Nie lubię być liderką

Agnieszka Bąder-Chudy / 02.03.2026

Nie mam już nic do stracenia, więc bez strachu zrobię swój coming out na łamach tego magazynu. Druhny i druhowie, nie lubię być liderką! Ale umiem całkiem sprawnie zarządzać zespołami.

Prawie jedenaście lat temu, na łamach tego magazynu, próbowałam pokrętnie wytłumaczyć światu, że każdy instruktor ZHP może być liderem, choć nie każdy to lubi. Nie chciałam wtedy przyznać, że ja tego nie lubię.

Teraz przyznam się, do tego co było na tym moim kursie drużynowych, bodajże jakieś 15 lat temu. Nie zaliczyłam tego kursu, bo nie potrafiłam być naturalną liderką. Wykazywałam za mało inicjatywy w przewodzeniu zespołem, choć sumiennie brałam udział we wszystkich zajęciach. Zdaniem kadry kursu, nie nadawałam się na drużynową, choć niedługo później drużynę założyłam i prowadziłam. Nie miałam żadnej rozmowy korygującej na zasadzie „Hej, Agnieszka, ogarnij się, zrób to i to, żeby zaliczyć”. W mojej opinii robiłam wszystko, jak należy, dlatego zaskoczyła mnie decyzja o niezaliczeniu kursu. Zepsuło mi to mocno samoocenę i przyczyniło się do procesu opuszczania organizacji. Pozostawiło mnie w poczuciu wstydu na lata.

Kilkanaście lat później poszłam na kurs menadżerski, taki cywilny. Dopiero tam, moje trudne doświadczenia związane z kursem drużynowych ZHP, zostały odczarowane. Wspierające podejście prowadzącego i wieść, że bycia liderem można się nauczyć, zachęciły mnie do działania w tym obszarze. Zrozumiałam, że nic mi nie brakuje do bycia prowodyrką. Obecnie, w swojej pracy zawodowej działam właśnie w pionie menadżerskim.

Fakt, nie lubię być liderką. To ostatnia rola grupowa, którą podejmuję. Z radością oddaję stery naturalnym przywódcom i ustawiam się na końcu kolejki do zarządzania (a nie, sorry, bardzo lubię pełnić funkcję zastępczyni lidera).  Jednocześnie, ze względu na swoje doświadczenie zawodowe, a także harcerskie, umiem bez trudności kierować grupą ludzi. Jednak robię to tylko wtedy, kiedy chcę i naprawdę mi zależy.

Gdy zostałam harcerką to chciałam być harcerką. Nie marzyłam o ścieżce instruktorskiej. Samo wyszło, taka była potrzeba społeczna. Przez lata zmagałam się więc zarówno z rolą, która nie do końca była moja, ale i z wszechobecnymi komunikatami, że instruktor ZHP musi być naturalnym liderem. Nie byłam naturalną liderką, co jeszcze potwierdził mój kurs drużynowych, więc żyłam w poczuciu winy i w ukryciu.

Szkoda, że nikt mi wtedy nie powiedział, że nie muszę być głośna, charyzmatyczna, wygadana i przebojowa, by zarządzać zespołem. Ja taka nie jestem. Żałuję, że nikt mi nie powiedział: „Aga, ale tego przewodzenia to się można nauczyć”. Mam nadzieję, że dzisiejsze szkolenie kadry w ZHP jest na wyższym poziomie niż te kilkanaście lat temu.

Każdy może być liderem, jeśli chce. Można to robić i niespecjalnie to lubić. Można się tego nauczyć. Można znaleźć swój styl przywództwa. Nawet będąc osobą cichą i wycofaną – wyłonisz się w swoim czasie.

Wychowujmy liderów bez nadawania im łatek i bez grzebania w ich charakterach. Niech pozostaną sobą. Dajmy im wsparcie, narzędzia i sprzyjające środowisko, dmuchajmy w ich skrzydła. Oni w końcu znajdą swój styl przywództwa i polecą wysoko.

Przeczytaj też:

Agnieszka Bąder-Chudy - po dekadzie po za ZHP jest w procesie wracania do organizacji. Zawodowo zajmuje się koordynacją projektów i zespołów. Obecnie pracuje w instytucie badawczym. Jest żoną i mamą dwójki przedszkolaków. Lubi pisać, czytać i wędrować.