Szukam znaku, który się okaże drogowskazem

Wyjdź w Świat / Franciszek Linke / 09.04.2026

„Wielkomiejski szum, natłok wrażeń, szukam znaku, który się okaże drogowskazem…” – tak rapował Mezo w Sacrum. Tak samo można jednym zdaniem podsumować wędrowne zimowisko Namiestnictwa Wędrowniczego „VIA” z Hufca ZHP Gdańsk Śródmieście. 

O to jak zorganizować zimowisko wędrowne odwiedzając 5 krajów w 5 dni zapytałem phm. Ewę Sobieniak, pwd. Karolinę Weręgowską, dh Jakuba Storoniaka i pwd. Bartosza Deca – członków komendy tego niezwykłego zimowiska. 

Franciszek Linke: Skąd pomysł na zimowisko w formie wędrownej, a na dodatek za granicą? 

Ewa Sobieniak: Nasz wyjazd nazywał się „Útjelző”. Z węgierskiego oznacza to „Drogowskazy”. Jest to nazwa tradycyjnego rajdu naszego Namiestnictwa Wędrowniczego „VIA” w Hufcu ZHP Gdańsk-Śródmieście. Od początku swojego istnienia był to po prostu wędrowniczy rajd weekendowy w jakiejś najbliższej okolicy Gdańska. Niestety w latach 2023-2024 jego organizacja dwukrotnie nie doszła do skutku… Wielki powrót rajdu w roku 2025 musiał być powiewem świeżości i przygodą z rozmachem. 
W ten sposób powstał pomysł przeobrażenia „Drogowskazów” z zwykłego rajdu w wędrowne zimowisko zagraniczne namiestnictwa. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę i w zeszłym roku po raz pierwszy wyjechaliśmy na trzydniowe zimowisko w Góry Izerskie oraz na Czechy. Z racji czeskiego finału zimowiska postanowiliśmy zmienić nazwę tamtej edycji „Drogowskazów” na „Rozcestníky”. I chyba w tamtym momencie na naszych oczach narodziła się „nowa tradycja”. W tym roku wyjechaliśmy na „Útjelző”, ponieważ finałem zimowiska były Węgry.  

FL: Dlaczego zdecydowaliście się akurat na Grupę Wyszehradzką i Austrię? 

Ewa: Nasze pierwsze spotkanie komendy zimowiska odbyło się już w sierpniu. Dokładnie dzień po powrocie połowy z nas z Światowego Zlotu Wędrowniczego Moot 2025 w Portugalii. Byliśmy świeżo po wielkich wyprawach i przeprawach po Europie. W sumie, Karolcia była nawet w trakcie, ponieważ łączyła się zdalnie z lotniska. Mieliśmy niecodziennie pootwierane umysły. To był świetny moment na zrobienie tego spotkania i burzy mózgów pt.: gdzie jedziemy?  

Kilka rzeczy było pewnych z góry, za sprawą ankiety ewaluacyjnej zrobionej po zeszłorocznej edycji zimowiska. Chcieliśmy m.in.: wydłużyć wyjazd do 5 dni oraz utrzymać zagraniczny charakter naszych zimowisk. Otworzyliśmy Google Maps i zwyczajnie wędrowaliśmy palcem po mapie. Pierwszy pomysł należał do Piotrka i były nim Bieszczady. Jednak nieosiągalne było wyszukanie w tamtych terenach aż 5 różnych miejsc noclegowych dla aż 23 osób na raz i to w środku zimy.  

Bartosz Dec: Pomysł na Grupę Wyszehradzka narodził się w mojej głowie tuż po zakończeniu zeszłorocznego zimowiska. Ze względu na utworzenie nowego połączenia kolejowego Gdańsk-Praga, zauważyłem, że wszystkie stolice tych państw są de facto blisko siebie. Dodatkowo lubię okres I wojny światowej oraz jestem fanem gier komputerowych, które polegają na sterowaniu różnymi państwami w dwudziestoleciu międzywojennym. 
To właśnie one zainspirowały mnie do zobaczenia tych miejsc.  Podczas naszego pierwszego spotkania organizacyjnego zaproponowałem trasę pomiędzy stolicami państw byłych Austro-Węgier. Następnie Kuba zwrócił uwagę, że państwa należą do Grupy Wyszehradzkiej. Celem tego pomysłu było pokazanie jak blisko są te wszystkie państwa obok siebie oraz poprzez zwiedzanie stolic ukazanie jak głęboką historię i kultury one posiadają. 

Jakub Storoniak: Grupa Wyszehradzka jest zapomnianym symbolem lokalnej współpracy. Od czasu, kiedy wszystkie państwa członkowskie weszły do Unii Europejskiej integracyjne znaczenie Grupy Wyszehradzkiej znacznie zmalało. Nadal jednak prowadzone są projekty nakierowane na rozwój kultury i edukacji. Według mnie na przykładzie tej grupy można pokazać wędrownikom wartość lokalnej współpracy między sąsiadami. 

Ewa: Wtedy przypominałam sobie, że na Światowym Jamboree Skautowym w Korei Południowej w 2023 r. moja przyjaciółka Maja zdobyła dla mnie skautową plakietkę Grupy Wyszehradzkiej. Ta plakietka była moją pierwszą w życiu stycznością z tym tematami w sumie nawet po otrzymaniu tej plakietki nie zagłębiłam się w ten temat. Wtedy wszystko spięło się w jedną spójną, wielką, wyszehradzką całość. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, jak mało osób pamięta i w ogóle wie o tym sojuszu „V4”. Wiedzieliśmy, że to może nadać naszej wędrówce wymiar większy niż tylko przemierzanie kilometrów. Następnie skupiliśmy się sytuacji połączeń kolejowych Polski z innymi krajami. Bezpośrednie połączenie Gdańsk-Praga było dla nas „kolejowym oknem na świat”. Tylko jak przedostać się do dalszych państw V4 – Słowacji i Węgier? Już po samej mapie było czuć, że pomoże nam w tym Wiedeń. Sprawdziliśmy rozkłady jazdy na austriackich stronkach przewoźników – przeczucia się potwierdziły. Zaledwie godzinna podróż Wiedeń-Bratysława bezdyskusyjnie stała się kolejnym punktem naszej podróży.  

FL: Jak wyglądały Wasze przygotowania do zimowiska? 

Jakub: Absolutnie nie wiem. A tak na serio, to współorganizowanie zimowiska było moim zadaniem próby przewodnikowskiej i to na nim uczyłem się organizować formy HALiZ. Zostawiam to pytanie dla moich kolegów i koleżanek.  

Ewa Sobieniak: Zaczęliśmy od celu! Bardzo długo trwały nasze rozmowy o tym, co właściwie chcemy osiągnąć naszym wyjazdem. A wyjazd niełatwy, ponieważ namiestniczy. W naszym hufcu jesteśmy przyzwyczajeni do samodzielnych obozów wędrownych drużyn, na których wiele możemy przewidzieć, bo jesteśmy jedynie w gronie dobrze nam znanych osób. My z własnej woli zdecydowaliśmy się zaspokoić potrzeby wędrowników z 5 różnych drużyn NA RAZ. Nie wszystkich doskonale znaliśmy, ponieważ naszą komendę zimowiska nie wypełniali sami drużynowi tych jednostek. Była nas piątka, a wśród nas drużynowy, wędrowniczka, wędrownik, funkcyjny i ja-namiestniczka. To był nie lada wyczyn, aby ustalić, co dla takiej grupy będzie: wartościowe, atrakcyjne, wychowawcze, nowe, ciekawe i jakościowe jednocześnie. Jednak w morzu tych zidentyfikowanych (jak i tych niezidentyfikowanych) potrzeb naszych wędrowników, 
nie chcieliśmy zapomnieć o sobie! 

W końcu, nam organizatorom też coś się od życia należy. Mieliśmy szereg własnych marzeń do spełnienia na tym zimowisku, które również nadały mu kształt.  

Karolina Weręgowska: Od zawsze byłam wielką fanką arts&crafts, więc naturalnie podjęłam się roli głównej „artystki” całego zamieszania. Przygotowania zaczęłam od zaprojektowania naszywki zimowiska oraz grafiki z mapą naszej wyprawy. Ewa była w naszej komendzie odpowiedzialna za sprawy promocji, ale potrzebowała mojego wsparcia z takimi grafikami do postów na wydarzeniu zimowiska na Facebook-u naszego hufca. Czy nam się udało? Oceńcie sami: https://www.facebook.com/events/1634209177742299 

Moim zadaniem było przygotowanie upominków dla skautów, których mieliśmy spotkać po drodze, oraz takich, które zostawialiśmy w miejscach noclegów. Cały zamysł był taki: mają być nieoczywiste, ale takie, żeby ktoś je zapamiętał. 

Z wypalarką w ręce stworzyłam drewnianą „scenę” – na tle wypaliłam mapę krajów, przez które się przemieszczaliśmy, a z tyłu napisałam „útjelző” (czyli po węgiersku drogowskaz). Na środku stanął mini drogowskaz przykryty „śniegiem” z waty oraz szyszka (oczywiście symbol naszego polskiego harcerstwa, pycha). 

Zrobiłam też zawieszkę z drogowskazami i zarysem gór oraz pomalowałam małe, okrągłe płótno na wzór naszej naszywki. No i w końcu mój najcięższy zawodnik – dosyć sporych rozmiarów kamień z logiem naszego namiestnictwa wędrowniczego „VIA”. Nawiązanie do polskiej zabawy w „kamyczki” (piszesz z tyłu kod pocztowy i miasto i puszczasz w świat, licząc, że poleci dalej niż ty). Wartościowy tip z doświadczenia: jeżeli bierzecie na zimowisko wielki kamień, pozbądźcie się go jak najszybciej, plecy podziękują! 

Bartosz: Do moich zadań należał kontakt ze skautami w celu znalezienia noclegu w harcówkach oraz zaaranżowaniu spotkań ze skautami. Chciałem przede wszystkim skorzystać z moich kontaktów ze znajomymi, których poznałem podczas Światowego Zlotu Moot 2025 w Portugalii na mojej ścieżce. Ostatecznie niestety ani osoba z Pragi ani z Wiednia nie mogła się z nami spotkać. Wtedy Karolci udało się nawiązać kontakt z polonią wiedeńską.  

FL: 5 dni i 5 krajów to naprawdę intensywne zimowisko. Co było największym wyzwaniem w organizacji? 

Jakub: Na pewno transport. Przede wszystkim jadąc przez tyle krajów nie wystarczy nam jedna strona internetowa. Trzeba poruszać się po kilku portalach, przy pomocy kilku przewoźników. Wyzwania pojawiły się też przy zgrywaniu godzin, szczególnie kiedy trzeba było się przesiadać. Czasem oznaczało to bardzo wczesne wstawanie albo dojeżdżanie do miejsca noclegu późno wieczorem. Pomimo tego uważam, że dla takiej przygody było warto! Jak już wiecie, Grupa Wyszehradzka (V4) to sojusz Polski, Czech, Słowacji i Węgier. A my jeszcze dorzuciliśmy sobie po drodze piąty kraj – Austrię. 5 dni i 5 krajów. Największym wyzwaniem było wyszukanie pociągu z Gdańska do Pragi, z Pragi do Wiednia, z Wiednia do Bratysławy i zaplanowanie ciekawej trasy wędrówki pieszej z Bratysławy na Węgry. Następnie powrotnych, które przetransportują nas z Węgier do Gdańska w jeden, ostatni dzień zimowiska. 

Ewa: Kiedy udało się tego dokonać, zostało już „tylko” wypełnić czas pomiędzy pociągami. Kto by pomyślał, że to nie będzie ani trochę łatwiejsze przez … nasze głowy pełne pomysłów. Każdy z nas miał swój twardy orzech do zgryzienia. Piotrek wziął na siebie kluczową grę tematyczną pt.: „Drogowskazy”, która wypełniła połowę naszego dnia w Bratysławie. Co więcej, własnoręcznie wykonał prawdziwy, nasz własny, spersonalizowany drogowskaz. Tym samym rozwinęła się obrzędowość naszego namiestnictwa i powiększyła o nowy element – swego rodzaju „proporzec”! Od teraz na odwrocie naszego drogowskazu będą wypalane nazwy drużyn wygrywających współzawodnictwo na zimowiskach każdego roku. No właśnie, współzawodnictwo…
Nie łatwo o nie, gdy chcesz, aby osoby w wieku wędrowniczym zacieśniały między sobą więzi i przyjaźnie, a codzienność waszego zimowiska wypełnia jednak bardziej wchłanianie świata dookoła. Kolejnym ogromnym wyzwaniem były aktywizujące spotkania 23 wędrowników i zaledwie kilku skautów. Parę osób chce dowiedzieć się jak wyglądają ich obozy, inni porozmawiać o ich codzienności w drużynach, kolejne osoby chcą wymienić się chustami, inni właśnie próbują przełamać wewnętrzny strach przed używaniem języka angielskiego, a jeszcze kolejne osoby w sumie myślą już tylko o kupieniu pamiątek. Aranżację takich spotkań oceniam jako sztukę, wciąż nieosiągniętą przez grono komendy naszego zimowiska.  

Bartosz: Największą trudnością było dla mnie spamiętanie wszystkich terminów, adresów oraz ludzi, z którymi się komunikowałem w celu spotkań skautowych lub noclegu. Komunikowałem się z wieloma skautami, którzy też czasem służyli jako łącznicy z drużynami i łatwo było można się w tym pogubić.  

FL: W czasie zimowiska mieliście również okazję odwiedzić trójstyk granic – myślę, że jest on pewnym symbolem – jak z Waszej perspektywy wyglądał moment znalezienia się w takim miejscu? 

Jakub: Trójstyk granic Austrii, Węgier i Słowacji rzeczywiście miał znaczenie symboliczne. Znajduje się on na południe od Bratysławy, pośrodku pól i ma formę parku z formami skalnymi. Idealnie w punkcie, gdzie stykają się granice znajduje się trójkątny stolik z godłami tych trzech państw. Ważne dla nas było zaznaczenie właśnie tej otwartości – żyjemy i działami w Unii Europejskiej, w Strefie Schengen, po której możemy poruszać się praktycznie bez problemów. Pozwala to – na przykład nam podczas takiego zimowiska – z łatwością poznawać zabytki i kulturę naszego regionu, bez kontroli granicznych itp. Na trójstyku w patrolach gotowaliśmy obiad – w końcu nic tak nie łączy jak dobre jedzenie. Każdy patrol wylosował jedno z państw, które odwiedziliśmy podczas zimowiska (Czechy, Słowację, Austrię i Węgry) i przygotował obiad związany z tym państwem – czy to serwując typowe dla tego państwa danie, czy wkomponowując w nie charakterystyczny dla tego kraju składnik, na przykład lokalne sery. Każdy (oprócz patrolu gotującego czeską potrawę) mógł zjeść swoją kolację stojąc w państwie, z którego dana potrawa pochodzi.  

Karolina: Gdy dotarliśmy na Trójstyk, od razu rzuciła mi się w oczy tablica informacyjna – cała oblepiona naklejkami. Były z różnych miejsc i od różnych społeczności: geocachingu, biegaczy, podróżników, artystów. Każda z nich była takim małym „byłam tu”, śladem po kimś, kto podczas swojej wyprawy dotarł dokładnie do tego punktu – na styku granic trzech państw. Ja też zostawiłam coś po sobie – zieloną lilijkę. 

Bartosz: Byliśmy na kompletnym pustkowiu, w którym nie było nic poza błotem i polami 
i tym jednym słupem granicznym. Gdyby nie on, to wszystko wokół wyglądało jak spójna całość. Według mnie pokazuje to, że granice są wymyślonym przez ludzi konceptem i nie obowiązują w królestwie zwierząt. Chciałem tym przekazać, że granice są tylko w naszych głowach. Ciekawostka: podczas podroży pociągiem z Wiednia do Bratysławy już w ogóle nie poczułem obecności granic między państwami, gdyż prawie wszyscy w tym pociągu byli pracownikami wracającymi po pracy do domów w Wiedniu. 

Ewa: Kiedy w naszym planie pracy zimowiska znalazł się ten trójstyk granic, to jednego byłam już pewna. To tam odbędzie się obrzęd nadania gwiazdki stopnia Harcerza Orlego jednemu z drużynowych. Chodzi o Bartka, którego już poznaliście. Jak wiecie, to właśnie Bartek był kreatorem myśli przewodniej naszego wyjazdu: Grupy Wyszehradzkiej. 
Co więcej, to był już drugi rok, kiedy organizował nasze Drogowskazowe zimowisko. Trudno o większego entuzjastę współpracy zagranicznej w ZHP niż Bartek. A ja jestem dumną opiekunką jego próby na stopień HO. Wiedziałam, że najodpowiedniejszym miejscem na taki obrzęd będzie właśnie trójstyk granic. Gdy dotarliśmy do tego miejsca, naszym oczom ukazał się piękny stół w kształcie trójkąta, z herbami Węgier, Austrii i Słowacji. Poprosiłam wtedy wszystkich o ciszę, a Bartka o … stanięcie na środku stołu, w wybranym przez siebie kraju. To tam otrzymał gwiazdkę HO, okrzyk od całego namiestnictwa i dwa prezenty, a wśród nich kartę próby na kolejny stopień! 

FL: W trakcie zimowiska mieliście okazję spotkać się nie tylko ze skautami, ale również z harcerską polonią w Wiedniu? Jak te spotkania wyglądały i czy spotkanie z ZHP w Austrii było na swój sposób wyjątkowe? 

Karolina: To ja miałam za zadanie skontaktować się z polonią harcerską w Austrii. Udało 
mi się trafić na Kacpra ze szczepu „Gniazdo”, który zgodził się oprowadzić nas po Wiedniu razem z kilkoma wędrownikami. Dzięki temu, że współpracują z polskimi parafiami w Wiedniu, mogliśmy skorzystać z kuchni przy kościele i ugotować tam obiad, który później wspólnie zjedliśmy (carbonara, mniam!). 

Wyjątkowość tego spotkania wynikała z tego, że mogliśmy doświadczyć poznania harcerzy z innej organizacji i innego kraju, a jednocześnie rozmawiać w naszym ojczystym języku. Dowiedzieć się zarówno o podobieństwach, jak i różnicach w naszym harcerstwie. Moją ulubioną częścią bycia harcerzem (WĘDROWNIKIEM) jest to, że możesz znaleźć przyjaciół w każdym zakątku świata, nie ważne, gdzie byś się znalazł. (Nawet udało nam się wymienić paczkami podczas tegorocznego DMB!) 

Jakub: Ze skautami spotkaliśmy się w Bratysławie. Wieczorem w dniu przyjazdu na Słowację zabrali nas na zwiedzanie Bratysławy – pokazali nam zamek, siedzibę Słowackiej Rady Narodowej i Stare Miasto. Najwięcej naszych pytań dotyczyło oczywiście słowackiego skautingu – jak działają, jakie barwy mają ich jednostki, co robią w organizacji no i oczywiście czy wybierają się na najbliższe Jamboree do Polski. W Wiedniu rzeczywiście gościli nas harcerze z ZHP poza granicami kraju. Rozmawialiśmy dużo o podobieństwach i różnicach w naszych organizacjach i o historii polskiego harcerstwa w Austrii. Towarzyszyła im też znajoma Polka należąca do austriackiej organizacji skautowej, więc mogliśmy też dużo dowiedzieć o austriackim skautingu. Zobaczenie bordowego munduru było bardzo zaskakujące! Po obiedzie oprowadzili nas po Wiedniu do czego byli niezwykle przygotowani. Zdecydowanie nie było to tylko spacerem z rówieśnikami, lecz prawdziwą dawką aktualnej jak i historycznej wiedzy o tym mieście i kraju! Na koniec odprowadzili nas na pociąg do Bratysławy. Części z nas udało się nawet wymienić chustami! Poza tym ze skautami mijaliśmy się w miejscach noclegów – większość z nich służy na co dzień jako harcówki więc pojawiali się by na przykład przekazać nam klucze lub zabrać swoje rzeczy. 

Ewa: Do opowieści Karolci i Kuby chciałabym już tylko dodać, że prawie wszystkie nasze noclegi odbywały się dzięki uprzejmości skautów, nawet jeśli się z nimi nie spotykaliśmy. 
W Pradze odwiedziliśmy „Gilwell Centre – Prague”. To kwatera harcerska prowadzona przez skautów z Wielkiej Brytanii mieszkających w Pradze!  To było imponujące jak bardzo dbają o swoją narodową społeczność, mimo decyzji o zamieszkaniu w innym kraju. Co więcej, faktycznie to miejsce tętniło Baden-Powellem. Chciałabym, abyśmy również w Polsce bardziej akcentowali nasz związek z samym początkiem skautingu. Chodząc po salach w „Gilwell Centre – Prague”, wyobrażałam sobie polskie harcówki z flagami WOSM-u i chociażby zdjęciem B.P. odwiedzającego Gdynię, mogłoby to być bardzo wzmacniające dla szeregowego zucha, harcerza i wędrownika w Polsce.  

FL: Czy jest jakiś inny moment, który uważacie za wyjątkowy? 

Ewa: Działo się wiele pięknych obrzędów! Ja sama zdecydowałam się przeprowadzić dwa. O jednym na trójstyku opowiedziałam już wcześniej.  Drugim z nich było „kaczuszkowanie” mojej wędrowniczki. W mojej drużynie wędrowniczej przed obrzędem nadania barw, nadajemy suwak. Jest nim żółta, malutka, gumowa kaczuszka. A w Pradze znajduje się Duck Shop (a nawet dwa!). Wiedziałam, że muszę wykorzystać potencjał tego miejsca. Podczas gry terenowej po Pradze, w pewnym momencie, niby przypadkiem, znaleźliśmy się właśnie obok tego sklepu. Weszliśmy i rozglądaliśmy się za najbardziej czeską kaczką, odpowiednią do naszej drużynowej kolekcji kaczek. Jednak w pewnym momencie zebrałam wszystkich w kącie sklepu, mówiąc, że dla Gabrysi najodpowiedniejszą kaczką jest ta, którą mam teraz w ręce. Wtedy kaczuszka wskoczyła na jej chustę jeszcze z poprzedniej drużyny, a urocza Pani kasjerka wszystko udokumentowała. 

Jakub: W „Gilwell Centre – Prague” pod sufitem wywieszone jest mnóstwo chust z różnych krajów. Ja osobiście uwielbiam wymieniać się ze skautami chustami narodowymi i jak pewnie wielu z nas zbieram swoją własną kolekcję z różnych wydarzeń skautowych. Ogrom zebranych tam chust uświadomił mi jak wielka jest nasza społeczność i ile jeszcze zostało mi do zwiedzenia i poznania. Cała harcówka była cudowna, położona w samym centrum Pragi była pełna zdjęć, plakatów i symboliki skautowej. 

Bartosz: Momentem, który uważam za wyjątkowy było chustowanie mojego nowego wędrownika. Zadziało się to na trójstyku po tym jak reszta zimowiska wyruszyła w ciąg dalszy wędrówki. Słońce już wtedy dawno zaszło, przez to ciemność oraz nasza obecność pośrodku pustkowia nadała temu obrzędowi wyjątkowość według mnie.  

FL: Co dała wędrownikom i wędrowniczkom ta przygoda? 

Ewa: W połowie zimowiska jeden z uczestników opowiedział mi, że gdy zadzwoniła 
do niego mama z pytaniem „a gdzie teraz jesteście?” to musiał się porządnie zastanowić czy to jeszcze Czechy, czy już Austria a w sumie … chyba już Słowacja. Sam był zaskoczony swoją odpowiedzią na pytanie mamy. Naszym wyjazdem udowodniliśmy, że chcieć to móc i nie należy się hamować w swoich marzeniach o skali zimowisk czy obozów. Skala zależy od naszej odwagi do marzeń. Pod względem wędrowniczym: zdecydowanie poszerzyliśmy wyobraźnię wędrowników o wędrownych formach wyjazdów. Pod tym ważniejszym względem, życiowym: pogłębiliśmy ich wiarę w to, jak wiele mogą.  

Jakub: Na pewno doświadczenie. Z tego co wiem dla części z nich był to pierwszy skautowy wyjazd zagraniczny i pierwsze spotkanie ze skautami. Nasze „Drogowskazy” są też po części rozgrzewką przed letnimi obozami wędrownymi. Warto poćwiczyć umiejętność odpowiedniego pakowania się, czy gotowania w warunkach turystycznych na takim krótszym wyjeździe zanim w wakacje wyruszymy na taką przygodę ze swoimi drużynami. 

Bartosz: Myślę, że mogło to pogłębić ich poczucie przynależności naszej organizacji do Światowego Ruchu Skautowego. Niektórzy brali po pierwszy raz udział w żywym spotkaniu ze skautami z innych krajów. Dało im też to możliwość na wymiany chust, plakietek i doświadczeń. 

FL: Jakiej rady udzielilibyście środowiskom chcącym zorganizować podobny wyjazd? 

Karolina: Przede wszystkim – nigdy nie pozwólcie, żeby cokolwiek zdjęło wam uśmiech 
z twarzy. W końcu punkt 8 Prawa Harcerskiego mówi jasno: harcerz jest zawsze pogodny. 

Podczas zimowiska Ewa codziennie wieczorem czytała nam gawędy z życia Baden-Powella. Jednego dnia trafiła na tę o „robieniu dobrej miny do złej gry”. I coś we mnie wtedy kliknęło. Jasne, byłam zmęczona. Jasne, ostatnią rzeczą, na jaką miałam ochotę, było mycie garów i sprzątanie kuchni. Ale po tej gawędzie nagle przestało mi się to wydawać takie straszne. Poszłam do kuchni, włączyłam na głośniku „Please Don’t Stop the Music” Rihanny i okazało się, że to sprzątanie wcale nie jest takie złe, kiedy robi się je w harcerskiej atmosferze, z ludźmi, którzy są ci najbliżsi. Naprawdę – to wszystko kwestia nastawienia i chęci (a, no i jeszcze może przydać się sporo cierpliwości!) 

Jakub: Nie bójcie się. Oczywiście zorganizowanie przejazdu przez kilka krajów w kilka dni jest „niemałą sztuką”, ale na prawdę jest to warte tego wysiłku. Ilość odwiedzonych miejsc, zdobytej wiedzy i doświadczenia, no i samej frajdy z podróżowania jest na prawdę niesamowita. Z praktycznych porad – warto zwrócić uwagę, żeby kupując bilety kolejowe za granicą robić to bezpośrednio u przewoźników, a nie przez strony pośredników. Unikniecie w ten sposób ewentualnych dodatkowych opłat serwisowych. Jeśli natomiast planujecie spotkać się ze skautami to pamiętajcie – nigdy nie jest za wcześnie, żeby napisać. Kontakt ze skautami jest zazwyczaj bardzo długim procesem, często trzeba napisać do wielu jednostek i osób, żeby znaleźć jedną, która będzie w stanie się z wami spotkać.  

Ewa: Pierwszą z moich rad realizujesz już w tym momencie – powiększasz swoją wiedzę materiałami ZHP dostępnymi na wyciągniecie ręki! Gratulacje! Druga rada brzmi: pamiętaj, że my nie jesteśmy żadnymi geniuszami, lecz takimi samymi wędrownikami jak Ty. Nie bój się wysiłku, nie bój się pracy, nie bój się popełnić mnóstwa błędów. My po prostu nie baliśmy zadawać bardzo dużej ilości pytań bardzo dużej ilości osób, wielogodzinnych spotkań stacjonarnych, jeszcze więcej dziesiątek godzin spotkań online, mieliśmy odwagę popełnić po drodze ok. 253+ błędów.  Ale mam mnóstwo innych rad, w dodatku o wiele bardziej merytorycznych niż motywacyjnych! Z chęcią przekaże ci je wszystkie, ale na pewno nie zmieszczę ich w tym artykule. Napisz do mnie maila albo na Facebooku – 
z przyjemnością Ci pomogę! 

 PODPISANO:

Komenda Zimowiska Wędrownego Drogowskazy 2026 „Útjelző” 
Namiestnictwa Wędrowniczego „VIA” Hufca ZHP Gdańsk-Śródmieście 

dh. Jakub Storoniak,phm. Ewa Sobieniak, pwd. Bartosz Dec, pwd. Karolina Weręgowska, pwd. Piotr Żukowski

 

 

Przeczytaj też:

Franciszek Linke - instruktor Hufca ZHP Poznań-Wilda, drużynowy 222 Poznańskiej Drużyny Wędrowniczej, członek Zespołu Zagranicznego Chorągwi Wielkopolskiej i Rady Młodych ZHP. Student gospodarki przestrzennej na Politechnice Wrocławskiej, zakochany w miastach, mapach i podróżach (najlepiej na harcerskie eventy międzynarodowe). Poszukuje przestrzeni (nie tylko miejskiej) do zmian.

Ewa Sobieniak - drużynowa 44 Drużyny Wędrowniczej Ŝtuparo im. Ludwika Zamenhofa, Namiestniczka Wędrownicza Hufca ZHP Gdańsk-Śródmieście, Członkini Referatu Wędrowniczego Chorągwi Gdańskiej ZHP. Kierowniczka wędrownych form HALiZ z 7-wypoczynkowym doświadczeniem.