Historia lubi się rymować

Jacek Grzebielucha / 27.04.2026

Do zjazdu ZHP pozostały niecałe dwa tygodnie. Znamy w końcu pełne kandydujące składy. Minister i Rzeczniczka mają pretendentów do swoich funkcji – Sędziego i Komisarza. A to wszystko w bardzo smutnej atmosferze.

Zacznijmy od tego, że będąc instruktorem trzeba mieć dobrą pamięć. Umieć z jednej strony wyrecytować cechy czy elementy metody harcerskiej, z drugiej – na wyrywki znać przepisy statutu czy regulaminów. Dobra pamięć pomaga również interpretować współczesność przez pryzmat historii. Wtedy jak na dłoni widać, że Mark Twain miał rację – historia się nie powtarza, ale lubi się rymować.

Rymy pisane są jednak nie tylko do najnowszej historii ZHP, ale również do polityki bieżącej. Na szczęście skład polskiego parlamentu nie ma idealnego odwzorowania w poglądach delegatów, którzy niedługo spotkają się w Warszawie. Ale nie boję się postawić tezy, że zarówno w kraju jak i w organizacji rządzi progresywny liberalizm, a do władzy chce powrócić strona konserwatywna. Dla uporządkowania dalszego wywodu zdecydowałem, że skomentuję tylko wyścig o sznur naczelnika, a odpuszczę kandydatów na przewodniczących. Zarówno Krzysztof jak i Łukasz są naprawdę świetnymi instruktorami, mają w swoich składach wybitne osobistości i życzę szczerze „niech wygra lepszy”. Dlaczego uważam konkurencję naczelników za ciekawszą?

Mamy obecną Naczelniczkę, która po 4 latach zderzania się z problemami ZHP reformuje zespół i przedstawia nowy plan. Mamy Pretendenta z 6-letnim stażem w Głównej Kwaterze, gwałtownie przerwanym kontrowersyjną decyzją CKR o nieudzieleniu absolutorium w 2015 roku. Wcześnie weszli do Głównej Kwatery – Martyna w wieku 28, Lucjan w wieku 31 lat. Oboje są magistrami, w różnym czasie byli związani z przygotowaniami do Jamboree, byli komendantami hufców (odpowiednio Rybnik i Sopot), no i oboje mieszkają w Trójmieście. Tyle z podobieństw. A różnice?

Obie postaci reprezentują różne style przewodzenia, o których kiedyś na organizowanej przeze mnie konferencji o przywództwie wspomniał Jacek Smura. Definiował wtedy dwóch najważniejszych graczy na polskiej scenie politycznej przez pryzmat sposobu przewodzenia ludźmi. Jarosław Kaczyński jest przywódcą transakcyjnym, a Donald Tusk – transformacyjnym (różnicy między jednym a drugim polecam szukać w google, jakiegokolwiek źródła bym tutaj nie zacytował, będzie podważane – wystarczy, że autorem koncepcji jest Bernard Bass). Ma to dalekosiężne reperkusje w motywacji członków dominujących partii w polskim parlamencie, a przekładając to na grunt naszej organizacji – nie mamy skutecznych narzędzi, by przewodzić wolontariuszami w sposób transakcyjny. Ten model działania był wyuczony u członków i sympatyków byłej partii rządzącej, bo po prostu przez 8 lat działał (aż się wyczerpał). Analogii w stylach przewodzenia do kandydatów na Naczelnika możecie szukać sami.

O wyczerpaniu się formuły możemy mówić między obecną sytuacją w ZHP a Polską a.d. 2015 – kiedy rząd dostał zadyszki, podejmował niekoniecznie trafne decyzje i stracił „hearts and minds”, za czym poszedł spadek poparcia i utrata władzy. Obecna Główna Kwatera jest punktowana za stopień realizacji obietnic wyborczych sprzed 4 lat, za skład zebrany poprzednio i skład zebrany na potencjalną kadencję. Widmo powtórki z polskiej polityki 2015 jest realne i dla mnie pozostaje widmem, bo życie pokazało jakie było kolejne 8 lat. Ot, kolejny rym.

Innym punktem wspólnym między codziennością a zbliżającym się zjazdem jest zawłaszczanie retoryki. Tak jak w parlamencie mamy stronnictwa, które dawno temu „zaklepały” sobie: patriotyzm, naród, polskość, tak na naszym podwórku „kto pierwszy ten lepszy” dobiegł do harcerskiego słowa-klucza: metoda. To prosty i sprawdzony sposób na przyciągnięcie do siebie zwolenników „zakonu metody” (kolejna analogia, do Zakonu PC – wygoogluj sobie), który próbował przejąć władzę na zjeździe w 2017 roku – bezskutecznie. Jednak odmienianie „metoda” przez wszystkie przypadki działa na niektórych jak magnes. Cytując Cejrowskiego „i to się proszę państwa trzyma, jest solidne, tanie w budowie i co najważniejsze spełnia swoją funkcję”. Za poprzedniej GK-i również to działało – co jednak miało unieruchomienie „Zawiasa” z popularyzacją metody? Do dziś się zastanawiam.

O apolityczności ZHP każdy już słyszał – pytania o przynależność partyjną z sali plenarnej padały 4 lata temu do obecnego Przewodniczącego ZHP. I jestem przekonany, że i w tym roku pojawią się pytania odnośnie politycznych wątków z przeszłości Lucjana – to kolejny rym z przeszłością.

Cieszę się, że żadna ze stron nie rzuca już argumentami o ukorporacyjnieniu harcerstwa, bo oboje kandydatów budowało ten vibe. Lucjan jest autorem „ZHP Holding”, czyli Grupy ZHP, która pozwoliła przetrwać najistotniejszym składnikom majątku pozostającym w Głównej Kwaterze. Martyna pracuje z GK w postcovidowej rzeczywistości i czy to było jej zasługą czy nie, kwestie przenoszenia procesów organizacyjnych do internetu bardzo przyspieszyły przez ostatnie 4 lata. A poważne traktowanie struktury i potrzebę pracy komend mogę widzieć nie inaczej jak ukłon w stronę twórców Związku 108 lat temu, którzy połączyli organizacje skautowe nie po to, żeby dziś być związkiem 8000 drużyn, ale solidnym, silnym ruchem posiadającym również kadrę poza wychowawczą, majątek czy prestiż.

Cieszy mnie jeszcze jedna rzecz – przestaliśmy się nawzajem obrażać. Sięgając pamięcią najostrzej było w 2017 roku, kiedy inwektywy i lekceważące komentarze, daleko wykraczające poza granice uszczypliwości, były na porządku dziennym. Grupka „Harcmistrzowie”, strony na facebooku i szeroki komentariat grzały atmosferę do samego końca. Kiedyś członkini Głównej Kwatery nie widziała nic złego by kadrę określić „kurzem organizacji”, na co dzień mówiliśmy sobie „betony” czy „małolaty”, memy smakowały inaczej. A teraz? Cisza. Może to nie jest tak, że przestaliśmy się obrażać – może przestaliśmy się starać przekonać drugą stronę, tylko okopaliśmy się na z góry upatrzonych pozycjach i trzeba w nich po prostu trwać? To świadczyłoby o odpuszczeniu prób przekonania drugiej strony. A to byłaby gorzka refleksja.

Na początku wskazałem, że atmosfera wyborcza w ZHP jest smutna – wiążę to z tym samym, czego doświadczam głosując od lat w wyborach powszechnych. Głosujemy nie „za”, a „przeciw komuś”. I niestety to nie jest pierwszy raz, kiedy retoryka polityki zagląda nam do organizacji. Jest jeszcze trzecia droga (kolejny rym), czyli głosowanie na złość, ale to ostatnie, co mógłbym zarekomendować delegatom. Wierzę, że ich decyzja będzie przemyślana i samodzielna.

Przeczytaj też:

Jacek Grzebielucha - były drużynowy 7 GIDH "Keja" i były komendant Szczepu Szturwał, sercem w Chorągwi Gdańskiej - ciałem we Wrocławiu. Prawnik-urzędnik, pasjonat za dużej liczby rzeczy. Znawca memów.