Namiestnictwo po roku

Instruktorski Trop / Krzysztof Filak / 16.08.2026

Namiestnictwo to najbardziej naturalna wspólnota metodyków. Obejmuje kadry drużyn z jednego lub kilku hufców. Choć pełni kluczową rolę, namiestnictwo wędrownicze często bywa bagatelizowane lub w ogóle nie powstaje. My jednak daliśmy mu szansę – i naprawdę było warto.

Wszystko zaczęło się niespodziewanie. Jako drużynowy wędrowniczy niedowierzałem własnym oczom. Jedna za drugą, jak szalone – tak zaczęły w naszym hufcu powstawać nowe drużyny wędrownicze. Gdy przejmowałem jednostkę w 2022 roku, byliśmy jedynym stałym zespołem wędrowniczym w hufcu. Trzy lata później dzieliliśmy wędrowniczy los z czterema innymi drużynami oraz dwoma stałymi zastępami tej metodyki działającymi przy drużynach wielopoziomowych.

Jedno spotkanie i szczypta odwagi

Przy tak szybkim wzroście liczebności zespołów wędrowniczych rosły również wątpliwości. Czy wystarczy wędrowników dla wszystkich? Niektórzy martwili się o wzajemne podkradanie członków między drużynami. Inni kwestionowali kompetencje i podejście do wędrownictwa u znajomych drużynowych. Atmosfera gęstniała, a wraz z nią przybywało plotek, podejrzeń i przypuszczeń.

Przygotowując się już do przekazania drużyny, poczułem, że trzeba coś z tym zrobić – w końcu wszyscy gramy do jednej bramki, nawet jeśli każdy ma swój własny styl. Wystarczyło jedno szczere spotkanie z drużynowymi i solidna porcja motywacji. Niedługo później zostałem namiestnikiem – trochę z własnej chęci, a trochę z braku innych kandydatów. Z pewną dawką niepewności zaczęliśmy przygotowania do naszego pierwszego namiestniczego wydarzenia.

Wspólne wydarzenia

Po kilku miesiącach współpracy i wspólnym biwaku z okazji Dnia Myśli Braterskiej, w sierpniu 2025 roku pojechaliśmy na obóz wędrowny namiestnictwa. Choć nie udało się zebrać wszystkich, obecność trzech drużyn wędrowniczych oraz kilku „wolnych elektronów” była naszym niezaprzeczalnym sukcesem. Uczestnicy – z których wszyscy byli na takim obozie po raz pierwszy – ocenili wyjazd na 8,2/10. Wtedy zrozumieliśmy, że potrafimy ze sobą nie tylko współpracować, ale też osiągać przy tym świetne efekty.

Następnie rozpisaliśmy harmonogram wędrowniczy na rok 2025/2026. Zadania rozdzieliliśmy pomiędzy przedstawicieli różnych drużyn. W komendzie naszego kultowego Nocnego Rajdu Wędrowniczego „Gyly Gyly” znaleźli się reprezentanci aż czterech drużyn wędrowniczych.

W tym samym roku w gronie namiestnictwa udało nam się zorganizować jeszcze Odkrycie SWA, wędrowarsztaty HSW oraz wspólne ognisko.

Praca u podstaw

Namiestnictwo Wędrownicze „Nawałnica” stało się marką rozpoznawalną w hufcu. Wydarzenia wędrownicze przestały być zarezerwowane dla elitarnej grupy odbiorców, przyciągając coraz więcej nowych osób. Wśród nich nie zabrakło tych, którzy nie angażowali się w żadnym zespole związanym z tą metodyką. Zarażeni naszą energią, po prostu chcieli zacząć działać.

To książkowy przykład, dlaczego warto powołać namiestnika. Z zapałem zorganizowałem w ferie „wędrowniczy sprint”, planując i prowadząc trzy zbiórki dla nowo powstającego zastępu wędrowniczego; gdy tylko oficjalnie się uformowali, zaprosiliśmy ich na nasze ognisko, aby lepiej się poznać. Namiestnictwo dało im niezbędny wędrowniczy impuls i od razu włączyło ich do wspólnoty. Bez konieczności długiego wdrażania i udowadniania swojej racji, bez strategii, ale z zapałem do działania – dokładnie tak, jak naturalnie formują się grupy nastolatków szukających w życiu czegoś więcej.

Czas podsumowania

Po ponad roku pełnienia funkcji namiestnika wędrowniczego muszę powiedzieć: „Do zobaczenia!”. Od września rozpoczynam ekscytujący program wymiany zagranicznej, zostawiając mój zespół w dobrych, troskliwych, a przy tym zdecydowanych rękach mojej następczyni. Czy jestem zadowolony z tego czasu?

Gdy obejmowałem funkcję, powszechnym argumentem przeciwko namiestnictwu była obawa przed zbędnym komplikowaniem struktury organizacyjnej. Kolejny zespół, kolejne spotkania, kolejna grupa na Messengerze. Słyszeliśmy, że lepiej zostawić drużynowych w spokoju, bo i tak są przeciążeni innymi obowiązkami…

NIE! Całe szczęście, że nie posłuchaliśmy tych głosów. Oczywiście można współpracować bez namiestnictwa, jednak to ono daje gwarancję włączenia w dialog i poznania potrzeb wszystkich zespołów wędrowniczych – nie tylko tych największych, najgłośniejszych czy najbardziej lubianych. Czasem jest tak, że to namiestnictwo nie działa bardzo intensywnie, nie ma regularnych spotkań i narad, bo nie zawsze ich potrzebuje. Czasem wystarczy tylko pierwsza iskra: pierwszy wspólny obóz, biwak, pierwsze ognisko. Potem drużyny same dążą do współpracy, a namiestnictwo płynnie przechodzi do roli bardziej pasywnego wsparcia.

Gdy jednak pojawia się potrzeba, namiestnictwo reaguje natychmiast. Ma strukturę, know-how i doświadczenie. Jest w stanie pomóc zbudować nowy zastęp wędrowniczy w dwa tygodnie albo ponownie zintegrować środowisko, gdy ktoś jest z niego wykluczany. Może wesprzeć metodycznie zagubione rady drużyn i – przede wszystkim – wyraźnie pokazać kadrze oraz wędrownikom, że chociaż każdy ma swoje pomysły na działanie, wszyscy jesteśmy braćmi. Ucząc się od siebie nawzajem, zyskujemy zarówno organizacyjnie, jak i wychowawczo.

Przeczytaj też:

Krzysztof Filak - namiestnik wędrowniczy i wiceprzewodniczący komisji rewizyjnej w Hufcu ZHP Warmińskim. Studiuje w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Pasjonat długodystansowych rajdów na orientację, matematyki i ekonomii.