Jesienna zaduma nad pamięcią
Zazwyczaj kolejne wywiady i spotkania umawiam na Teamsach. Jeszcze szybciej można wysłać pytania w pliku tekstowym i w tej formie otrzymać odpowiedź. I tak, po wymianie kilku wiadomości, wywiad jest gotowy. Czy zawsze to najlepsza droga?
Żyjemy w trybie „on-line”. Aplikacje zapewniają nam dostęp do e-maili i są furtką na spotkanie kadry czy zespołu na każdym poziomie struktury. Skontaktować się z autorem, wymienić komentarze na temat nowego tekstu, poprosić o korektę. ,,Na Tropie” pracą zdalną redakcji stoi!
Na początku jesieni miałam okazję wyruszyć na przygodę – tropem historii i spotkania z drugim człowiekiem. Rozmowy, która toczy się nad kubkiem czarnej herbaty w kuchni na warmińskiej wsi. W takich właśnie okolicznościach miałam okazję porozmawiać z panem Andrzejem Małyszko o harcerskich pamiątkach należących do jego rodziny.
Jak to się stało, że tak kruche pamiątki, jak stuletnie fotografie czy harcerski proporczyk z Romien, przetrwały tak burzliwe dekady i dotarły do Pana rąk?
To są pamiątki rodzinne, w domu mam ich całkiem sporo. Mama miała strasznie ciężkie życie, przeżyła zarówno I i II wojnę światową. Przekazała mi pasję do książek i historii. Wśród pamiątek po moich rodzicach jest kilka starych zdjęć i harcerski proporczyk. Zdjęcia mają 100 lat i są świadectwem czegoś bardzo szczególnego. To fotografie harcerzy, może jeszcze skautów, z lat 1918, 1919, 1921 wykonane w Romnach. Dziś to miasto znajduje się we wschodniej części Ukrainy, wtedy było w Rosji. Położone niedaleko Sum, nad rzeką Sułą – która jest dopływem Dniepru – w latach 1915-1921 było miejscem zesłania mojego dziadka, Antoniego Katkowskiego i całej jego rodziny.
Zachowało się dziewięć zdjęć z tamtego okresu. Prawie wszystkie na odwrocie są podpisane, niektóre z dedykacjami. Z opowieści mamy wynikało, że to jedyne ocalałe pamiątki tamtego czasu. Inne dokumenty jej brat Józef przed wyjazdem z Romien w 1921 r., z obawy przed bolszewikami, zakopał gdzieś pod drzewem. Bolszewików znał i wiedział, czym groziło znalezienie dokumentów polskiego harcerstwa. Te fotografie zachowały się w zadziwiająco dobrym stanie. Pamiątki w rodzinie były od zawsze mocno pielęgnowane. Rodzina mamy pochodziła z Krakowa. Z Romien rodzina przeniosła się pod Wilno, następnie do Ostródy.
Które z rodzinnych zdjęć ma dla Pana największą wartość emocjonalną i co dokładnie przedstawia?
Wszystkie zdjęcia są tak samo ważne z dwóch powodów. Jest to historia – historia magistra vita est (historia nauczycielką życia – red.). To wszystko dotyczy mojej rodziny – nie ma w końcu bliższej rodziny niż mama. Pierwsze z nich jest zdjęciem grupowym, na odwrocie opis: „szarża i I-y zastęp „Jaskółek” I-ej Rm.Ż. drużyny im. „Emilii Plater” Romny 30.VIII.1918 r.”, obok dedykacja: „na pamiątkę kochanej druhnie Mani, dzielnej zastępowej V zastępu, drużynowa: M. Skubikówna, Lala Pawłowska, Czesława Montwiłł, Czesia P., Hela Part”. Na tym, wykonanym w atelier fotograficznym, zdjęciu stoją dziewczęta w mundurkach, na głowach mają skautowskie kapelusze, w rękach długie laski. Drużynowa M. Skubikówna ma przypiętą odznakę i sznur harcerski. Moja mama stoi pierwsza z prawej.

Kolejne zdjęcie przedstawia zastęp „Jaskółek”. Dziewczęta ubrane są w mundury, mają laski skautowskie w rękach, na głowach kapelusze. Drużynowa M. Skubikówna – trzecia z prawej – pozuje z wpiętym w klapie znaczkiem i sznurem harcerskim. Moja mama – ósma z lewej – w klapie ma przypiętą odznakę trudną do zidentyfikowania i sznur harcerski.

Następna fotografia to męski zastęp „Jeleni” – młodzi chłopcy w mundurach ze skórzanymi pasami, na głowach mają czapki. Druh zastępowy z proporcem na skautowskiej lasce. Zapewne zostali sfotografowani na zbiórce zastępu w plenerze. Według relacji Józefa Kotkowskiego był to jedyny zastęp męski.

W jaki sposób w Pana domu rodzinnym opowiadano o Kresach? Czy temat Romien i harcerstwa był obecny w codziennych rozmowach, czy raczej odkrywał Pan tę historię stopniowo?
Tematy przewijały się w codziennych rozmowach, nienachalnie, ale systematycznie. Słyszałem sporo o harcerstwie; po przeprowadzce do Ostródy słyszałem o Janinie Pelczarskiej, która odpowiadała potem za budowę Domu Harcerza w tym mieście.
Przechowywanie pamięci po konkretnej osobie – nadaje historii ludzki wymiar. Jak współcześni harcerze powinni zbierać relacje od ostatnich żyjących świadków historii lub swoich dziadków, by nie były to tylko suche fakty, ale żywe opowieści?
Warto rozpocząć poszukiwania od własnej rodziny, warto rozmawiać i pytać.
Na koniec: gdy patrzy Pan na ten proporzec, jaką jedną, najważniejszą lekcję o przetrwaniu i wierności ideałom chciałby Pan przekazać młodym instruktorom stojącym u progu swojej dorosłej służby?
Najważniejsza jest uczciwość, nie warto mieszać polityki do życia.

Myślę, że takie spotkania pozostają w pamięci na dłużej. Jestem wdzięczna za to doświadczenie. Nawet po jakimś czasie, mogę przywołać niektóre emocje, gesty, czy ton głosu. Czuję, że nie chodzi o to, żeby było łatwo, tylko żeby było warto.
Przeczytaj też:
- Czy potrzebujemy nowego komentarza do Prawa Harcerskiego?
- Druhu, Druhno – a kim ja będę, jak dorosnę?
- Mężni
Patrycja Kiryluk - członkini komendy Hufca ZHP Morąg, instruktorka Chorągwi Warmińsko-Mazurskiej. Pracuje w dziale Edukacji, Promocji i Wydawnictw w Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie. Uwielbia ciszę muzeów, kolor fioletowy i wzajemność oddziaływań. Ciągle nie zdecydowała, którą z tych rzeczy lubi najbardziej.
