem jest zadbanie o zwrócenie uwagi wędrowników na pracę z tradycyjnymi i charakterystycznymi dla harcerstwa formami pracy i działaniami, które może pozwolą na aktywizację drużyn wędrowniczych i wsparcie działań terenowych zamiast „świetlicowych”.
Gdzie uczestnicy powinni szukać serca tej edycji: w programie, spotkaniach między patrolami, przy ogniu, a może zupełnie gdzie indziej?
Na Watrę zbiera się wiele czynników. Z perspektywy organizacji na pewno program jest tym, na czym skupiamy się jako na „mięsie” każdego harcerskiego działania, jednak w głównej mierze sercem zlotu są obecni tam wędrownicy. Doświadczenie z Wędrowniczej Watry 2026 będzie zależeć przede wszystkim więc od obecnych na miejscu uczestników i tego, jak będą chcieli skorzystać ze zlotu i tego, co wniosą od siebie do Imiołek.
Po czym ostatniego dnia poznasz, że Watra naprawdę się udała? Co chciałbyś wtedy zobaczyć albo usłyszeć od uczestników?
Chciałbym zobaczyć przysłowiowe „uśmiechy bąbelków”. Chciałbym usłyszeć późnym wieczorem chór głosów, których śpiew będzie niósł się z kawiarenek zlotu. Chcę ujrzeć gamę zajęć prowadzonych przez wędrowników, które wzbudzą we mnie prawdziwy zachwyt, a jednocześnie ten sam zachwyt na twarzach uczestników podczas zajęć organizowanych przez nas. Wtedy będę mógł poczuć, że nie zawiodłem w swojej roli komendanta Wędrowniczej Watry 2026.
A co z tegorocznej Watry chciałbyś zabrać dla siebie — już nie jako komendant, ale jako Dorian?
Działania przy Watrze na pewno dały mi dużo nowych doświadczeń, wzbogaciły mnie prywatnie i dały inne, szersze spojrzenie na organizację. Mimo to myślę, że ten zlot już na etapie organizacji dał mi najcenniejszą rzecz – możliwość zebrania moich wędrowniczych przyjaciół w jednym miejscu, byśmy wspólnie spędzili cudowny czas, robiąc coś wspaniałego. Za to jestem niewyobrażalnie wdzięczny.

Przeczytaj też:
Franciszek Linke - instruktor Hufca ZHP Poznań-Wilda, były drużynowy 222 Poznańskiej Drużyny Wędrowniczej, członek Zespołu Zagranicznego Chorągwi Wielkopolskiej i Rady Młodych ZHP. Ukończył gospodarkę przestrzenną na Politechnice Wrocławskiej. Zakochany w miastach, mapach i podróżach (najlepiej na harcerskie eventy międzynarodowe). Poszukuje przestrzeni (nie tylko miejskiej) do zmian.
