Zostawić świat odrobinę naprawionym

Na Tropie Środowisk / Kajetan Serweciński / 24.09.2026

Od dawien dawna każdemu obozowi harcerskiemu towarzyszyły dobre duszki. To one sprawiały, że namiot podczas deszczu nie przeciekał, w miskach zawsze pojawiała się smaczna strawa, a z pryszniców wieczorem lała się ciepła woda.

Niestety nie są to żadne bajkowe stworzenia, a wspaniali ludzie, których praca jest niezwykle istotna. To oni dbają o to, by najbardziej podstawowe potrzeby harcerzy zostały zaspokojone. Możemy się zastanawiać, dlaczego jest to aż tak istotne. Odpowiedź znajdziemy w piramidzie Maslowa, u której podstaw znajdują się potrzeby fizjologiczne. Dopiero ich zaspokojenie pozwala na realizację potrzeb wyższych, z których korzystamy w metodzie harcerskiej. Dlatego praca tych ludzi jest tak ważna z wychowawczego punktu widzenia. W tym roku moja drużyna postanowiła podjąć się tej służby i wspomóc jedną z okolicznych baz.

Jak wyglądał nasz dzień i co robiliśmy?

Ku uciesze naszych śpiochów, dzień zaczynał się około godziny ósmej. Następnie przez godzinę mieliśmy czas, by zjeść śniadanie oraz przyszykować się na cały dzień. Wtedy też pomiędzy uczestników rozdzielane były zadania. Wachlarz prac podczas tego tygodnia okazał się bardzo szeroki, mieliśmy przyjemność: doprowadzić wodę do jednego z domków (kopiąc tym samym 80 metrów rowu), odmalować stołówkę, naprawić kanadyjki, zreperować maszty, wzmocnić brzeg rzeki, obsługiwać punkt mycia menażek, pomagać przy wydawaniu sprzętu oraz wspierać obozowiczów w ich potrzebach. Każde z tych zadań, pomimo zmęczenia, zawsze wykonywaliśmy z uśmiechem na ustach. Z moich obserwacji wynika, że nawet najnudniejsza praca – jeśli wykonuje się ją w dobrym towarzystwie – sprawia przyjemność. Oczywiście nie samymi zadaniami człowiek żyje, zatem około godziny 17:00 kończyliśmy zajęcia i odpoczywaliśmy. Czas ten zazwyczaj wykorzystywaliśmy na piesze wędrówki, grę w karty, ogniska oraz snucie wspólnych planów i pomysłów.

Jakie korzyści przyniósł ten wyjazd?

Żadna zbiórka drużyny nie potrafi tak zgrać wędrowników, jak wspólny wyjazd. Oznacza on niezliczone rozmowy, które pojawiają się w najbardziej niespodziewanych momentach. Cóż lepszego można robić, gdy zostaje się we dwójkę, a jedynym zadaniem jest pilnowanie dolewanej wody? Wtedy pojawiają się dyskusje, które owocują przyjaźniami i lepszym zgraniem zespołu. Jak mówi stare powiedzenie: o sile łańcucha świadczy jego najsłabsze ogniwo – czyli w tym przypadku relacja pomiędzy dwoma członkami drużyny.

Innym istotnym zjawiskiem było wykształcenie się autentycznego braterstwa – czegoś, czego nie da się stworzyć w sposób sztuczny czy wymuszony. Przejawiało się to w najprostszych sytuacjach: na posiłki wszyscy chodziliśmy razem, gdy jedna osoba szła po wodę, od razu brała ją dla reszty, wszyscy wszystkim się dzielili, a jeśli ktoś prosił o pomoc, każdy od razu jej udzielał. Nie był tu potrzebny żaden rozkaz, wszystko działo się naturalnie – a to przecież jeden z najważniejszych elementów naszej metody.

A co z metodą?

Możemy teraz zadać sobie pytanie: czy podczas wyjazdu, na którym nie są przeprowadzane żadne typowe zajęcia, jesteśmy w stanie zastosować metodę harcerską? Tak! Metoda nie jest celem samym w sobie, lecz narzędziem. Nie tworzymy przecież zbiórek po to, by sztucznie dopasowywać do nich jej elementy – to metoda ma wspierać nas w osiąganiu celów wychowawczych. Tak też było w tym przypadku. Od początku każdy wiedział, jaki przyświeca nam cel – wsparcie bazy oraz dbałość o nasz wspólny, związkowy majątek. Inni harcerze mogli nas obserwować i kto wie, może za kilka lat sami podejmą się takiej służby. Co ważne, każdy pojechał dobrowolnie. Praca była przydzielana tak, aby każdy mógł ją wykonywać zgodnie ze swoimi możliwościami. I co chyba najważniejsze: każdy pełnił służbę z uśmiechem i poczuciem, że to, co robi, ma głęboki sens.

O służbie słów kilka

Taki wyjazd jest świetnym przykładem służby. Dlaczego? Z jednej strony obiektywnie trzeba przyznać, że prace, które wykonaliśmy, były pożyteczne. Sprawiliśmy, że odświeżone przedmioty posłużą następnym pokoleniom, a harcerze mieli zapewnione podstawowe warunki bytowe. Innym, równie ważnym, aspektem jest poczucie celowości wykonanych zadań przez wędrowników. Istotne jest przecież, aby na ich twarzach po służbie pojawiał się uśmiech i poczucie spełnienia. Nie ma nic gorszego, niż poczucie wykorzystania w imię wyższych idei. Jeśli służba ma przynosić korzyści wychowawcze, nie możemy dopuścić do takich sytuacji – wtedy zacznie się ona kojarzyć z naiwnością, a nie z dobrocią i oddolnym budowaniem społeczeństwa.

Czy warto było pojechać?

Zdecydowanie tak! Kwaterka przynosi ogrom korzyści wychowawczych i zostawia wspomnienia na całe życie. Nawet jeśli wasz hufiec nie posiada własnej bazy, istnieje duża szansa, że mają ją wasi sąsiedzi. Oni na pewno będą potrzebować waszej pomocy – bo która baza jej nie potrzebuje?

 

Przeczytaj też:

Kajetan Serweciński - drużynowy 33 ZDW „Konstelacja”, członek komendy 3. Szczepu „Fioletowy Płomień” i student informatyki na AGH. W wolnym czasie sportowiec oraz podróżnik.