Wyjdźmy z sieci

Archiwum / 09.05.2008

Czy fascynacja Internetem i przenoszenie wszelkiej działalności do sieci są zawsze takie dobre, jak nam się wydaje? Może warto dziś się nad tym zastanowić, ja sam mam kilka wątpliwości.



Pamiętam jak dziś temat podawany do zeszytu przez nauczyciela informatyki w gimnazjum – „Internet źródłem wiedzy”. Jeszcze wtedy korzystanie z tej całej kopalni informacji nie było tak powszechne, jak jest dzisiaj, bo przecież ciężko sobie wyobrazić dzień bez gadu-gadu, sprawdzenia poczty czy listy znajomych na portalu nasza-klasa. Komputer jeszcze 10 lat temu to był dopiero rarytas! Obecnie jest urządzeniem traktowanym jak niegdyś telewizor czy radio. To postęp, z którego na pewno należy się cieszyć, bo rozwój technologii ułatwia coraz to nowe czynności życia codziennego. Sam jestem użytkownikiem komputera. Ba! Nawet takiego przenośnego! Jestem również małą częścią społeczności internetowej, czy to na „gronie”, czy wspomnianej wyżej naszej-klasie. Trzeci rok jestem instruktorem ZHP, ale niedawno dopiero zauważyłem, jak Internet działa w naszej organizacji i chciałbym się tymi spostrzeżeniami podzielić, jako że nie pokrywają się one z ogólną euforią. A najgorsze, że sam po sobie zauważyłem pewne zmiany w harcerskim postępowaniu.

Najbardziej zauważalną dla mnie wadą jest „przeniesienie się” ZHP do wirtualnej rzeczywistości. Sieć służy komunikacji, szczególnie na odległość. I tak powinno zostać. Niestety, sam byłem świadkiem tak niezwykle absurdalnego zjawiska jak „zbiórki przez gg”. Może jestem w pewnym stopniu tradycjonalistą, ale myślę, że drużyna czy zastęp, działający w danym mieście lub dzielnicy, powinien robić normalne zbiórki, w mundurach, gdzie można poczuć, że jest się harcerzem. Jeden z wielu przykładów. To nie jest duże wymaganie dla młodego człowieka, żeby po prostu wyjść z domu na zbiórkę. Przecież kilka, kilkanaście lat temu, kiedy dostęp do sieci nie był tak powszechny, organizowano rajdy, obozy, zloty i wiele innych przedsięwzięć – Internet nie był potrzebny, żeby zebrać mnóstwo ludzi w jedno miejsce i świetnie się bawić. Dzięki sieci jest łatwiej, owszem. Z czasem zaczyna to być wygodne, a potem tak wygodne, że zrezygnujemy na rzecz tej wygody z bycia aktywnymi harcerzami. Ciągła niewerbalna komunikacja zabija relacje międzyludzkie. Czemu? Nie widać emocji, co może stać się przyczyną nieporozumień. Spotkania face-to-face to podstawa życia społecznego, a nie anonimowe „face-monitor-face”.

Warto zastanowić się również nad obecnym wizerunkiem oraz reklamą harcerstwa. Myślę, że prędzej społeczeństwo zauważy nas na grze miejskiej, biegu patrolowym, w kościele czy w szkołach, niż zaglądając na strony lub fora. Dobrze wiemy, że brakuje nas właśnie w tych miejscach. W XXI wieku idea harcerstwa jest młodym ludziom obca i według mnie jednym z powodów tego stanu jest to, że przede wszystkim jest niezauważalna. Gdzie oni mają dostrzec harcerstwo? Po wpisaniu w wyszukiwarce „ZHP”? Nie, bo znajdą tam wiele ciekawszych rzeczy. Nie trzeba być wspaniałym psychologiem, aby zgodzić się, że człowiek najlepiej przekonuje się do czegoś w naturalny sposób, przez zwyczajne, osobiste doświadczenie. Wyjdźmy więc z domów na ulice w mundurach, niech zobaczą, niech dotkną tego, co jest dla nas stylem życia a dla nich balem przebierańców!

Nurtuje mnie to zagadnienie, ostatnio coś zrozumiałem i wiem, że muszę coś zmienić. Komputer może stać się pułapką, więzieniem. Zastanówcie się sami, może zauważycie że coś w tym jest.

Trzeba umieć korzystać z różnych narzędzi i robić to umiejętnie. Nie przenośmy się do Internetu, wyłączając się ze świata rzeczywistego.
Bo my, harcerze, jesteśmy bardziej potrzebni właśnie w tej drugiej przestrzeni.

 

 

  Mateusz Gil – instruktor 33 KHDŻ "Pasat", interesuje się żeglarstwem, szczególnie regatowym – stąd członek Grupy Regatowej CK Kielce. Zapalony turysta, szczególnie miłośnik wszelkich zakątków naszego kraju. Student pierwszego roku AWF w Warszawie, kierunek: turystyka i rekreacja.