Dokąd Annette prowadzi mnie 

Na Tropie Kultury / Artur Lamali / 05.09.2021

Już 20 sierpnia 2021 roku na ekrany kin trafi najnowszy film z Adamem Driverem. Ja trafiłem, trochę przypadkiem, na pokaz przedpremierowy, więc przygotujcie się na nieprofesjonalną i wysoce stronniczą opowieść o Annette.

So may we start? – tymi słowami reżyser Leos Carax otwiera film, do którego scenariusz i muzykę stworzył duet Sparks, czyli bracia Ron i Russel Meal. Annette to historia miłości komika Henry’ego (Adam Driver) i śpiewaczki operowej Ann (Marion Cottilard), którzy wyglądają na całkiem szczęśliwą parę. Jednak czy sława i zazdrość pozwolą im na szczęśliwe życie z nowo narodzoną córką Annette?

Połowa widowni wyszła w trakcie

Trailery, które dostępne są w internecie, nie mówią praktycznie nic o tym, jaki ten film rzeczywiście jest. Oglądając zapowiedź dwie godziny przed wyjściem do kina, za bardzo nawet się na nim nie skupiłem. Wyglądał zresztą podobnie do jednego z poprzednich filmów z Adamem Driverem – Historii małżeńskiej. Narracja jego postaci, historia miłosna, no przecież praktycznie to samo.

Ten film albo się uwielbia, albo się go nienawidzi

Tymczasem trailer ukrywa przed nami mnóstwo sekretów. Myślę, że nie do końca spodziewali się ich ci, którzy w internecie piszą, że ten film jest po prostu zły. Na sali łącznie ze mną i moją przyjaciółką, z którą wybrałem się na Annette, było osiem osób. Cztery z nich wyszły w trakcie. Co ciekawe, tak jak na sali podczas pokazu, tak i w internecie, widownia dzieli się dokładnie na pół – ten film albo się uwielbia i jest się nim porażonym, albo się go nienawidzi. Ja jestem w tej pierwszej grupie.

Ten film jest bezczelny

Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że twórcy filmu od początku nie tylko się nam przyglądają, ale i śmieją się nam prosto w twarz. Ten chichot twórców usłyszycie jeszcze przed samym filmem. Przyznam, że sam nie od razu wychwyciłem moment, kiedy spektakl się faktycznie rozpoczął, więc pamiętajcie, aby zachować czujność od samego wejścia na salę kinową aż po moment, gdy obsługa kina już was wyrzuci z sali. Słowa So may we start?, którymi reżyser otwiera film to także sygnał dla pozostałych twórców, aby dołączyli do niego i dalej poprowadzili nas przez fabułę.

Usłyszymy od nich, że mamy zamknąć się i słuchać uważnie, ponieważ stworzyli świat, którego budżet jest wysoki, ale może być niewystarczający. Jeśli wsłuchamy się w ich słowa, dowiemy się też od nich, że będą dla nas śpiewać i umierać, a jeśli chcemy, to nawet mogą kogoś zabić. Jednak nie martwcie się, tych bezczelności jest znacznie więcej. Czy to tych pokazujących nas jako widownię show głównego bohatera Henry’ego (Adam Driver), czy tych pokazujących jak czerpiemy informacje o życiu celebrytów.

Spektakl emocji i detali

Film Annette najłatwiej chyba nazwać spektaklem emocji. Tych jest już mnóstwo, gdy posłuchacie ścieżki dźwiękowej od Sparks, czy to delikatności głosu Ann (Marion Cottilard) czy goryczy w głosie Henry’ego. Na RottenTomatoes możecie znaleźć opis, który twierdzi, że Annette to marzycielski i delikatny taniec między farsą i fantazją. Dochodzi do tego odrealniona forma musicalu, ale i gorzkie losy bohaterów, co tworzy połączenie tak ciężkie, że trudno jest przestać myśleć o tym, co zobaczyliście.

Sztuką jest stworzenie filmu, który wyzwala w nas emocje

Na tym, co w kadrze i tym, jak zostały zrealizowane niektóre sceny, skupiłem się zbyt mocno, przyznaję. Jednak myślę, że przypatrując się tym detalom, jeszcze bardziej docenicie starania twórców. To nie tylko kwestia kolorystyki, w jakich poruszają się nasi bohaterowie, ale i ich ulubionych owoców. Mam ogromną nadzieję, że powstaną materiały, w których twórcy dokładnie przyjrzą się temu, jak kolory wpływają na budowanie poszczególnych scen.

Pokochacie albo znienawidzicie

Ta farsa ma oczywiście swój finał. Choć przyznam szczerze – nie od razu go zrozumiałem. To właśnie kwestia tego, że niektóre elementy powinniśmy rozumieć dosłownie, inne z kolei postrzegać jako metaforę. Patrząc po tym, jak reagują widzowie, łatwo zobaczyć, że Annette ma albo oddanych fanów, albo przeciwników. Myślę, że to nawet lepiej, bo nie sztuką jest stworzenie filmu, który będzie się podobał każdemu. Sztuką jest stworzenie filmu, który wyzwala w nas emocje. Mogą być złe, mogą być dobre, to akurat nie jest ważne, ale są jakieś. To, jak nienawiść czy zazdrość może zniszczyć wszystko co mamy, twórcy pokazali bardzo trafnie. Manipulacje, bycie marionetką w rękach innych lub losu jest tym, co niszczy nas wszystkich.

Czy Annette jest dla każdego? Myślę, że tak, bo opinię warto mieć. Czy to będzie opinia dobra, czy zła – nie ma to żadnego znaczenia. Ważne, że będzie.

 

Przeczytaj też:

Artur Lamali - głównie były, bo były social media specjalista w ZHP, były członek Wydziału Komunikacji i Promocji GK ZHP, były rzecznik i szef zespołu komunikacji i promocji w chorągwi. Pochodzi z Grudziądza, mieszka w Poznaniu, a patrzy już na Warszawę. Mówi, że opowiada klawe historie w internecie, a w międzyczasie popija kawę specialty.