Rodzice poza szeregiem – polemika
Jest w tym pewna ironia, że w magazynie wędrowniczym — i to akurat w Dzień Dziecka — ukazał się tekst o włączaniu rodziców w harcerstwo autorstwa druhny Agnieszki Bąder-Chudy. Chciałbym więc wejść z nim w polemikę.
Gdyby ukazał się gdziekolwiek indziej („Czuwaj!”, „Zuchowe wieści”) to może nie miałbym takiego zgrzytu poznawczego. Ale w mojej głowie “Na Tropie” to przestrzeń wędrownicza. A wędrownictwo nie jest metodyką dzieci, którym trzeba organizować każdy krok i przekazywać rodzicom, co mają spakować do plecaka. To metodyka ludzi dorastających do odpowiedzialności.
Czy rodzice w ZHP są ważni?
Tak i to definitywnie! Są naszym kluczowym sojusznikiem! Tak jak wspomniała w swoim felietonie druhna Agnieszka mogą być oni również cennym zasobem – może nawet potencjalną kadrą (w końcu nowy System Pracy z Kadrą dał nam narzędzia do pozyskiwania kadry spoza ZHP). Z całą pewnością rodzic rodzicowi nie równy. Inny punkt widzenia ma rodzic, który był kiedyś harcerzem (czy nawet instruktorem) i chce się zaangażować bo ma dług wdzięczności wobec organizacji, a inny rodzic, dla którego „chodzenie na harcerstwo” jest jednym z wielu zajęć dodatkowych, na które zapisał swoje dziecko obok korków z angielskiego, czy treningów siatkówki.
W metodyce wędrowniczej relacje rodzinne są ważną częścią rozwoju. Widać to nawet w próbach na stopnie wędrownicze. Tylko właśnie dlatego nie rozumiem, dlaczego mielibyśmy ten obszar zagospodarowywać przez zamierzone „wciąganie rodziców w szeregi”?
Jako drużynowy świadomie nie mam grupy z rodzicami członków i członkiń mojej drużyny. Nie uważam tego za zaniedbanie, a za element wychowawczy. Jeśli wędrownik potrzebuje przekazać rodzicom informację o zbiórce, biwaku, składce, wyjeździe albo czymkolwiek innym — powinien umieć to zrobić. Jeśli rodzic ma pytanie, wątpliwość albo konkretną sprawę, może do mnie zadzwonić. Nie odmawiam kontaktu i nie udaję, że rodziców nie ma. Ale uważam, że format w którym nastolatek (czasem zbuntowany) musi iść pogadać z rodzicami jest ważny dla obu stron. Zdarzają się rodzice, którzy chcą się zaangażować bardziej i śmiało mogą to komunikować drużynowemu, szczepowej czy jakiejkolwiek innej osobie – na pewno znajdziemy dla nich pole działania. W szczepie prowadzimy działania z rodzicami – rajdy, festyny itd. ale nie wyobrażam sobie tworzyć takich aktywności częściej niż raz lub dwa razy w roku.
Trzeba też pamiętać, że harcerstwo w ZHP (a w szczególności wędrownictwo) nie jest organizacją rodzinną (choć organizacje skautowe opierające się na rodzicach w Polsce również istnieją – Skauci Króla). Jest organizacją młodzieżową. My nie pracujemy z rodziną, a z młodym człowiekiem i zespołem rówieśniczym. To między wędrownikami i wędrowniczkami ma dziać się samorządność, odpowiedzialność, wyczyn, służba i braterstwo. To oni mają planować i decydować. To oni mają się spierać, mylić, poprawiać i próbować jeszcze raz.
Wędrownictwo jest także szkołą zaufania: drużynowego do drużyny, wędrownika i wędrowniczki do siebie, ale też rodzica do młodego człowieka, który coraz częściej będzie wychodził z domu nie po to, by ktoś prowadził go za rękę, ale po to, by samemu zobaczyć, pomyśleć i zadziałać.
Rodzice są ważni, ale nie muszą stać w szeregu ze swoimi dziećmi.
W wędrownictwie miejsce w szeregu jest dla wędrowników i wędrowniczek.
Przeczytaj też:
Franciszek Linke - instruktor Hufca ZHP Poznań-Wilda, drużynowy 222 Poznańskiej Drużyny Wędrowniczej, członek Zespołu Zagranicznego Chorągwi Wielkopolskiej i Rady Młodych ZHP. Student gospodarki przestrzennej na Politechnice Wrocławskiej, zakochany w miastach, mapach i podróżach (najlepiej na harcerskie eventy międzynarodowe). Poszukuje przestrzeni (nie tylko miejskiej) do zmian.
